Dyrektywa o pracownikach delegowanych – ciągle brak porozumienia
Dyrektywa o pracownikach delegowanych stanowić może zagrożenie dla polskich firm. Polski rząd nie ma w tej sprawie zbyt dużego pola do kompromisu – powiedziała minister rodziny pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, od dziś trwa w Luksemburgu spotkanie ministrów do spraw zatrudnienia krajów Unii Europejskiej. Obecna na nim Rafalska stwierdziła, że jak dotąd nie udało się w tej sprawie wynegocjować żadnego kompromisu.
W Luksemburgu ministrowie próbują osiągnąć kompromis między innymi w sprawie regulacji, jakie przewiduje dyrektywa o pracownikach delegowanych dla firm transportowych. Według Rafalskiej porozumienie w tej kwestii ma kluczowe znaczenie dla całej Grupy Wyszehradzkiej.
Polska minister zauważa, że propozycje idą raczej w przeciwnym do oczekiwań grupy kierunku. Wcześniej mówiono o czasie delegowania długoterminowego na okres 20 miesięcy. Obecnie Francja chce wrócić do pomysłu 12 miesięcy,. Podobnie ma się rzecz z okresem przejściowym. Początkowe propozycje dotyczyły 5 lat. W tej chwili mówi się o 4 latach – twierdzi Rafalska.
Kraje Europy Środkowej odrzucają propozycję Francji i Hiszpanii, by przepisami o pracownikach delegowanych objąć sektor transportowy. Szczegółowe zapisy dotyczące wynagrodzenia znalazłyby się w Pakiecie Mobilności Unii Europejskiej.
Propozycję Paryża i Madrytu poparły jednak między innymi Niemcy i Holandia. Minister ds. europejskich Węgier Szabolcs Takacs uznał natomiast, że propozycja stanowi próbę wymuszenia ochrony interesów części krajów kosztem innych.
Estonia liczy, że dyrektywa o pracownikach delegowanych zostanie wprowadzona dzięki kompromisowi
Estońska prezydencja liczy, że uda się w końcu znaleźć rozwiązanie akceptowane przez obie strony. Jednak największe spory budzi właśnie kwestia transportu. Część krajów – miedzy innymi Francja – chce wpisania tego sektora do dyrektywy. Inne państwa – w tym Polska – nie chcą, by dyrektywa o pracownikach delegowanych obejmowała ten sektor.
Różnice zdań dotyczą również długości okresu przejściowego między uchwaleniem dyrektywy a wejściem jej w życie. Kraje, które chcą jej wprowadzenia żądają jak najkrótszego okresu przejściowego. Polska i inne państwa Europy Środkowej chcą, by był on jak najdłuższy. Polski rząd opowiada się za 5-letnim okresem przejściowym część krajów mówi o 2 latach. Estonia proponuje w ramach kompromisu, by dyrektywa o pracownikach delegowanych weszła w życie po 3 latach od uchwalenia.
Dyrektywa o pracownikach delegowanych przewiduje również konieczność objęcia pracownika wszystkimi prawami socjalnymi, jakie obowiązują na terenie kraju przyjmującego. Spory dotyczą odpowiedzi na pytanie po jakim czasie pracy w danym państwie obowiązek ten będzie musiał być respektowany. Propozycja Komisji Europejskiej mówi o 24 miesiącach, Francja chce 12 miesięcy. Estonia proponuje natomiast kompromisowy okres 20 miesięcy.
Obecne przepisy stanowią, że pracownik delegowany musi otrzymywać przynajmniej pensję minimalną w danym kraju. Po zmianach będzie musiał otrzymywać wynagrodzenie na poziomie pracownika lokalnego na tym stanowisku. Przepisy te uderzą najbardziej w Polskę, która deleguje najwięcej pracowników w Unii Europejskiej.
Źródło – PAP


























Dodaj komentarz