Rozwój gospodarczy wymaga stabilnego otoczenia
W 2025 r. realna dynamika wzrostu gospodarczego może być nieco lepsza od wypracowanej w 2024 r. i wyniesie 3,4 proc. W 2026 r. może osiągnąć 3,7 proc. Trzeba mieć jednak na uwadze, że w trudnych i niespokojnych czasach analizowanie gospodarki głównie na podstawie obserwacji średniej wzrostu może być bardzo mylące. Trzeba pamiętać o zawirowaniach w całej światowej gospodarce – mówi Piotr Soroczyński, główny ekonomista i dyrektor Biura Polityki Gospodarczej w Krajowej Izbie Gospodarczej.

Piotr Soroczyński, główny ekonomista w Krajowej Izbie Gospodarczej
Jak stopniowy spadek inflacji rzutuje na decyzje RPP dotyczące cięcia stóp procentowych? Czy po kolejnej obniżce w lipcu można spodziewać się utrzymania tego trendu?
Piotr Soroczyński: Ostatnie kłopoty, jakie miała nasza gospodarka z inflacją, były nieporównywalne do czegokolwiek, czego doświadczyliśmy przez wcześniejsze dwie dekady. Wtedy „rwaliśmy włosy z głowy”, kiedy roczny wskaźnik inflacji uciekał nam nieco powyżej 5 proc. i stosunkowo szybko wracał do bardziej zwyczajnych poziomów. Ostatnio natomiast mieliśmy wzrost do blisko 20 proc., a już od 6 lat nieprzerwanie inflacja straszy nas co chwilę wartościami powyżej górnych widełek celu inflacyjnego. W konsekwencji w gospodarce uruchomiono sporo procesów waloryzacyjnych, podtrzymujących inflację na wyższym od rozsądnego poziomie, w tym waloryzacje płac, wycen kontraktów itp. To wymaga od RPP raczej konserwatywnego podejścia do polityki stóp procentowych, zwłaszcza że Rada przez długi czas miała nadmiernie liberalne podejście do stóp − premiujące kredytobiorców kosztem deponentów.
Aktualnie za najbardziej prawdopodobny scenariusz można uznać, że w tym roku może pojawić się jeszcze jedna obniżka stóp podstawowych o 0,25 pkt. proc, a w 2026 r. mogą być nawet cztery podobne obniżki.
Czy pozytywne sygnały z rynku pozwalają sądzić, że gospodarka znowu wkracza na ścieżkę rozwoju i będzie piąć się w górę?
Piotr Soroczyński: Jest kilka czynników przemawiających za tym, że w 2025 r. realna dynamika wzrostu gospodarczego może być nieco lepsza od wypracowanej w 2024 r., czyli 2,9 proc, i wyniesie 3,4 proc. W 2026 r. wynik może okazać się jeszcze lepszy, osiągając 3,7 proc. Trzeba mieć jednak na uwadze, że w trudnych i niespokojnych czasach analizowanie gospodarki głównie na podstawie obserwacji średniej wzrostu może być bardzo mylące. W części branż sytuacja jest dobra, czasem wzrosty są wręcz większe niż średnia dla całej gospodarki. Jednak na drugim biegunie są branże będące na głębokim minusie, przechodzące bardzo poważne kłopoty.
Trzeba pamiętać przede wszystkim o zawirowaniach w całej światowej gospodarce, choćby o nowych parametrach w handlu międzynarodowym, narzuconych przez USA. Bardzo poważnym wyzwaniem dla wytwórców z UE jest mocny kurs prośrodowiskowy narzucony przez Komisję Europejską. Niedługo części wyrobów nie będzie można sprzedawać. Już dziś wytwarzanie towarów i usług jest obłożone w UE tak wysokimi kosztami, że praktycznie uniemożliwia konkurowanie z dostawcami z innych krajów, zarówno na obszarze UE, jak i na obszarze państw trzecich. Oczywiście to nie tylko koszty prośrodowiskowe podrażają naszą produkcję. Wszak w Europie mamy − na tle wielu państw świata − znacznie bardziej wyśrubowane normy w zakresie praw człowieka, praw pracowniczych, ochrony konsumenta. Jesteśmy z tego bardzo dumni, ale to kosztuje. A nikt nie chroni naszego rynku przed towarami i usługami z innych krajów, dostarczanymi taniej, bo przy znacznie niżej ustawionych wymaganiach, ani tym bardziej nie wspiera naszej sprzedaży poza UE.
