Słabe dane demograficzne wpływają na gospodarkę
Pracodawcy alarmują, że do 2020 roku może zabraknąć w Polsce nawet miliona pracowników.
Spadek dzietności prowadzi do starzenia się społeczeństwa, a w konsekwencji do spadku liczby ludności. Najgroźniejsze jest zmniejszanie się odsetka osób w wieku produkcyjnym. Może ono doprowadzić nie tylko do braków na rynku pracy, lecz także do załamania systemu emerytalnego.
Wojciech Ostrowski
Jeśli utrzyma się niski poziom urodzin, do 2050 roku liczba ludności Polski zmaleje z 38 do 34 mln, a odsetek osób po 65. roku życia wzrośnie do 30 proc. Nasz system emerytalny opiera się na wpłatach dokonywanych przez osoby pracujące, przekazywanych na świadczenia emerytalne. Mniejsza liczba osób pracujących oznacza konieczność zmniejszenia emerytur bądź wzrost dotacji z budżetu państwa na ZUS.
Problemy demograficzne nie były tak palące w czasach wysokiego bezrobocia. Teraz jednak, gdy spadło ono poniżej 6 proc., zaczynają się kłopoty z pozyskaniem pracowników różnych branż. Wiele firm znalazło się w nowej dla nich sytuacji. To pracodawcy muszą zabiegać o pracownika, a nie odwrotnie. Oczywiście sytuacja jest różna w różnych regionach kraju. W wielu miejscach bezrobocie jest ciągle wysokie. Sytuację mogą poprawić rozwiązania wpływające na mobilność Polaków. Jednym z nich jest zwiększenie liczby mieszkań na wynajem, chociaż fala emigracji Polaków po 2004 roku wskazuje, że czynnikiem najbardziej zwiększającym mobilność są zarobki.
Polityka prorodzinna rządu polegająca m.in. na wprowadzeniu Programu 500+ częściowo poprawiła sytuację demograficzną. Jednak problem ujemnego przyrostu naturalnego nie został rozwiązany. Część pracodawców domaga się więc ułatwień w podejmowaniu pracy dla obywateli państw bliskich nam kulturowo. Dotyczy to przede wszystkim Ukraińców i Białorusinów.
Jako inną metodę rozwiązania kryzysu demograficznego podaje się zachęty do powrotu emigrantów. Według szacunków w innych krajach UE mieszka około 2,5 mln polskich obywateli. Niestety, jak długo realne zarobki w innych krajach Unii Europejskiej będą znacząco wyższe od naszych, wszelkie zachęty do powrotu emigrantów mogą okazać się bezskuteczne. Nawet Polacy opuszczający Wielką Brytanię w związku z Brexitem wybierają raczej przeprowadzkę do innego kraju UE niż powrót do ojczyzny.
Dane GUS dotyczące dzietności
Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, od czasu upadku komunizmu liczba urodzonych dzieci nie zapewnia nawet prostej zastępowalności pokoleniowej. Oznacza to, że społeczeństwo polskie starzeje się, co prowadzi w konsekwencji do sytuacji, w której liczba zgonów jest większa od liczby urodzin, a populacja zaczyna maleć. Faktycznie XXI wiek przyniósł Polsce wiele lat z ujemnym przyrostem naturalnym.
Kalkulacja pożądanej wartości współczynnika jest prosta. Ponieważ posiadamy dwie płcie, każda kobieta powinna urodzić średnio nieco ponad 2 dzieci, by społeczeństwo nie zaczęło wymierać. „Nieco ponad 2” (szacuje się tę wartość miedzy 2,1 a 2,15) wynika z faktu, że część urodzonych osób z różnych powodów nie będzie się dalej rozmnażać. Dlatego właśnie wynik powinien być wyższy od 2.
Dane demograficzne są jednak zatrważające. O ile dzietność kobiet w 1955 roku wynosiła 3,61, zaś w 1980 roku – 2,28, to od roku 1990 liczba ta jest mniejsza od 2, co oznacza brak zastępowalności pokoleniowej. Sytuacja na wsi wygląda nieco lepiej niż w mieście, ale również tam współczynnik jest niższy od 2. Fatalne pod tym względem były lata 2005 i 2015 – wtedy wartość współczynnika spadła do odpowiednio 1,24 i 1,29. Chociaż rok 2017 przyniósł wzrost liczby urodzin, to wartość współczynnika dzietności kobiet wzrosła zaledwie do 1,45. Był on też kolejnym rokiem, w którym liczba zgonów przewyższała liczbę urodzin.
Imigracja jako metoda na rozwiązanie problemów demograficznych
Oczywiście sytuacja dla gospodarki nie jest beznadziejna. Liczba ludności świata stale rośnie. Polscy mogą zostać łatwo zastąpieni w swoim kraju i stanie się tak, jeśli sytuacja demograficzna nie ulegnie zmianie. Gdy popatrzymy na kraje Europy Zachodniej borykające się z podobnymi problemami, zauważyć można zmiany w strukturze ludności wywołane kryzysem demograficznym oraz imigracją.
