Wizjonerzy znad Wisły
Nasi naukowcy, choć często pracujący na niedofinansowanych uczelniach, mają genialne pomysły. Swego czasu pisano dużo o najlepszym na świecie polskim łaziku marsjańskim i o głębinowym robocie, który ma badać składy toksycznej broni, zalegającej dno Bałtyku oraz o supermikroskopie, pozwalającym na nieinwazyjne badania mózgu
Maciej Otrębski
O tym, że transport miejski musi się zmienić, wiadomo od dawna – czytamy w gazetomanii.pl. – Od lat powstają różne koncepcje pojazdów, systemów transportowych i różnorodnych usprawnień, dzięki którym w niedalekiej przyszłości jest szansa na odkorkowanie centrów miast, szybsze przemieszczanie się, a przy okazji ograniczenie emisji szkodliwych substancji. Wśród prezentowanych przez różnych producentów pojazdów przyszłości pozytywnie wyróżnia się polski projekt SpinCar, opracowany i opatentowany przez dr. Bogdana Kuberackiego. To niewielkie, 3- lub 4-osobowe (troje dorosłych lub para dorosłych z dwójką dzieci) miejskie auto. Co w nim niezwykłego? Otóż SpinCar może zawracać w miejscu. Pojazd o szerokości i długości 195 cm w dowolne miejsce wjeżdża przodem, a następnie może obrócić się w dowolnym kierunku, co radykalnie zwiększa możliwości parkowania i manewrowania w ciasnych miejscach.
Olga Malinkiewicz, młody polski naukowiec, rewolucjonizuje światową energetykę. Opracowała innowacyjny sposób wytwarzania perowskitów, które wkrótce zastąpią krzem w fotowoltaice. Co to zmieni? Bardzo wiele. Obecne grube i sztywne ogniwa słoneczne mogą zostać zastąpione przez niezwykle cienki i elastyczny ich odpowiednik. Wyobraźmy sobie t-shirty ładujące smartfony, zimowe kurtki produkujące ciepło czy okna zasilające biurowiec zieloną energią. Jeden mikrometr warstwy perowskitowej jest w stanie zaabsorbować tyle energii słonecznej, ile 180 mikrometrów krzemu. W dodatku materiał ten można uzyskać dużo prościej niż grafen. Za swoje odkrycie Malinkiewicz otrzymała główną nagrodę w prestiżowym konkursie Photonics21.
Talent i upór
Czytając takie informacje, można się pocieszać. I to jedna strona medalu. Druga strona wygląda jednak tak, że pod względem liczby zgłoszonych patentów Polskę wyprzedzają nie tylko światowi potentaci – USA, Japonia i Niemcy (na te kraje przypada ponad połowa wszystkich patentów), ale także Malezyjczycy, Turcy czy Nowozelandczycy. Ba, więcej patentów niż Polska zgłosił Luksemburg, którego liczba mieszkańców jest nieco większa niż ludności Gdańska.
Aby opatentować wynalazek, trzeba mieć stalowe nerwy, anielską cierpliwość i ogromny upór – stwierdził Andrzej Dryszel w artykule na łamach „Przeglądu”. Jego rozmówca Stanisław Szczepaniak z Kielc, posiadacz ponad stu patentów, powiedział: – Do sukcesu w wynalazczości potrzeba trochę szczęścia, trochę talentu, dużo pracy i uporu.
Jego specjalnością jest galwanotechnika (nakładanie powłok metalowych) oraz ulepszanie paliw. Założył własną firmę wdrożeniową, dzięki czemu ponad 80 proc. tych pomysłów trafia do produkcji, podczas gdy średnio w Polsce wdraża się niespełna 10 proc. patentów. Na pięć firm zakładanych przez wynalazców cztery wkrótce plajtują. Materialny sukces odnosi zaledwie co czterdziesty polski wynalazca.
Ogromna większość wynalazków na świecie i w Polsce to drobne udoskonalenia już stosowanych urządzeń czy technologii – uważa Andrzej Dryszel. – Coraz mniej jest pomysłów naprawdę nowych, rzeczywiście oryginalnych.
