Konkurencyjność trzeba budować wielotorowo
W statystykach na przestrzeni ostatnich 5 lat wyraźnie widać rosnące nakłady przedsiębiorców na B+R. To doskonale obrazuje zmianę w myśleniu o innowacjach. O ile w perspektywie finansowej 2007−2013 mówiliśmy o absorbcji gotowych technologii i odrabianiu zaległości w sferze infrastruktury, o tyle w domykanej perspektywie 2014−2020 dominuje wsparcie dla badań i prac rozwojowych w przedsiębiorstwach − mówi dr Beata Lubos z Ministerstwa Rozwoju i Technologii.

dr Beata Lubos, Ministerstwo Rozwoju i Technologii
Jak sprawdza się w praktyce idea Sieci Łukasiewicz, integrującej instytuty badawcze?
Beata Lubos: Nadrzędnym celem powołania Sieci Łukasiewicz była koordynacja pracy instytutów badawczych, które prowadziły swoją działalność często niezależnie od siebie, podczas gdy świat innowacji staje się coraz bardziej usieciowiony i interdyscyplinarny. Sieci Łukasiewicz przyświecają coraz to nowe wyzwania, związane m.in. z mobilnością, cyfryzacją, zieloną transformacją, z ochroną zdrowia, w tym walką ze skutkami pandemii, w oparciu o dorobek różnych dziedzin nauki. Na tak szeroki obszar przeobrażeń składa się wiele mniejszych prac badawczo-rozwojowych. Podobnie jak w drużynie wioślarskiej medal jest wynikiem pracy zespołowej, tak i tu tylko efekt zjednoczenia sił instytutów badawczych jest w stanie dać pożądane efekty. Wcześniej w tym kierunku poszły takie kraje, jak Niemcy i Finlandia, gdzie rozwiązanie przyniosło pożądane rezultaty.
Tendencja do integrowania różnych dyscyplin w naturalny sposób przekłada się na wyniki prac badawczych jako konsekwencja połączenia kadr i infrastruktury badawczej. Co więcej, takie projekty mają większe szanse na dofinansowanie w ramach programu Horyzont Europa. Oprócz efektu synergii mamy do czynienia z dodatkowym rezultatami zewnętrznymi. Współpraca instytutów ułatwia kaskadowanie ich dobrych, lecz bardzo różnych doświadczeń na inne podmioty działające w obszarze B+R.
Dla nas jako ministerstwa właściwego do spraw gospodarki Sieć Łukasiewicz stanowi pomoc we wspieraniu przedsiębiorców w realizacji innowacyjnych projektów. Z wielu stateczków, które płyną do jednego celu, zrobiliśmy wielki okręt, który sprawniej osiągnie port, jakim jest konkurencyjność polskiej gospodarki. Pamiętajmy, że ta jest ściśle związana ze wzrostem aplikacyjności projektów badawczo-rozwojowych do gospodarki. Reforma zwiększa potencjał instytutów badawczych i otwiera przed nimi więcej możliwości, przy zachowaniu wszystkiego, co dotychczas było dobre, w tym współpracy lokalnej z biznesem.
Czy można dziś mówić o wzajemnym zrozumieniu biznesu i nauki oraz rosnącej umiejętności współpracy tych środowisk z poszanowaniem potrzeb obu stron, w tym komercjalizacji innowacyjnych rozwiązań?
Beata Lubos: Trudno jest generalizować, niemniej w statystykach na przestrzeni ostatnich 5 lat wyraźnie widać rosnące nakłady przedsiębiorców na B+R. To doskonale obrazuje zmianę w myśleniu o innowacjach. O ile w perspektywie finansowej 2007−2013 mówiliśmy o absorbcji gotowych technologii i odrabianiu zaległości w sferze inwestycji infrastrukturalnych, o tyle w domykanej perspektywie 2014−2020 dominuje wsparcie dla badań i prac rozwojowych w przedsiębiorstwach. To firmy stały się stroną, która zasysa efekty B+R. Nam zależy, aby przedsiębiorstwa budowały własne laboratoria i centra badawczo-rozwojowe, a to zwykle nie dzieje się bez zaangażowania sektora naukowego. Przeznaczając środki na badania, biznes oczekuje konkretnych efektów, dlatego nie ma mowy o rozwiązaniach, które trafiają do szuflady.
Zasadniczo sektor nauki dobrze odnajduje się w roli dostawcy wyników prac badawczych na konkretne zlecenie biznesu. Równolegle jest jednak wiele projektów finansowanych z sektora publicznego, które są inicjowane przez sferę nauki. W wielu przypadkach badacze, znając dogłębnie daną dziedzinę, potrafią wyprzedzać potrzeby gospodarcze lub społeczne. Z drugiej strony są też projekty prowadzone przez biznes, które pod kątem zaawansowania technologicznego zdają się przewyższać te realizowane w jednostkach naukowych. Mimo że nie ma reguły, to jednak wyraźnie ciężar został przerzucony na realizację projektów B+R przez przedsiębiorstwa, co naturalnie łagodzi niedociągnięcia na linii współdziałania i komunikacji z nauką.