Dobrym przykładem są największe miasta Anglii. Populacja Londynu zmalała w latach 1945–1991 z ponad 8 mln do 6,5 mln. Od 1991 roku liczba ludności miasta ponownie rośnie, jednak biali Brytyjczycy stanowią już zaledwie 44,9 proc. mieszkańców, pozostali biali – 14,9 proc., Azjaci – 18,4 proc., Afrykanie – 13,4 proc., a Arabowie – 1,3 proc. Szacuje się, że około 36 proc. mieszkańców miasta urodziło się poza Wielką Brytanią. Islam jest drugą co do liczebności religią, a jej wyznawcy stanowią 12,4 proc. populacji.
W drugim co do wielkości mieście Anglii – Birmingham – również zanotowano znaczny spadek liczby ludności. Miał on miejsce w latach 1945–2001. Od tamtej pory populacja rośnie, jednak muzułmanie stanowią tam już 21,8 proc. mieszkańców. Odsetek białych Brytyjczyków spadł do 57,9 proc. Pakistańczycy stanowią 13 proc. populacji, a Azjaci – 26,6 proc. Tendencja do zmniejszania się liczby białych Brytyjczyków wydaje się trwała. Obecnie aż 57 proc. uczniów szkół w mieście posiada rodziców, którzy nie należą do tej grupy.
Również w Polsce daje się zauważyć zwiększone zapotrzebowanie na zagranicznych pracowników. Liczba osób zgłoszonych do ubezpieczeń społecznych pod koniec 2017 roku wyniosła 423 tys. Biorąc pod uwagę, że wiele osób pracuje nielegalnie, można powiedzieć, że liczba cudzoziemców faktycznie pracujących w Polsce jest znacznie wyższa. Zdecydowana ich większość pochodzi z Ukrainy.
Automatyzacja zamiast wzrostu zatrudnienia
A może problem polskich przedsiębiorców nie tkwi w braku rąk do pracy, ale w niskiej produktywności? Chociaż rośnie u nas ona w tempie, które stawia Polskę w czołówce OECD, to jej wartość ciągle pozostaje bardzo niska w porównaniu z innymi krajami należącymi do tej organizacji. Dzieje się tak, mimo że Polacy spędzają w swojej firmie średnio większą liczbę godzin niż np. Niemcy. Jeśli więc obliczymy produktywność jako PKB podzielone przez liczbę pracowników, wynik nie powinien być o wiele niższy.
Okazuje się jednak, że w naszym kraju występuje kilka problemów, które negatywnie wpływają na wydajność pracowników. Należą do nich: słaba innowacyjność gospodarki i zła organizacja pracy. Problem ten dotyczy głównie małych i średnich firm. Nie pomaga również struktura polskiej gospodarki. W latach 90. XX wieku przekonywano, że powinniśmy zwiększać udział usług w wytwarzaniu PKB, bo w krajach Zachodu to właśnie one stanowią największy odsetek. Dziś – gdy udział tego sektora w naszej gospodarce znacząco wzrósł – okazuje się, że usługi zaniżają średnią produktywność.
Kiedy rośnie produktywność, zwiększa się PKB, nawet przy niezmiennym poziomie zatrudnienia. Firmy, szczególnie małe i średnie, powinny więc zainwestować w nowe technologie, m.in. systemy wspierające zarządzanie. Istotne jest także lepsze zarządzanie zasobami ludzkimi i dobieranie pracowników o odpowiednich kompetencjach.
Robotyzacja w Polsce ciągle na niskim poziomie
Dane OECD pokazują również, że pod względem robotyzacji Polska pozostaje w tyle nie tylko za najbogatszymi krajami świata, lecz także za naszymi sąsiadami z Europy Środkowej. W Czechach na 1000 pracowników przypada 3,75 robota. Na Słowacji współczynnik ten wynosi 3,52, a w Polsce – tylko 1,05. W krajach członkowskich OECD średnia wynosi 6,23, w Niemczech natomiast – 14,45. Nic więc dziwnego, że Niemcy pracują krócej niż Polacy, a osiągają większą produktywność. Nie jest to jednak kraj o największej automatyzacji produkcji. W Japonii współczynnik wynosi 27,99, a w Korei Południowej – 25,65.
Robotyzacja znacznie zwiększa wydajność i czyni gospodarkę bardziej niezależną od sytuacji na rynku pracy. Niestety na największy postęp w tej dziedzinie mogą sobie pozwolić tylko duże międzynarodowe korporacje. Obecnie wydają one na robotyzację miliardy dolarów.
Na szczęście również w Polsce sytuacja ulega zmianie. Od 2011 roku obserwujemy stały wzrost nakładów na badania i rozwój. Według danych GUS w 2016 roku w 15 proc. firm wprowadzono zmiany i usprawnienia dotyczące procesu produkcji. Połowa przedsiębiorstw wprowadzających innowacje zatrudniała powyżej 250 pracowników.
Sprzedaż robotów na świecie ciągle rośnie. W 2016 roku wzrost ten wyniósł 16 proc. Oczywiście roboty nie zastąpią ludzi. Obawy takie są nieuzasadnione, ponieważ wraz z automatyzacją zmienia się struktura zatrudnienia. Robotyzacja jest jednak niezbędna w kraju takim jak Polska, gdzie społeczeństwo się starzeje, a liczba ludności spada.

























Dodaj komentarz