Co tendencje, o których pan mówi, oznaczają dla Polaków, w tym środowiska przedsiębiorców?
Piotr Soroczyński: Części produkcji nie da się utrzymać na warunkach pozwalających konkurować z dostawcami z innych krajów. Dla wszystkich, którzy nie mogą się przebranżowić, oznacza to bliski koniec prowadzenia działalności. Coraz mocniej też odczuwamy, że świat, a zwłaszcza gospodarka, coraz bardziej jest dla tych dużych. Trudno utrzymać się na rynku, będąc niewielkim podmiotem gospodarczym. Trudniej o środki, trudniej sprostać wymaganiom sprawozdawczym, trudniej odpierać dumpingowy nacisk ze strony globalnych graczy. Z drugiej strony bogacący się świat, a przede wszystkim bogacący się klienci, to wiele nowych i mocniejszych niż dotychczas okazji na uplasowanie towaru wyróżniającego się pomysłem, jakością, serwisem. A to przecież nie tylko potencjalny wzrost obrotu, lecz także potencjalny wzrost marży.
Które branże radzą sobie najlepiej i co mówią dane GUS za pierwsze półrocze na temat krajowego rynku? Jakie liczby napawają optymizmem, a które wyniki powinny niepokoić?
Piotr Soroczyński: Spośród wielu wskaźników, jakimi można opisywać różnice w sytuacji branż, chyba najtrafniej opierać się na dwóch – dotyczących zmian poziomu zatrudnienia i zmian poziomu płac. Jeśli jakaś branża forsownie nabiera pracowników, a do tego szybko podnosi płace − w domyśle podbierając konkurencji doświadczonych pracowników – to raczej nie jest w zapaści. I odwrotnie − branże mocno redukujące stan zatrudnienia trudno uznać za te w najlepszej kondycji. W naszym najnowszym miesięczniku opisującym, co się dzieje w gospodarce i poszczególnych branżach, zwróciliśmy uwagę, że zatrudnienie w całym sektorze przedsiębiorstw w okresie od stycznia do czerwca 2025 r. było o 0,8 proc. niższe niż rok wcześniej i wyniosło 6 445 tys. osób. Sam przemysł odnotował spadek zatrudnienia r/r o 0,9 proc. – do blisko 2 700 tys. osób.
W ujęciu rocznym spadki zatrudnienia w I półroczu 2025 r. wystąpiły w takich branżach, jak pobór, uzdatnianie i dostarczanie wody − o 57,7 proc.; produkcja odzieży − o 12,3 proc.; produkcja urządzeń elektrycznych − o 5,1 proc.; handel hurtowy − o 4,5 proc.. Z kolei wzrost zatrudnienia widoczny jest m.in. w przypadku gospodarki odpadami, odzysku surowców − o 9,8 proc.; magazynowania i działalności usługowej wspierającej transport − o 4,3 proc. czy obsługi nieruchomości i firm − o 3,4 proc.
Czy można mówić o wzrostach?
Piotr Soroczyński: Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w pierwszych sześciu miesiącach 2025 r. wyniosło 8 828 zł i było wyższe o 8,7 proc. r/r. Płace wzrosły we wszystkich analizowanych przez GUS branżach, w tym w produkcji napojów o 11,4 proc., w produkcji komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych, jak również administrowaniu i działalności wspierającej − o 11 proc., a w obszarze robót budowlanych specjalistycznych − o 10,6 proc. Najwyższy poziom wynagrodzeń ogółem w I półroczu zanotowano w takich branżach, jak informacja i komunikacja, wydobywanie węgla, wytwarzanie i zaopatrywanie w energię. Z kolei najniższy poziom wynagrodzeń występował w produkcji odzieży, zakwaterowaniu i gastronomii oraz produkcji wyrobów tekstylnych i mebli.

Czy stopniowe odbicie gospodarcze wpływa już na liczbę kredytów? Jak wpłynie to na sytuację na rynku mieszkaniowym?
Piotr Soroczyński: Akcja kredytowa dla gospodarstw domowych w ostatnich miesiącach rośnie, ale owe wzrosty są bardzo niewielkie. Żeby się o tym przekonać, można zestawić ich roczną dynamikę na poziomie ok. 2−3 proc. z dynamiką płac na poziomie 8−9 proc. czy dynamiką depozytów w tej samej grupie klientów sięgającą 9−10 proc. Wciąż jesteśmy w fazie „delewarowania”. Gospodarstwa domowe nadal forsownie spłacają stare zobowiązania i wykazują niewielki popyt na nowe finasowanie. Niezmiennie dominujące są tu obawy o przyszłą sytuację gospodarki jako całości, ale przede wszystkim sytuację finansową poszczególnych gospodarstw domowych. Trudno więc o decyzje dotyczące podjęcia zobowiązań na lata, finansujących mieszkanie czy dobra trwałego użytku.
