Świadomy recykling po Płońsku
Zawsze stawiałem na samodzielność i niezależność ekonomiczną. Zyski wypracowywaliśmy dzięki uruchamianiu rentownych działalności. Gdybyśmy ograniczyli się do obsługi miasta, moglibyśmy zapomnieć o przychodach, którymi dziś się cieszymy – mówi Dariusz Matuszewski, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Płońsku Sp. z o.o.
Rozmawiał Mariusz Gryżewski
PGK w Płońsku ma długą historię, ale jej największe osiągnięcia to czasy współczesne. Jak zmieniała się działalność firmy i co stanowi kluczowe wydarzenia w jej rozwoju?
– Zalążek przedsiębiorstwa komunalnego w Płońsku powstał w 1959 roku. Późniejsze koleje losu zakładu były dość burzliwe, a zakres działalności zmieniał się bardzo dynamicznie. Zajmowaliśmy się eksploatacją urządzeń wodociągowych w sąsiednich miejscowościach, gospodarką mieszkaniową, zielenią miejską, świadczyliśmy usługi budowlane, a nawet pogrzebowe. Obecny kształt firmy wiąże się z objęciem przeze mnie stanowiska prezesa, co miało miejsce w 1990 roku. Wtedy nowa rada miasta odwołała poprzedniego dyrektora, a mnie – wówczas na stanowisku zastępcy – mianowano p.o. dyrektora. Po kilku miesiącach wygrałem ogłoszony konkurs na stanowisko prezesa i od tego czasu zarządzam firmą. Jako nowy manager stanąłem przed zadaniem reorganizacji gospodarki komunalnej. W jej wyniku w obrębie działalności przedsiębiorstwa pozostały dwie podstawowe branże: wodociągów i kanalizacji oraz oczyszczania miasta. Zgodnie z moją wizją rozwoju spółki chciałem wydzielić gospodarkę rynkową, która powinna być w rękach prywatnych i wyłączyć z działalności przedsiębiorstwa te obszary, które były w większości finansowane przez miasto, czyli np. gospodarkę mieszkaniową, oraz działają na zlecenie miasta, czyli zakład zieleni miejskiej. Uznałem, że należy pozostać przy dziedzinach, za które odpowiada samorząd, ale ich nie finansuje. W 1997 roku przedsiębiorstwo przekształciło się w oparciu o ustawę o gospodarce komunalnej w spółkę z o.o. – pół roku wcześniej niż powstały pozostałe spółki miejskie. Tak naprawdę to ten moment jest przełomowy dla firmy.
Od tego czasu minęło 25 lat. Jaka jest aktualna kondycja spółki?
– Obecnie zarządzam całkiem innym przedsiębiorstwem niż 25 lat temu. Bardzo szeroko rozwinęliśmy działalność rynkową, m.in. dzięki inwestycji w nowoczesny zakład zagospodarowania odpadów. Po wejściu w życie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach zyskaliśmy status RIPOK, czyli Regionalnej Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych, co wiązało się również ze wzrostem zatrudnienia. Nasze działania nie zmierzają do tego, żeby jak najmniej odpadów składować, lecz do tego, aby optymalnie zagospodarować je w przemyśle. Nawet te, których nie da się wykorzystać gospodarczo, wyodrębniamy i przekazujemy do zakładu produkcji paliwa do współspalania w cementowniach.
Czy zmienia się mentalność Polaków w obszarze segregacji odpadów i świadomego recyklingu?
– Na pewno obserwowane zmiany zmierzają w dobrym kierunku. W momencie, gdy wprowadzono system selektywnej zbiórki odpadów, nastąpiła widoczna poprawa, jednak dziś postęp nie jest już tak wyraźny. Nie wierzę, że sama metoda selektywnej zbiórki zdziała cuda. Żeby zrezygnować z zakładów segregacji, cały proces trzeba by podzielić nie na kilka, lecz na kilkanaście worków i pojemników do zbiorczej zbiórki ustawionych w terenach zabudowy wielorodzinnej, a to nie jest możliwe. Myślę, że możemy mówić nie tyle o eliminacji zakładów, ile o ich coraz bardziej zaawansowanej automatyzacji.
W każdej dziedzinie pojawiają się coraz to nowe technologie. Jak obserwowany w branży postęp oddziałuje na działalność spółki?
– Staramy się stosować jak najnowsze technologie i nadążać za postępem. Wolę inwestować w nowe technologie niż w infrastrukturę, która może robić wrażenie, ale to wydajne technologie są podstawą naszej działalności. Myślę, że nie mamy się czego wstydzić pod względem zaawansowania instalacji i wyposażenia zakładu. Dawniej to ja jeździłem za granicę podpatrywać rozwiązania, które warto wdrożyć, a dziś my jesteśmy wzorcowym przedsiębiorstwem, np. dla delegacji z Estonii. To cieszy, gdyż często odwiedzają nas przedstawiciele znacznie większych miast niż Płońsk.
Płońsk należy do miast, które bardzo dobrze radzą sobie z pozyskiwaniem i wykorzystywaniem środków unijnych. Państwa działalność to potwierdza?
