Menu
Muszynianka
Menu

Sektor motoryzacyjny oczekuje pragmatycznego podejścia UE do celów klimatycznych

Przestawienie się europejskiego przemysłu motoryzacyjnego z produkcji samochodów spalinowych na zeroemisyjne jest nieuniknione, ale wymaga pragmatycznego podejścia do celów klimatycznych i więcej czasu na wprowadzenie pakietu „Fit for 55”. Zgodzili się co do tego eksperci branży motoryzacyjnej podczas XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Europejski Kongres Gospodarczy

Fot. PAP/S. Leszczyński

Jak zauważył Tomasz Bęben, prezes zarządu Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), podczas dyskusji o sytuacji motoryzacji w Europie, po ponad 100 latach rozwoju cała branża przechodzi podwójną transformację: ekologiczną i cyfrową. − Rewolucja ekologiczna w motoryzacji dotyczy zastąpienia silników spalinowych napędami zeroemisyjnymi, cyfrowa zaś polega na tym, że nowoczesne samochody to de facto komputery na kółkach. Obie te zmiany wynikają z przepisów unijnych, do których producenci muszą się dostosować. I to w krótkim czasie − wskazał.

Jak wyjaśnił szef SDCM, problemem jest nastawienie europejskich, a zwłaszcza polskich producentów na produkcję aut spalinowych, które są w odwrocie. − Mamy w Polsce ok. 1000 firm z branży automotive dostarczających produkty do samochodów spalinowych, które znikną z rynku. Jeśli te firmy chcą przetrwać, muszą przekwalifikować się na produkcję podzespołów do aut elektrycznych, które mają ok. 1/3 części mniej niż auta spalinowe − stwierdził.

Za krótki czas na wejście w życie Fit for 55

Część dostawców przestawia się na elektromobilność i wchodzi z sukcesem w produkcję np. software’ów dla elektryków, ale to wymaga czasu i zasobów inwestycyjnych, których polskim, zwłaszcza małym, firmom brakuje − podkreślił Tomasz Bęben. Jak zauważył, firmy w Europie są w lepszej sytuacji od polskich. Mają bowiem więcej zasobów. To jednak nie zmienia faktu, że krótki, ledwie 12-letni okres, jaki został na zmianę w związku z wejściem w życie pakietu „Fit for 55”, jest dla europejskiej branży nie do spełnienia.

Jeśli Unia Europejska nie chce zlikwidować europejskiej branży motoryzacyjnej, musi zmienić stosunek do celów klimatycznych na bardziej pragmatyczny. Musi obniżyć wymogi regulacyjne wynikające z celów klimatycznych i odłożyć w czasie moment odejścia od sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi w Europie − ocenił ekspert.

Ekologiczna hipokryzja

Według Bartosza Chojnackiego, wiceprezesa zarządu spółki Superauto.pl, wyśrubowane przez Komisję Europejską regulacje emisji spalin, narzucone na europejskich producentów, są „ekologiczną hipokryzją”. Klimat jest przecież wspólny dla świata, a poza UE nikt o niego nie dba, wykorzystując to jako przewagę gospodarczą. − Efekt jest taki, że mamy zalew Europy chińskimi, tanimi autami elektrycznymi, z czym Bruksela kompletnie sobie nie radzi. USA przynajmniej jeszcze się przed tym bronią. Oczywiście trwają w Europie rozmowy o wprowadzeniu ceł na chińskie elektryki, ale to potrwa. Straty dla europejskiej branży mogą więc być nie do odrobienia − stwierdził Chojnacki.

Z kolei Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, zauważył, że wprowadzenie ceł będzie oznaczać wojnę handlową z Chinami. A to może mieć daleko idące konsekwencje dla europejskich firm, również z branży motoryzacyjnej, które mają swoje interesy w Chinach. − Ten bilans KE musi bardzo dobrze policzyć, żeby nie stracić więcej, niż wyniesie zysk z wprowadzenia ceł. To jest bardzo trudna sprawa − powiedział.

Europejski Kongres Gospodarczy

Fot. PAP/S. Leszczyński

Przestawić produkcję

Ekspert dodał, że zmiana w motoryzacji jest nieunikniona. Pytanie jednak, czy odbędzie się to kosztem przemysłu motoryzacyjnego, dającego w Europie bezpośrednio 15 mln miejsc pracy i kolejne 30 mln pośrednio. Jak zaznaczył, w 2026 r. ma nastąpić weryfikacja pakietu „Fit for 55”. Dlatego cała branża musi się zjednoczyć i przekonać urzędników o konieczności wprowadzenia zmian. − W 2025 r. Polska będzie miała prezydencję w Unii, więc już musimy przekonywać rząd do lobbowania w KE za zmianami, które dadzą europejskiej branży motoryzacyjnej więcej czasu na tę nieuniknioną i kosztowną rewolucję − przekonywał Jakub Faryś.

Według Krzysztofa Gablankowskiego, dyrektora zakładu elektroniki firmy ZF Automotive Systems, 12 lat, jakie zostały do 2035 r., to za mało, żeby się przestawić się na produkcję pod elektryki. Wymaga to bowiem wielkich nakładów, pracy i przekwalifikowania ludzi i produkcji. Zwrócił uwagę, że nie jest to niewykonalne. Na przykładzie własnej firmy, która produkuje przekładnie skrzyń biegów, pokazuje, że trzeba będzie przestawić się na produkcję software’u do przekładni.

Podwójna rewolucja: w motoryzacji i energetyce

Zdaniem Joanny Krężelok, dyrektorki w TMD Friction Services w Polsce, rewolucja w branży motoryzacyjnej, jak każda inna, pociąga za sobą wyzwania, ale tworzy też nowe szanse rozwojowe, zwłaszcza dla firm technologicznych. W jej ocenie rewolucja w motoryzacji nie dotyczy tylko firm motoryzacyjnych, lecz także branży energetycznej. Ta będzie musiała dostarczyć jak najwięcej zielonej energii elektrycznej. − Dla firm produkcyjnych to bardzo ważna kwestia, która już za chwilę będzie musiała znaleźć się w raportach ESG zaznaczyła.

W ocenie Jakuba Farysia branża motoryzacyjna jest zakładnikiem branży energetycznej, która, zwłaszcza w Polsce, nie jest przygotowana na elektromobilność. Podobnego zdania był Tomasz Bęben, który zwrócił uwagę na ogromne zapóźnienie Polski w budowie elektrowni atomowej.

Dla Janusza Kobusa, wiceprezesa Pilkington Automotive Poland i przedstawiciela Polskiej Izby Motoryzacji, nadregulacja branży motoryzacyjnej w Europie jest nieefektywna. − Skończyła się globalizacja, teraz mamy wojnę handlową i wojnę na dotacje, którą przegrywamy z Chinami, bo te wpompowały ponad 120 mld dol. w elektromobilność − tłumaczył.

W jego opinii decyzja o tym, jakimi samochodami mają jeździć kierowcy, należy do nich, a nie do polityków.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.