W przypadku popytu na kredyt ze strony przedsiębiorstw niefinansowych jest nieco lepiej, ale nie aż tak. Na przestrzeni ostatnich miesięcy roczna dynamika kredytów wzrosła z ok. 2 proc. w III kwartale 2024 r. do 7,7 proc. w czerwcu br. Wypada jednak podkreślić, że osiągnięto tu zaledwie poziom tempa wzrostu PKB w ujęciu nominalnym. Dopiero w czerwcu tego roku popyt na kredyt rósł proporcjonalnie do wzrostu masy gospodarki. Wcześniej rósł wolniej, nie zapewniał więc nawet podtrzymania poziomu płynności w firmach, zatem nie widać specjalnego pobudzenia firm do wzrostu.
Czy prognozy dla przemysłu są zbieżne z przewidywaniami dla gospodarki ogółem?
Piotr Soroczyński: W ostatnich kwartałach pozycja przemysłu wydaje się trudniejsza niż przeciętnie w gospodarce, zwłaszcza ze względu na wspomniane problemy, takie jak zamieszanie w światowej gospodarce, konieczność dostosowania się do nowych prośrodowiskowych przepisów, spadek konkurencyjności cenowej w stosunku do wyrobów konkurencji spoza UE. Oczywiście również w przemyśle istnieje spore zróżnicowanie w zakresie sytuacji poszczególnych branż. Produkcja sprzedana przemysłu w okresie styczeń-czerwiec 2025 r. wzrosła o 1,4 proc. w ujęciu rocznym. Z kolei produkcja budowlana spadła o 0,7 proc. r/r.
Wzrost produkcji widać w takich branżach przemysłowych, jak gospodarka odpadami i odzysk surowców, produkcja wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych, produkcja metali, produkcja wyrobów farmaceutycznych. Spadek zanotowały m.in. pobór, uzdatnianie i dostarczanie wody oraz produkcja odzieży.
Wydajność w przemyśle od stycznia do czerwca br. wzrosła przeciętnie o 2,3 proc. r/r. Wzrost odnotowano m.in. w produkcji maszyn i urządzeń, produkcji metali, produkcji wyrobów z drewna, korka, słomy i wikliny, produkcji wyrobów tekstylnych. Spadki widoczne są z kolei w takich branżach, jak pobór, uzdatnianie i dostarczanie wody, produkcja napojów oraz górnictwo i wydobywanie.
Jak zmienia się polski rynek pracy i jakie przewiduje pan dalsze zależności w kontekście wynagrodzeń, zapotrzebowania rynku itp.?
Piotr Soroczyński: Myśląc w perspektywie średnio- i długoterminowej, musimy pamiętać o zmianach demograficznych dotyczących naszego rynku. Przez dekady byliśmy przyzwyczajeni, że populacja osób w wieku aktywności zawodowej wciąż rośnie. Teraz wchodzimy w okres, gdy przez przynajmniej dwie dekady populacja osób w wieku produkcyjnym będzie się kurczyć – nawet o 1 proc. rocznie. Aby utrzymać wzrost produkcji przy spadającej liczbie rąk do pracy, bardzo poważnie musimy myśleć o automatyzacji części procesów − to równocześnie pozwoli na wzrost płac tych, którzy są zatrudnieni. Musimy też inaczej podejść do tworzenia ofert pracy, żeby były one bardziej dostępne dla osób, które do tej pory były bierne zawodowo. W tej puli warto powalczyć szczególnie o osoby kontynuujące naukę, sprawujące opiekę nad członkami rodziny, a także te, które już posiadają zabezpieczenie w postaci emerytury. Tu łącznie można by zaktywizować dodatkowo populację wystarczającą do uzupełnienia ubytków wynikających ze zmian demograficznych.
Myśląc o rynku pracy w krótszej perspektywie, warto odnotować to, co zadziało się w statystykach za czerwiec br. Tu mniej niepokojący jest asezonowy wzrost bezrobocia, wywołany zmianami w definicjach bezrobocia. Większe obawy powinien wywoływać gwałtowny spadek liczby ofert pracy na rynku. Do niedawna było ich 80−90 tys. miesięcznie. W maju odnotowaliśmy poważny spadek do 65 tys., a w czerwcu do zaledwie 33 tys. O ile nie jest to przypadkowa anomalia, to w najbliższych miesiącach możemy obserwować silny wzrost bezrobocia rejestrowanego.
