Czy szykuje się nowy konflikt, tym razem w Korei?
Przywódcy Korei Północnej zachowują się coraz bardziej agresywnie wobec Korei Południowej. Niedawno Pjongjang sklasyfikował swojego południowego sąsiada w kategorii państw wrogich. Koreańczycy z Północy wysadzili – i tak już nieużywane – drogi i linie kolejowe na granicy, co było raczej aktem symbolicznym, który pokazuje nowy kurs kraju. Siostra północnokoreańskiego dyktatora Kim Dzong Una, Kim Jo Dzong nazwała armię południowokoreańską „tresowanymi kundlami Stanów Zjednoczonych”.

Pjongjang twierdzi, że ciągu ubiegłego tygodnia Seul trzykrotnie wysyłał nad terytorium Korei Północnej bezzałogowe drony z ulotkami. Pokazano nawet zdjęcia dronów i ulotek. Rząd w Seulu stwierdził natomiast, że nie może „potwierdzić, ani zaprzeczyć” tym doniesieniom. Nie ma innych źródeł potwierdzających zajście incydentu. Wiadomo natomiast, że południowokoreańscy aktywiści wypuścili balony z ulotkami krytykującymi reżim w Pjongjangu. Północnokoreańskie media informują, że 1,4 miliona młodych ludzi zaciągnęło się w ciągu zaledwie dwóch dni do wojska, by walczyć z obcą agresja.
Eskalacja napięcia na Półwyspie Koreańskim zbiega się w czasie z zacieśnianiem stosunków Korei Północnej z Rosją. Rosyjska Duma otrzymała właśnie do przegłosowania projekt ustawy w sprawie ratyfikowania porozumienia o strategicznym partnerstwie z Koreą Północną. Jak pisze portal „Wirtualna Polska”:
Punkt ten stanowi, że jeśli jedna ze stron stanie się celem agresji i wejdzie w stan wojny, druga strona „niezwłocznie udzieli jej pomocy wojskowej oraz innego wsparcia przy użyciu wszelkich dostępnych środków” (…) Projekt zawiera zobowiązania dotyczące udzielenia wzajemnej pomocy wojskowej w przypadku podważenia suwerenności jednej ze stron, w tym napaści militarnej – podkreśla agencja Interfax. Niezależne media zwracają uwagę na dokument w kontekście doniesień o możliwości wysłania północnokoreańskich żołnierzy do Ukrainy do walki po stronie Rosji.
Kilka dni temu media obiegła informacja, że północnokoreańscy żołnierze mogą wesprzeć Rosję w wojnie na Ukrainie. Jak podaje TVN24 BiS, amerykański Instytut Studiów nad Wojną twierdzi, że tysiące północnokoreańskich żołnierzy przechodzi obecnie szkolenie w Rosji. Istnieje obawa, że zostaną oni wysłani do walki na Ukrainę. Na razie nie wykryto jednostek koreańskich na froncie, ale pojawiają się doniesienia o oficerach z tego kraju obserwujących pole walki.
Wojna koreańska nigdy się nie skończyła
Podział Korei na dwa państwa trwa od zakończenia II wojny światowej. W 1950 roku wybuchła wojna, w której Północ wspierana była przez ZSRR i Chiny, zaś Południe przez Stany Zjednoczone działające w imieniu ONZ. W 1953 roku podpisano zawieszenie broni (bez udziału Korei Południowej) i ustalono linię demarkacyjną. Nigdy jednak nie podpisano żadnego traktatu pokojowego. Wojna trwa formalnie do dziś.
Z podobną sytuacją mamy do czynienia na Tajwanie. W tej wojnie nie podpisano nawet porozumienia o zawieszeniu broni. Mamy więc 2 rządy, jeden w Pekinie, drugi w Tajpej. Oba deklarują formalnie, że są jedyną legalną władzą w Chinach i nie uznają siebie nawzajem. Nie przeszkadzało to jednak przez ostatnie dwie dekady prowadzić handel przez Cieśninę Tajwańską, czy lokować tajwańskich inwestycji na terenie ChRL.
W przypadku Korei relacje miedzy Północą a Południem były bardziej napięte. Korea Północna pozostawała w izolacji, a po rozpadzie Związku Radzieckiego straciła największego partnera gospodarczego. Obecnie wydaje się, że wojna na Ukrainie zmusiła Rosję do zacieśnienia więzów z reżimem Kim Dzong Una.
BBC podała właśnie, powołując się na swoje źródła w wywiadzie wojskowym, że rosyjska armia formuje jednostkę złożoną z 3 tysięcy Koreańczyków. Moskwa wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, że doniesienie jest amerykańską prowokacją. Faktem jednak pozostaje, że w ostatnich kilku miesiącach relacje Moskwy i Pjongjangu uległy gwałtownemu ożywieniu. O możliwości uczestnictwa żołnierzy północnokoreańskich w konflikcie na Ukrainie przekonują Kijów i Seul.
Konflikt narasta jednak również na Półwyspie Koreańskim, co niepokoi Chiny. Rzeczniczka chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Mao Ning powiedziała: Napięcia na półwyspie nie służą wspólnym interesom wszystkich stron, a priorytetem jest uniknięcie dalszej eskalacji konfliktu. (cytat za Polsat News)
Koreańska Centralna Agencja Prasowa napisała natomiast: Jeśli wybuchnie wojna, Korea Południowa zostanie wymazana z mapy. Skoro chce wojny, jesteśmy gotowi zakończyć jej istnienie. Pragnienie młodych ludzi, by wstąpić do wojska, jest formą nienawiści i zemsty młodego pokolenia, które jest zdeterminowane, by za wszelką cenę ukarać łajdaków, którzy popełnili straszliwą zbrodnię, rozpętując wojnę. (cytat za Onet.pl)
Do groźnych ognisk zapalnych na świecie (Ukraina, Bliski Wschód, Cieśnina Tajwańska) dołącza kolejne – Półwysep Koreański. Obie strony oskarżają się tam o parcie do konfliktu, a Północ zapowiada zniszczenie Korei Południowej. Obie strony deklarują, że ich armie odpowiedzą zbrojnie na agresywne działania przeciwnika.
Wojciech Ostrowski


























Dodaj komentarz