WIBOR znowu budzi emocje. Eksperci prognozują rozwój sytuacji przed lutowym orzeczeniem TSUE
Wkrótce TSUE zajmie się kwestią WIBOR-u. Według prawników wyrok może spowodować skokowy wzrost liczby pozwów składanych w sądach. Umów opartych o ten wskaźnik jest więcej niż tych walutowych, więc kłopot może być większy niż w przypadku tzw. frankowiczów. Nie brakuje też opinii, że to zupełnie różne sprawy i nie ma systemowego problemu. Część ekspertów przekonuje jednak, że działania ustawodawcy w tym zakresie nie są potrzebne, a banki będą proponować w tej kwestii ugody. Są też prognozy mówiące o rosnącej presji na państwo ze strony kredytobiorców.

12 lutego br. odbędzie się rozprawa TSUE w sprawie WIBOR-u. – Spodziewam się wyroku spójnego z opinią rzeczniczki generalnej, czyli potwierdzenia przez Trybunał, że banki mają obowiązek odpowiednio informować na temat WIBOR-u oraz jego wpływu na oprocentowanie i wysokość rat. TSUE może wskazać także, czy wadliwe działania banku prowadzą do unieważnienia umowy, usunięcia całego oprocentowania czy jedynie w zakresie WIBOR-u i pozostawienia stałej marży – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.
Czy posypią się pozwy?
W opinii Adama Zakrzewskiego z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy wyrok może być pierwszym tzw. momentem skokowym w liczbie składanych pozwów z tego zakresu. Ekspert zwraca uwagę na ostatnią opinię Rzecznika Generalnego TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych polskiego sądu. Ta w żaden sposób nie przesądziła zasadności czy bezzasadności ewentualnych roszczeń kredytobiorców. Wyraźnie wskazała jednak, że jeśli TSUE podąży za jej wnioskami, co często ma w zwyczaju, otworzy to dość szeroko furtkę do faktycznej próby podważania tych umów.
– To będzie jeden z kluczowych tematów medialnych i sądowych w najbliższym czasie. Rzesza osób będzie namawiać klientów banków do zakładania spraw w tym temacie i domagania się unieważnienia kredytu z tego powodu. Każdy ma prawo uważać, że jego umowa jest wadliwa. Już dziś bowiem można przeczytać liczne głosy odnoszące się do porównywania WIBOR-u do kredytów frankowych. Tymczasem to zupełnie inne sprawy. Kredyt frankowy i złotowy są do siebie podobne głównie z powodu słowa „kredyt”; poza tym to inne umowy stanowiące wzajemne zobowiązanie dwóch stron – komentuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK z Instytutu Ekonomii i Finansów tej uczelni.
Jakub Bartosiak twierdzi, że sprawy związane z WIBOR-em będą równie lub wręcz bardziej popularne niż kredyty walutowe. Po pierwsze kredytów hipotecznych, opartych na ww. wskaźniku, jest więcej niż kredytów walutowych. Po drugie WIBOR stosowano także w umowach leasingowych czy pożyczkach gotówkowych. Te były powszechne i udzielane przez bardzo długi okres, a nie tylko przez kilka lat, jak w przypadku rozwiązań walutowych.
Ekspert spodziewa się, że liczba pozwów będzie systematycznie rosnąć, zwłaszcza po głośnych, korzystnych wyrokach TSUE, sądów powszechnych czy Sądu Najwyższego. Podobnie było w sprawach frankowych. – Ilość umów kredytowych, które w teorii będą mogły być podważane, jest nieporównywalnie większa do tzw. umów frankowych. A te przecież nie tylko spowodowały potężne tąpnięcie na rynku bankowym. Przede wszystkim zatkały sądy cywilne właściwie w całej Polsce. Jako pełnomocnik procesowy jestem nieco przerażony tym, jak mogą potencjalnie wyglądać sądy po ewentualnym rozpoczęciu prawdziwej fali pozwów WIBOR-owych. Powiedzenie, że gorzej być nie może, na pewno nie ma tu zastosowania – dodaje Adam Zakrzewski.
