Menu
Siedlisko Milachowo
Menu

Nowoczesna hodowla z tradycjami

IMG_2207Stadnina powinna być ekonomicznie opłacalna, ale równolegle powinna służyć celom naukowym i stanowić poligon doświadczalny dla uczelni – mówi Andrzej Mandecki, prezes zarządu Stadniny Koni „Nowe Jankowice”

Jakie były początki stadniny w Nowych Jankowicach i jak rozwijały się założenia hodowli?
– Stadnina powstała w 1950 roku na 2600 ha. Ze względu na sytuację w Polsce konie pochodziły głównie z importu. Początkowo były wykorzystywane przede wszystkim do uprawy roli, ale z biegiem lat ich rola się zmieniała – miały swój udział m.in. przy zrębie drzew. Dziś jesteśmy jedyną państwową stadniną koni ciężkich, a zarazem uchodzimy za najlepszą stadninę koni zimnokrwistych w Polsce. Mam nadzieję, że ten stan będzie się utrzymywał, dlatego jestem przeciwnikiem prywatyzacji, która z pewnością zniweczyłaby efekty naszych starań. Hodowla w Nowych Jankowicach prowadzona jest pod okiem fachowców, aby stale ulepszać stado. Nasze konie trafiają do dalszej hodowli, a odbiorcami są hodowcy i rolnicy z całego kraju. Dlatego uważam, że konie zimnokrwiste powinny być objęte dopłatami zwierzęcymi, tak samo jak krowy. Oprócz dotychczas posiadanych koni typu zimnokrwistego od niedawna mamy też konie lżejszego typu, tak zwane rodzinne, które pięknie się prezentują, a ich charakter sprawia, że są zalecane do agroturystyki, powożenia, hipoterapii. Początek tej hodowli dał wydzierżawiony czempion z Niemiec. Dziś sami mamy w Kętrzynie stado, z którego ogiery wydzierżawiamy hodowcom. Tu otworzyliśmy również ośrodek hipoterapii, bo dzięki niemieckiej krwi nasze konie są wyjątkowo łagodne.

Jak konie z Nowych Jankowic wypadają na tle zachodnich?
– W pierwszych latach po wojnie dystans dzielący polskie hodowle od zachodnich był bardzo duży. Obecnie poziom jest wyrównany, a nawet zdarza się, że Niemcy podziwiają nasze okazy i są zainteresowani wydzierżawieniem ich. Podobnie Szwedzi, którzy tak rozwinęli hodowlę koni rodzinnych, że gdzieś po drodze zagubili konia ciężkiego.

IMG_2220Dzięki czemu udało się państwu tyle osiągnąć?
– Podstawą naszego sukcesu hodowlanego w kraju jest to, że my mamy zaawansowaną genetykę, rozwijaną począwszy od lat 50. U nas w zasadzie w ciemno można kupić konia, nie ryzykując, że będzie miał wątpliwą wartość. Nasza baza genetyczna oraz stado ogierów w Kętrzynie stanowią nie tylko atut stadniny, lecz także trzon hodowli koni w Polsce. Żeby mieć w hodowli wartościowe konie, trzeba posiłkować się krwią z zagranicy i tej praktyce jesteśmy wierni. Próbowaliśmy z końmi z Francji i Szwecji, ale efekty nie były dla nas w pełni satysfakcjonujące albo ze względu na cechy fizyczne, albo na charakter koni. Obecnie najlepiej oba te kryteria spełniają konie niemieckie, stąd w ostatnim czasie to z Niemiec pochodzi najlepszy materiał genetyczny.

Czy doświadczenie jest atutem hodowcy?
– Ogromnym. Dlatego w wielu przypadkach hodowla przechodzi z pokolenia na pokolenie. Ten, kto zakłada stadninę z przypadku, nie odniesie sukcesu. Potrzebna jest doświadczona kadra, od masztalerza po hodowcę. Pracownicy muszą mieć wiedzę, ale również intuicję, która popłaca i daje efekt w postaci dobrego gatunkowo materiału genetycznego. Wreszcie trzeba mieć serce do koni, bo te zwierzęta od razu wyczuwają ludzi, którzy nie nadają się do pracy w stajni. Dzięki właściwie dobranemu zespołowi fachowców nasze stada są wysoko oceniane, a hodowla w Nowych Jankowicach cieszy się uznaniem i zbiera nagrody.