Cały czas powinniśmy działać na rzecz jak największej przydatności prac B+R. Wiele w tym zakresie robią spółki celowe uczelni wyższych, będące swego rodzaju mostem między światem nauki a gospodarką. Trzeba w tym miejscu podkreślić także rolę ośrodków innowacji, centrów transferu technologii i parków naukowo-technologicznych, które z jednej strony przenoszą problemy biznesu do sfery nauki, a z drugiej – wiedzę naukową do gospodarki. Efektywność takich rozwiązań wymaga czasu – niekiedy jest to perspektywa 10−15 lat. Dodatkowo reforma systemu nauki i szkolnictwa wyższego mocno postawiła na efekty ekonomiczne pracy jednostek naukowych.
Reasumując, należy uznać, że ten statek żegluje w dobrym kierunku, aczkolwiek ma on swoją inercję, związaną m.in. z takimi kwestiami, jak schematy postępowań, indywidualizm i umiejętność współpracy. Trzeba zatem bacznie obserwować, które śrubki wymagają dokręcenia, aby sprawniej dotarł do celu.
Czy system szkolnictwa nie powinien być bliżej biznesu, chociażby jako źródło wykwalifikowanych kadr?
Beata Lubos: W rozmowach z przedsiębiorcami często podkreślamy, że sprawy nie rozwiązują się dzięki interwencji resortu, ale np. w bezpośredniej relacji pracodawcy z okoliczną szkołą, w ramach budowania relacji w zakresie dualnego kształcenia zawodowego, angażowania stażystów w zakładach pracy. Bardzo zależy nam też na wspieraniu zamawiania efektów kształcenia, co znalazło swój ślad w Polityce Przemysłowej Polski. Jeśli jakakolwiek branża będzie zainteresowana takim rozwiązaniem, jesteśmy gotowi uwzględnić taki postulat w ramach tzw. kontraktów branżowych.
Pandemia mocno namieszała w gospodarce, a w konsekwencji zapewne w zawodach, przed którymi rysuje się najlepsza przyszłość. Które branże najlepiej rokują karierze i innowacjom, które mogą być polskim atutem?
Beata Lubos: Opracowując Politykę Przemysłową, zdecydowaliśmy się podzielić branże na 3 obszary. Z jednej strony mamy filary polskiej gospodarki, które nie są wolne od problemów i wyzwań. Tu mieszczą się m.in. przemysł hutniczy, motoryzacyjny, meblarski i papierniczy. Obok mamy branże, które charakteryzują się ogromnym potencjałem i dynamiką. Tu najbardziej wyrazistym przykładem jest sektor farmaceutyczny, biotechnologiczny i sektor wyrobów medycznych, a także przetwórstwo spożywcze, które daje nam duże bezpieczeństwo, a zarazem ma przed sobą ogromne szanse związane z rozwojem żywności funkcjonalnej. Również branża materiałów budowlanych cieszy się zauważalnie rosnącym popytem. Wiążemy nadzieje także z dynamiką rozwoju przemysłu elektrotechnicznego i produkcją maszyn, zwłaszcza w kontekście innowacyjnych produktów, które mogą zawojować rynki zagraniczne. Trzeci filar stanowią branże posiadające nowe perspektywy rozwoju, które obecnie wymagają jednak dodatkowego impulsu rozwojowego. Mówię np. o branży technologii energetycznych i przemyśle lotniczo-kosmicznym, który mocno oddziałuje na inne branże połączone w łańcuchu dostaw. W przypadku tego ostatniego sektora mamy spore dziedzictwo i stale się rozwijamy, przesuwając się stopniowo w górę łańcucha wartości. M.in. te obszary, uzupełnione przez branżę bateryjną i branżę odzysku surowców wtórnych, z pewnością będą w Polsce źródłem przewagi konkurencyjnej. Jednocześnie w naszym dokumencie podkreślamy, że dobrze rozwijający się przemysł potrzebuje równie rozwiniętego sektora usług.
Europa mocno stawia na technologie wpisujące się w Zielony Ład. Czy w Polsce wiąże się nadzieje z tym segmentem, choćby z produkcją wodoru, w której mamy obiecujące wyniki?