Co na to państwo?
Rodzi się też pytanie o to, czy państwo podejmie jakieś kroki, aby ograniczyć ww. problem. Adwokat Jakub Bartosiak zaznacza, że działania ustawodawcy są zwykle spóźnione. Obecnie procedowana jest ustawa dotycząca kredytów frankowych. Powinna być uchwalona 6 czy nawet 8 lat temu, ale niekoniecznie w proponowanym kształcie. W 2015 r. z hasłem uregulowania tego tematu szedł do wyborów Andrzej Duda.
– Ponad 10 lat temu brałem udział w pracach nad kolejnymi projektami ustawy, które miały uregulować problem kredytów denominowanych i waloryzowanych. Wszystkie poszły do kosza, więc w tym przypadku również nie liczyłbym na ustawodawcę. Oczywiście podjęcie takich działań byłoby dużo lepsze z punktu widzenia obywateli. Jednak przypuszczam, że tego typu inicjatywy zostaną storpedowane, tak jak zrobiono z kompromisowymi rozwiązaniami dla tzw. kredytów frankowych – mówi prof. dr hab. Witold Modzelewski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.
Ekspert z MBM Legal podkreśla, że ustawodawca ma wpływ nie tylko na techniczne aspekty rozpoznawania spraw, m.in. na poprawienie warunków administracyjnych w sądach, zwiększenie liczby personelu pomocniczego czy uproszczenie przepisów, lecz także na kwestie stricte merytoryczne. Może odgórnie narzucić określone rozwiązania, np. przekształcając obecne umowy w umowy o stałym oprocentowaniu, ograniczając oprocentowanie kredytów do marży banku albo ustalając je w określonej wysokości.
– Sama stawka referencyjna WIBOR nie stanowi podstawy do jakiegokolwiek kwestionowania zapisów umowy. Z tego też powodu działania państwa nie są potrzebne. Zapisy ustawowe i nadzór były bowiem właściwe. Kredyty musiały mieć jakąś stawkę odniesienia, którą był powszechnie akceptowany i uznawany WIBOR. Kredytobiorcy to akceptowali, zdając sobie sprawę z tzw. ceny pieniądza. Znajduje to odniesienie w konstytucji, gdzie wskazano, że podstawę ustroju gospodarczego RP stanowi społeczna gospodarka rynkowa. W moim przekonaniu jej podstawą jest tzw. cena pieniądza, której miernikiem pozostaje WIBOR – analizuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK.
Jaki ruch zrobią banki?
W opinii dr. hab. Krzysztofa Piecha, prof. UŁ, banki zmodyfikują swoje szablony umów, dopracują procesy informacyjne, po wcześniejszym przeprowadzeniu analiz ich ekspozycji na ryzyko w poszczególnych latach. Zapewne będą też oferowały propozycje ugód. Przykład kredytów frankowych pokazał, że w większości przypadków są one mniej korzystne dla klientów niż pełna ścieżka prawna. Mało tego, jak twierdzi adwokat Jakub Bartosiak, zmodyfikowane (aneksowane) mogą być również starsze umowy. W każdym wypadku wymaga to zgody banku i kredytobiorcy.
– Będzie presja na ustawodawcę ze strony klientów banków w sprawie WIBOR-u. Natomiast wpływy sektora finansowego na kształt legislacji jest przemożny. Przykładem było odrzucenie tzw. projektów frankowych. Szantażowano opinię publiczną jakimiś masowymi stratami finansowymi. Tymczasem okazało się, że banki w okresie największego nasilenia przegrywanych spraw mają też rekordowe zyski – podsumowuje prof. dr hab. Witold Modzelewski.
Źródło informacji: materiały prasowe


























Dodaj komentarz