Jakość wymaga czujności
Rozmowa z Wojciechem Henrykowskim, prezesem zarządu Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji SA
Od lat są państwo liderem wśród jednostek certyfikujących na krajowym rynku. Czego zasługą jest tak silna pozycja?
Na pewno nie bez znaczenia jest historia firmy, gdyż istniejemy już ponad 50 lat. Przez ten czas zdążyliśmy zaznaczyć swoje miejsce na rynku i wypracować renomę solidnego partnera. Na początku funkcjonowaliśmy w strukturach administracyjnych państwa, a w okresie 1994–2002 podlegaliśmy pod premiera i koordynowaliśmy cały krajowy system badań i certyfikacji. Może dlatego mamy nie tylko doświadczenie, lecz także opinię wiarygodnej firmy i jesteśmy doceniani na tle innych jednostek. Przez pewien czas działalności w obszarze certyfikacji nie mieliśmy konkurencji – na rynku nie było podmiotów zagranicznych, a każda jednostka działająca w systemie miała określony zakres kompetencji. Z czasem musimy stawić czoła konkurencji i na równi z innymi zabiegać o klienta, a czasy są niełatwe.
Prawie pół roku 2014 za nami. Jak zapowiada się bilans na podstawie minionych miesięcy?
Sytuacja jest w miarę stabilna, porównywalna z zeszłym rokiem. Sądzę, że po raz kolejny zamkniemy rok z zyskiem, chociaż cały czas obserwujemy mniejsze zainteresowanie certyfikacją. To z kolei sprawia, że nieustannie trzeba dbać o klientów, żeby kształtować popyt na nasze usługi. Wychodząc naprzeciw potrzebom rynku, na bieżąco śledzimy, co dzieje się w Unii Europejskiej i stale wchodzimy w nowe obszary, na które zapotrzebowanie dyktują nowe dyrektywy i międzynarodowe wymogi jakościowe. Musimy odpowiednio szybko reagować na obserwowane zmiany, żeby cały czas mieć coś nowego do zaproponowania nowym klientom. Mimo że 2013 rok zamknęliśmy z pozytywnym wynikiem, to niepokoi nas, że w związku z sytuacją ekonomiczną i konkurencją musimy obniżać ceny. Dlatego szukamy nisz i rozszerzamy zakres certyfikacji o nowe obszary, aby być atrakcyjnym partnerem dla firm i instytucji, zwłaszcza tych dobrze zarządzanych, które nie oszczędzają na jakości. Mówię to, bo niestety wiele firm szukając oszczędności, rezygnuje z certyfikacji albo poprzestaje na wdrożeniu systemu, pomijając kolejne audyty i procedury niezbędne do jej utrzymania, które wiąże się z kosztami.
Czy poza kwestią finansów czynnikiem powstrzymującym polskie przedsiębiorstwa przed certyfikacją jest niedostateczna wiedza o możliwościach i korzyściach z inwestycji w jakość?
Po części też. Co więcej, dzisiejszy rynek nie wymusza certyfikacji tak, jak miało to miejsce dawniej. Kiedy w 1993 roku wydano pierwsze 3 certyfikaty w Polsce, posiadanie takiego dokumentu otwierało drzwi do elity. Z czasem certyfikacja zaczęła zyskiwać na popularności i tracić pierwotny prestiż. W latach 2008–2009, kiedy nastał kryzys, zauważyliśmy tendencję odchodzenia od systemu, ponieważ firmy w pierwszej kolejności zaczęły szukać oszczędności w sferze jakości. Szkoda, bo jeżeli kierownictwo świadomie traktuje system zarządzania jakością jako narzędzie stałego doskonalenia, efekty są widoczne. Oczywiście pod warunkiem, że motywem wdrożenia go nie jest wyłącznie chęć posiadania certyfikatu. Dostępne narzędzia służące poprawie jakości są niezwykle pomocne, ale tylko wtedy, gdy umiejętnie się z nich korzysta. Na rynku trwa wyścig, by oferować coraz lepszą jakość za jak najniższą cenę. Trzeba być niezwykle czujnym, bo jeśli nie nadąża się za zmianami w jakości, bardzo łatwo można wypaść z gry.
Jakie dziedziny gospodarki mogą uchodzić za wzór pod względem praktyk projakościowych?
Dążenie do certyfikacji zapoczątkowały zakłady produkcyjne, ale dziś certyfikacja zatacza znacznie szersze kręgi. Stosowane systemy certyfikują ochronę zdrowia, samorządy, urzędy centralne, ambasady, hotele, gospodarstwa agroturystyczne. To otwiera przed nami nowe możliwości i skłania do czujności oraz bacznego obserwowania trendów i zmian w rozporządzeniach unijnych.
Rozmawiał Mariusz Gryżewski


























Dodaj komentarz