Beata Lubos: Ogromnym wyzwaniem jest dla nas nadążenie za oczekiwaniami dotyczącymi redukcji emisji. To wymaga realizacji ściśle określonych celów. Mamy ambicje związane z kształtowaniem gospodarki tak, aby jak najmniej szkodziła środowisku, zgodnie z założeniami zrównoważonego rozwoju. Naturalnym jest dla nas, że Polityka Przemysłowa musi stać na straży postanowień Zielonego Ładu. Za realizację zadań w tym obszarze zabieramy się wieloaspektowo. Po pierwsze chcemy wspierać przedsiębiorców w transformacji ich sposobu działania i realizacji produkcji, aby zmierzały one w kierunku niskoemisyjności. Zależy nam, żeby zakłady produkcyjne jak najpowszechniej wpisywały się w ideę gospodarki obiegu zamkniętego, np. ograniczając zużycie surowców i redukując ilość odpadów. Jednocześnie chcemy zachęcać do produkcji wyrobów, które są ekologicznie zaprojektowane i mają relatywnie niewielki ślad środowiskowy.
W kontekście transformacji niskoemisyjnej wodór rzeczywiście może mieć szerokie zastosowanie jako nośnik energii. Aby wspierać rozwój systemów i technologii wodorowych, aktywnie włączyliśmy się we wspólnotowe prace w zakresie wodorowego IPCEI (Important Projects for Common European Interest – przyp. red.).
Czy rząd zamierza w jakikolwiek sposób wspierać przedsiębiorców w walce z cyberatakami?
Beata Lubos: Oczywiście, zależy nam na tym, aby powstawało jak najwięcej technologii i narzędzi ochrony firm w cyberprzestrzeni, niemniej jako resort skupiamy się szerzej na transformacji cyfrowej przedsiębiorstw. Przeobrażenia w tej sferze są niezbędne dla stymulowania konkurencyjności krajowej gospodarki. Trzeba zrobić wszystko, żeby nie przespać tego pociągu, który przenosi biznes do świata cyfrowego. Umiejętność odnalezienia się w cyfrowych kanałach dystrybucji jest dziś absolutnie niezbędna, zwłaszcza w świetle ekspansji na rynki zagraniczne. Nie do przecenienia jest w tym zakresie działalność Fundacji Platforma Przemysłu Przyszłości, która prowadzi działania promujące w zakresie transformacji cyfrowej i pomaga w doborze optymalnych rozwiązań.
W jakich dziedzinach gonimy światowych liderów lub wręcz wychodzimy na prowadzenie w sferze innowacji?
Beata Lubos: Mamy specjalizacje, w których polski dorobek plasuje nas wysoko na arenie międzynarodowej. Są dziedziny, w których polski biznes i nauka mają powody do zadowolenia albo duże szanse na światowy sukces. Wspominałam już o biotechnologii i żywności funkcjonalnej. Warto wymienić także branżę bateryjną – również w kontekście utylizacji i recyklingu baterii. Dobrze rozwijają się technologie dronowe, systemy informatyczne, gdzie duże perspektywy stoją przed rozwiązaniami ukierunkowanymi na implementację w przemyśle 4.0, prężnie rozwija się branża gamingowa z dużym potencjałem rozwoju segmentu gier edukacyjnych. W tradycyjnym przemyśle stoczniowym duże szanse rozwojowe ma przed sobą produkcja statków specjalistycznych, np. do badania dna morskiego. Dynamicznie rozwija się polski przemysł jachtowy. Mamy też duży apetyt na rozwój technologii energetycznych.
Jak przybliżyć laikowi pojęcie Przemysłu 4.0?
Beata Lubos: Mówiąc najprościej, hasło to odnosi się do poziomu działalności gospodarczej, który w praktyce oznacza cyfryzację wszystkich procesów w przedsiębiorstwie. Modelowa fabryka 4.0 bazuje na robotach zintegrowanych ze wszystkimi działami. Rola człowieka w tej machinie sprowadza się do podejmowania kluczowych decyzji biznesowych, niezbędnych do utrzymania produkcji. W samym procesie tworzenia finalnego wyrobu nie bierze on fizycznie udziału. Wiele uwagi poświęcamy aktualnie tworzeniu infrastruktury demonstracyjnej, aby pokazać, jak taka idealna fabryka przyszłości mogłaby wyglądać i jakie praktyczne efekty może przynieść robotyzacja. Trzeba przy tym pamiętać, że transformacja cyfrowa jest też dużym wyzwaniem w wymiarze transformacji kompetencyjnej.
Zapowiadane są kolejne obostrzenia związane z czwartą falą pandemii. Czy rząd jest teraz bardziej przygotowany na to, co może nastąpić?
Beata Lubos: Osobiście brałam udział w realizowaniu zadań związanych ze wsparciem restrukturyzacji firm, które ucierpiały w wyniku pandemii Mam wrażenie, że wychodzimy z tego kryzysu silniejsi. Zarówno ja, jak i moi koledzy, wiemy dziś więcej o tym, jak chronić nie tylko siebie, lecz także przedsiębiorców, których obsługujemy.
Rozmawiał Mariusz Gryżewski

























Dodaj komentarz