Menu
Siedlisko Milachowo
Menu

Za rekordowe zyski banków płaci społeczeństwo

Sektor bankowy w Polsce przeżywa złotą erę. Pomimo wyzwań makroekonomicznych, inflacji, wojny za wschodnią granicą i niepewności regulacyjnej banki notują rekordowe zyski. Wyniki za kolejne kwartały są coraz lepsze, a dywidendy płyną szerokim strumieniem do zagranicznych akcjonariuszy. W tym samym czasie społeczeństwo zmaga się z gigantycznymi kosztami życia, drożyzną kredytową i brakiem realnej ochrony konsumenckiej. To paradoks, który ma swoją cenę. Płacą ją zwykli ludzie.

kredyty bankowe

Weźmy na warsztat kredyty gotówkowe − produkt powszechny, dostępny w niemal każdym banku i chętnie reklamowany jako szybki sposób na „wakacje marzeń” czy „remont bez stresu”. Problem w tym, że koszt takiej „przyjemności” może być zupełnie oderwany od rzeczywistości. Realne oprocentowanie wielu kredytów konsumenckich, nawet po spadku stóp procentowych, wciąż sięga 20–30 proc. rocznie. Kredyt na kwotę 15 tys. zł na 3 lata może kosztować klienta ponad 10 tys. zł. − niemal 70 proc. więcej niż pożyczona kwota. Tak nie działa uczciwy rynek.

Oczywiście banki tłumaczą to ryzykiem, kosztami operacyjnymi, nieprzewidywalnością sytuacji gospodarczej. To jednak zasłona dymna. W rzeczywistości produkty te są masowo udzielane bez rzetelnej analizy zdolności kredytowej. Mało tego, klienci często otrzymują umowy, które zawierają błędy prawne, nieprawidłowe RRSO, niedozwolone opłaty, a czasem nawet ukryte prowizje.

Ochrona konsumencka w postaci sankcji kredytu darmowego

Mało kto wie, że w takich sytuacjach konsument ma realne narzędzie ochrony – sankcję kredytu darmowego. To instytucja prawna, która pozwala zażądać zwrotu wszystkich kosztów kredytu, jeżeli bank naruszył obowiązki informacyjne wobec klienta. W praktyce oznacza to, że kredytobiorca spłaca wyłącznie pożyczony kapitał bez odsetek, prowizji ani opłat. Różnice sięgają tysięcy złotych.

Tyle że większość Polaków o tej sankcji nie słyszała. A nawet jeśli, to nie wiedzą, jak z niej skorzystać. I tu tkwi sedno problemu: społeczeństwo płaci nie tylko finansowo, ale również systemowo. Bo państwo zamiast wyrównywać szanse między obywatelem a instytucją finansową milczy. Natomiast banki to wykorzystują.

Frankowicze − od ofiar do zwycięzców

Dysproporcję jeszcze wyraźniej widać w przypadku kredytów hipotecznych. Frankowicze – przez lata wyszydzani jako „hazardziści walutowi” − dziś masowo wygrywają w sądach. Choć minęło już prawie 20 lat od boomu na kredyty indeksowane do franka szwajcarskiego, dopiero niedawno społeczeństwo zrozumiało skalę nadużyć, jakich dopuściły się banki.

Wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i polskich sądów są jednoznaczne: umowy frankowe były nieuczciwe. Zawierały one klauzule niedozwolone, rażąco naruszały równowagę kontraktową i były konstruowane w sposób, który dawał bankowi pełną dowolność w ustalaniu wysokości zadłużenia. To nie była tylko „niewłaściwa decyzja finansowa”, lecz pułapka zastawiona z pełną świadomością.

Dziś kredytobiorcy frankowi, którzy zdecydowali się walczyć w sądach, niemal w każdym przypadku uzyskują wyroki stwierdzające nieważność swoich umów w całości. To oznacza, że oddają bankowi tylko pożyczony kapitał, bez odsetek, bez marży, bez „zarobku” banku. Często dodatkowo żądają zwrotu nadpłat i wygrywają również te sprawy. W ten sposób odzyskują nie tylko pieniądze, ale też godność i zaufanie do wymiaru sprawiedliwości.

Złotówkowicze zaczynają się budzić

Problem nie kończy się na frankowiczach. Przez ostatnie 2 lata podobny ciężar zaczął spadać na barki kredytobiorców złotowych. Gwałtowny wzrost stóp procentowych doprowadził do sytuacji, w której rata kredytu hipotecznego potrafiła wzrosnąć dwukrotnie w ciągu roku. Dla wielu rodzin oznaczało to katastrofę budżetową i rezygnację z wydatków, oszczędności, planów inwestycyjnych.

Warto zaznaczyć, że banki nie poniosły żadnych strat z tego tytułu. Wręcz przeciwnie − zwiększenie rat kredytowych stało się jednym z głównych źródeł ich rekordowych zysków. Problemem nie jest to, że kredyty są drogie, lecz to, że całe ryzyko − inflacji, stóp procentowych, zmian rynkowych − przerzucono na klienta, bez żadnej rekompensaty czy mechanizmu ochrony.

Co więcej, dziś okazuje się, że część umów kredytów złotowych również może zawierać klauzule niedozwolone, choćby w zakresie konstrukcji wskaźnika WIBOR. Przed sądami toczą się pierwsze sprawy, w których kredytobiorcy domagają się stwierdzenia nieważności swoich umów lub usunięcia z nich nieuczciwych zapisów. Mimo że to dopiero początek batalii, scenariusz przypomina ten z walutą szwajcarską.

Kto zarabia, kto płaci?

Sytuacja, w której banki osiągają rekordowe zyski w warunkach recesji konsumenckiej i kryzysu kredytowego, nie jest oznaką zdrowej gospodarki. To raczej sygnał alarmowy. Bo jeśli jedna strona zarabia miliardy, a druga coraz bardziej się zadłuża, nie ma równowagi. To eksploatacja.

Państwo powinno bardziej chronić obywateli. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów działa wolno, Komisja Nadzoru Finansowego skupia się na stabilności sektora, a Sąd Najwyższy przez lata nie potrafił rozstrzygnąć fundamentalnych kwestii związanych z kredytami. W tym czasie banki rosną w siłę, umacniając pozycję, którą trudno będzie podważyć, nawet politykom.

Cena tej nierównowagi będzie coraz wyższa. Wzrost niezadowolenia społecznego, rosnące zadłużenie gospodarstw domowych, spadek zdolności kredytowej młodych ludzi, brak inwestycji mieszkaniowych i odpływ środków z realnej gospodarki to tylko początek długofalowych konsekwencji.

Rekordowe zyski banków to nie sukces gospodarki. To sygnał, że ktoś inny za ten sukces właśnie zapłacił. A jeśli nadal będziemy przymykać na to oczy, niedługo wszyscy zapłacimy rachunek. Także ci, którzy dziś wierzą, że ich to nie dotyczy.

adwokat Karolina Pilawska, Pilawska Zorski Adwokaci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.