Kiedyś, żeby zgłosić wynalazek do Urzędu Patentowego, trzeba było zbudować działający prototyp. Od chwili, gdy wystarcza tylko rysunek, znacznie wzrósł poziom fantazji potencjalnych geniuszy. Duży sceptycyzm panuje zaś zwykle po stronie ewentualnych wytwórców, co łatwo zrozumieć, bo przykłady rozwiązań nieskutecznych, w których utopiono duże pieniądze – choćby turbinka Kowalskiego czy antyrakowy preparat Tołpy – działają odstraszająco.
Polscy rzecznicy patentowi, którzy w teorii powinni się najbardziej interesować pomaganiem wynalazcom, zupełnie się tym nie interesują – stwierdził na portalu certare.pl jeden z internautów. Po wejściu Polski do UE, czyli także do Europejskiego Systemu Patentowego (EPO), taki rzecznik stał się od razu „międzynarodowym” rzecznikiem patentowym, pomimo że często nie zna żadnego języka obcego. Koszt patentu w Unii to teraz ponad 50 tys. euro. Dla porównania, amerykański wynalazca dostaje patent za około 1000 dolarów.
– W Polsce nie ma i nie będzie wynalazców, bo u nas najważniejsi są nie wynalazcy, ale biurokraci – twierdzi internauta. – Sam szykuję się do ponownego wyjazdu z Polski, bo po wydaniu dość dużej kasy, jeżeli tu zostanę, to będę mógł tylko odpisać 50 tys. zł jako koszty. Ponoć my, polscy wynalazcy, zarabiamy za dużo.
Ręka w rękę
Powodzenie programu badawczo-rozwojowego w Polsce uzależnione jest przede wszystkim od współdziałania nauki i przemysłu. Z tym nie jest najlepiej, chociaż widać oznaki poprawy. Z raportu firmy doradczej Deloitte wynika, że wzrosła liczba firm, które planują zwiększyć wydatki na ten cel w krótkiej i dłuższej perspektywie. W niedalekiej przyszłości taki plan ma ponad 47 proc. badanych firm. W dłuższej, pięcioletniej perspektywie, zwiększenie nakładów planuje aż 61 proc. respondentów. Dla przedsiębiorców, którzy zamierzają inwestować w badania i rozwój, kluczowa jest dostępność atrakcyjnych zachęt oraz wykwalifikowanej, doświadczonej i dostępnej kadry badawczej.
Przedsiębiorcy oczekują też uruchomienia konkursów finansowanych ze środków unijnych na lata 2014–2020 oraz wdrożenia zapowiedzianych zmian w zakresie zachęt podatkowych. Mogłoby to przyczynić się do uwolnienia ukrytego potencjału polskich przedsiębiorstw w zakresie badań, rozwoju i innowacji. Należy jednocześnie podkreślić, że przeprowadzone przez Deloitte badanie potwierdza skuteczność polityki zmierzającej do zacieśniania współpracy między biznesem a nauką oraz komercjalizacji wyników badań.
Od przedszkola
Nie ulega jednak wątpliwości, że przyszli wynalazcy i wizjonerzy rozpoczynają swoją karierę w przedszkolach i sposobią się do kształtowania przyszłości przez cały czas pobytu w szkołach. Edukacja kształtująca kreatywnych obywateli, rozbudzanie innowacyjności oraz zacieśnienie współpracy szkół i uczelni – to wspólny cel dwóch programów Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – Uniwersytetu Młodych Wynalazców i Akademickiego Centrum Kreatywności.
– Takie myślenie o edukacji pozwoli kształtować kreatywne, krytycznie myślące i potrafiące rozwiązywać problemy społeczeństwo – podkreśliła minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Lena Kolarska-Bobińska. – W ostatnich latach powstały setki nowoczesnych laboratoriów, bibliotek, centrów nauki. Tę bazę uczelnie mogą wykorzystać również do popularyzacji nauki i edukacji uczniów, którzy w przyszłości będą studentami, a może i naukowcami. Chciałabym, aby uczelnie otworzyły się na uczniów i nauczycieli. Wszyscy na tym skorzystają.



























Dodaj komentarz