IMG_2281Równolegle prowadzą państwo hodowlę bydła. Jak scharakteryzowałby pan ten segment działalności?
– Mamy 750 krów i średnio z trzech gospodarstw ponad 12 tys. litrów mleka. Stworzyliśmy odpowiednie warunki środowiskowe do hodowli i nie szczędzimy środków na najlepszy materiał genetyczny dla rozwoju hodowli. Wprowadziliśmy nową metodę żywienia z wyłączeniem zboża, opartą głównie na kukurydzy LKS. Uprawiamy około 250 ha lucerny, z której robimy sianokiszonkę, a następnie podajemy ją krowom z LKS-em i kiszonką z kukurydzy. Nowej technologii przygotowywania pasz i wprowadzeniu trzykrotnego doju na wzór państw zachodnich zawdzięczamy wyjątkowo dużą wydajność – nawet do 15 proc. wyższą niż przeciętnie. Przynajmniej 100 jałówek rocznie jest wycenianych genomicznie, a najlepsze sztuki trafiają do embriotransferu. Współpracujemy z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu, którego zespół pobiera zarodki do dalszego rozmnażania. W przyszłości chcemy handlować zarodkami, jak ma to miejsce na Zachodzie. Planujemy również zwiększyć produkcję buhajów dla zakładów unasieniania. Ponieważ głównym problemem w hodowli bydła jest obecnie długowieczność krów, chcemy jak najbardziej wydłużyć czas życia bydła. Dlatego wprowadziliśmy elektroniczny system wykrywania rui, który dokładnie wskazuje, kiedy jest najlepszy moment, żeby kryć. W niczym nie ustępujemy Zachodowi również pod względem infrastruktury gospodarczej – nowej lub zmodernizowanej na potrzeby współczesnej hodowli. Ponadto rocznie przyjmujemy około 60 studentów z różnych uczelni, udostępniając stadninę jako bazę naukową. Co więcej, założyliśmy 5 grup producenckich i w ramach jednej z nich, na mocy podpisanych umów, na powierzchni 200 ha wytwarzamy materiał siewny – głównie pszenicę ozimą i owies, których łącznie sprzedajemy około 300 ton rocznie. Produkujemy też pasze, zarówno na sprzedaż, jak i na potrzeby własne.

Jak wszechobecny postęp technologiczny wpływa na rozwój hodowli?
– Regularnie uczestniczymy w spotkaniach w ramach grup producenckich i staramy się pozyskiwać środki, które są przeznaczane na unowocześnianie hodowli i wprowadzanie postępowych rozwiązań. Dzięki temu inwestujemy w ciągniki i nowe maszyny przydatne w hodowli oraz produkcji pasz, które wnoszą nową jakość. Bez nakładów nie ma mowy o dalszym rozwoju.

IMG_2335 IMG_2322Jaki był 2014 rok pod względem wyników?
– Wyniki ubiegłoroczne są zbliżone do wyników z 2013 roku. Chociaż w 2013 roku mieliśmy mniejsze plony, ale w 2014 roku, mimo wzrostu wydajności, ceny były znacznie niższe. Inwestujemy około 3,5 mln zł rocznie i mimo pewnych wahań w przychodach na ten cel także starcza.

Jakie są dalsze plany związane z udoskonalaniem hodowli?
– Aktualnie budujemy nowe obiekty dla cieląt i jałówek, a w przyszłym roku powstanie magazyn na zboże w miejsce starego, który spłonął. Rozpoczęliśmy też przygotowanie dokumentacji do budowy obory na 330 stanowisk, ponieważ w obecnej obowiązuje metoda uwiązowa, a jako spółka Skarbu Państwa powinniśmy świecić przykładem. Będzie to nowoczesny obiekt z możliwością pełnej mechanizacji, m.in. w zakresie dozowania pasz.

Co należałoby zmienić w prawie i gospodarce, aby stworzyć jeszcze lepsze warunki rozwojowe dla działalności hodowlanej?
– Uważam, że spółki strategiczne powinny być traktowane na równi z innymi podmiotami gospodarczymi. Takie zmiany w prawie byłyby pożądane, żeby bez przeszkód podążać za postępem. Jednocześnie jestem przeciwnikiem prywatyzacji spółek państwowych, bo jeśli teren stadniny trafiłby w ręce prywatnego właściciela, wkrótce zaprzepaściłby on cały dorobek hodowlany, kierując się względami czysto biznesowymi. Stadnina powinna być ekonomicznie opłacalna, ale równolegle powinna służyć celom naukowym i stanowić poligon doświadczalny dla uczelni. Najlepszym tego dowodem jest nasza stała współpraca z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu, z Uniwersytetem w Krakowie, Instytutem Zootechniki. Mamy też podpisaną umowę z SGGW i Uniwersytetem Wrocławskim.

Rozmawiał Mariusz Gryżewski logo FAKTY male

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.