– Miasto rzeczywiście ma w tym zakresie chlubne wyniki, natomiast my jako spółka mamy ograniczone możliwości korzystania z dotacji, a konkretnie pomocy de minimis, nieprzekraczającej 200 tys. euro w okresie 3 lat. Do tej pory mieliśmy bardzo znikomy pożytek z funduszy unijnych. Udało nam się zdobyć środki na częściowe pokrycie kosztów budowy gminnego punktu selektywnej zbiórki odpadów komunalnych oraz na rekultywację składowiska. Znacznie większe dofinansowanie pozyskaliśmy z EkoFunduszu na budowę zakładu zagospodarowania odpadów. Działalność finansujemy głównie z własnych środków uzupełnianych preferencyjnymi pożyczkami z Funduszy Ochrony Środowiska. Zawsze stawiałem na samodzielność i niezależność ekonomiczną. Zyski wypracowywaliśmy dzięki uruchamianiu na szeroka skalę rentownych działalności. Gdybyśmy ograniczyli się do obsługi miasta, moglibyśmy zapomnieć o przychodach i dochodach, którymi dziś się cieszymy. W tym miejscu warto zaznaczyć, że udało nam się zrealizować zaplanowane inwestycje za bardzo niewielkie pieniądze. Myślę, że gdybym finansował je ze środków Unii, musiałbym wydać znacznie więcej pieniędzy, potrzebnych choćby na przygotowanie dokumentacji. Jednocześnie dzięki temu, że udaje nam się wypracowywać zyski z rożnych rodzajów działalności, nie musimy podwyższać cen dla mieszkańców, żeby móc finansować niezbędne, nowe projekty polepszające jakość świadczonych przez spółkę usług. Podczas wizyt w zagranicznych zakładach segregacji i przetwórstwa odpadów, chciałem znaleźć sens przeniesienia zachodnich rozwiązań do polskiej rzeczywistości. Nie wszystkie metody mają bowiem zastosowanie w każdym społeczeństwie. Udało mi się np. wykorzystać rozwiązanie kompostowni, która była 2,5 raza tańsza niż te, które funkcjonowały w Polsce. Byłem pionierem tej instalacji, która dziś ma zastosowanie w kilkunastu krajowych zakładach.
Potwierdzeniem udanej realizacji wizji rozwoju spółki są liczne nagrody przyznane firmie w uznaniu zasług w sferze ekologii i edukacji oraz wyników biznesowych, ale także za biogazownię. Co wyróżnia tę inwestycję spółki?
– Biogazowni funkcjonujących w oczyszczalniach ścieków jest wiele, jednak nasza została zaadaptowana na istniejącym obiekcie – otwartym basenie fermentacyjnym. To pierwsze tego rodzaju rozwiązanie. Nie ukrywam, że ma ono szansę się upowszechnić, bo już sąsiednie miasto chce się na nas wzorować.
Jakie inne pomysły, które chce pan zrealizować, mają szansę okazać się kolejnym sukcesem?
– Teraz priorytetem jest finalizacja daleko idącej modernizacji obiektów spółki. W tej chwili na desce projektowej mamy warsztat mechaniczny na potrzeby firmy. Chcemy również przebudować główną pompownię ścieków, która wymaga unowocześnienia. Ponadto zamierzamy przeprowadzić zaawansowane prace związane z wymianą sieci, a tym samym zabezpieczyć media dla terenów, które najprawdopodobniej będą zabudowywane.
Co jest dla pana najcenniejszą nagrodą za dotychczasową pracę?
– Bardzo cenię wszystkie nagrody i certyfikaty, bo przyznały nam je instytucje zewnętrzne, oceniające dokonania spółki na poziomie ponadlokalnym. Szczególnie dumny jestem z miejsca wśród inwestycji TOP15, ponieważ skład rady, która decydowała, komu należy się nagroda, wzbudza głęboki szacunek – to ludzie posiadający ogromną wiedzę – jeśli zdecydowali, że nasza inwestycja zasługuje na wyróżnienie, to trudno o większy sukces spółki. Szczególnie że działamy w małym mieście. Środowisko wodociągowców cyklicznie uczestniczy w spotkaniach, na których gromadzi się około stu przedsiębiorstw branżowych. Na jednym z nich zaskoczono mnie, kiedy 2 regionalne stowarzyszenia: Wodociągów podlaskich w Białymstoku i Wodociągów warmińsko-mazurskich w Olsztynie, przyznały mi tytuł „Managera roku 2010”, mimo że zarządzam spółką z Mazowsza. Oceniali mnie koledzy, więc jest to szczególnie miłe i miarodajne, bo polityka jest wykluczona.
Dobrze dobrana kadra jest ważnym wsparciem w realizacji pańskiej polityki?
– Oczywiście, nawet najlepszy manager nic nie zdziała bez dobrych współpracowników. Osobiście mam szczęście do pracowników i zauważam, że coraz bardziej identyfikują się z firmą. Rozumieją, że stabilna sytuacja firmy i jej wyniki oznaczają ich spokojne i dostatnie życie, więc warto się angażować. Zdarzają się jednostki, które tylko by żądały, ale jest ich coraz mniej. Zarówno w odniesieniu do personelu spółki, jak i jej dalszego rozwoju, życzyłbym sobie, żeby nie było gorzej, bo trzeba podkreślić, że nawet utrzymanie obecnego poziomu i tego, co zdołaliśmy osiągnąć, wymaga ciągłej pracy. Sam chciałbym umieć przewidywać zagrożenia i eliminować je, zanim się pojawią.


























Dodaj komentarz