Wiele mówi się o niestabilności polskiego prawa, a przecież gospodarka podlega też regulacjom unijnym. Co w tym kontekście jest największym wyzwaniem i hamulcem rozwojowym dla biznesu?
Piotr Soroczyński: W ostatnich dwóch dekadach w naszej gospodarce jest wyraźnie mniej inwestycji w rozbudowę i unowocześnianie bazy produkcyjnej, niżby mogło być. Powodem jest niestabilność otoczenia prawnego gospodarki. Do wysokiego poziomu inwestowania muszą być spełnione dwa warunki. Pierwszym jest ufność w poziom przyszłego zbytu na towary i usługi. Drugim − wiara, że w okresie realizacji inwestycji przepisy regulujące gospodarkę nie ulegną pogorszeniu. Wypada tu przypomnieć, że inwestycje w gospodarce realnej to zazwyczaj przedsięwzięcia liczone w kwartałach − przy mniej skomplikowanej działalności − i w latach – przy bardziej typowej. Tymczasem u nas każdego kwartału pojawiają się przepisy rewolucjonizujące jakiś aspekt gospodarki – często na gorsze. Nikt z przedsiębiorców nie zna dnia ani godziny, kiedy może paść na jego branżę. Stąd decyzji o inwestowaniu jest znacznie mniej, niżby mogło być w innych warunkach prawnych.
Na niepewnym rynku ludzie szukają pewnych źródeł kapitału. W ostatnich latach, pełnych zawirowań gospodarczych, systematycznie rosła cena złota i popyt na nie jako pewną lokatę kapitału. Czy w obecnych okolicznościach rynkowych złoto nadal jest dobrą inwestycją?
Piotr Soroczyński: Złoto ma wiele niezaprzeczalnych zalet jako obiekt lokowania kapitału. Jego cena w długim terminie powinna stopniowo rosnąć, bo dostępne zasoby przyrastają wolniej niż masa gospodarki. Dodatkowo pojawiają się okazje w wycenie, związane ze wzrostami i spadkami niepewności na świecie. Co ważne, złoto ma wartość, która nie jest związana z czyimś zobowiązaniem, jak w przypadku gotówki, obligacji, akcji. Zasoby złota wydają się doskonałe na odbudowę wszystkiego „po katastrofie”.
Z drugiej strony istnieją pewne uwarunkowania, które powodują, że lokowanie w złoto nie jest inwestycją dla wszystkich i z pewnością nie na całość posiadanych środków. Różnica w cenie między kupnem a sprzedażą w przypadku złota bywa duża i bardzo rośnie w momentach niepewności. Problemem może być przechowywanie złota przez inwestora. Przechowywane „przy sobie”, może zostać skradzione, zwłaszcza w okresach trudnych społecznie i gospodarczo, zaś trzymane w profesjonalnych składach, jest obarczone ryzykiem, że może zostać niewydane na żądanie właściciela lub wręcz skonfiskowane, np. na podstawie decyzji władz − tak już czasem ze złotem bywało.
Sztuczna inteligencja rozwija się bardzo dynamicznie, ingerując w wiele obszarów naszego życia. Jak zmieni obraz gospodarki, na poziomie krajowym i globalnym?
Piotr Soroczyński: Nie ulega wątpliwości, że sztuczna inteligencja, wykorzystywana w coraz szerszym zakresie, przyniesie bardzo wiele zmian. Prawdopodobnie będą one porównywalne choćby ze wprowadzeniem do użytku powszechnego komputerów osobistych czy upowszechnieniem dostępu do internetu. Jednak podobnie jak w przypadku tych wcześniejszych przełomów to, co faktycznie przyniesie wykorzystanie sztucznej inteligencji, może istotnie różnić się od tego, co dziś w tym temacie opowiadają nam wizjonerzy. Jako ludzkość mamy z jednej strony ogromną wyobraźnię, a z drugiej − nieprzewidywalne zmiany preferencji zachowań. Może więc okazać się, że część pomysłów na wykorzystanie sztucznej inteligencji nie będzie zrealizowana, za to pojawią się zupełnie inne, o których nikt dziś jeszcze nie myśli.
Rozmawiała Małgorzata Szerfer-Niechaj


























Dodaj komentarz