Menu

Menu

Nowoczesne miasto nikogo nie wyklucza

Jestem optymistą, mimo że czasy nie są optymistyczne ani dla polskiej nauki, ani dla przedsiębiorczości, ani dla działalności społecznej i politycznej. Jednak wierzę, że mając wokół siebie innych ludzi o podobnych wartościach, naprawdę można wiele zdziałać − mówi dr Marcin Jurzysta, politolog, działacz społeczny i polityczny.

W Rzeszowie wiele się dzieje. Jest pan członkiem sztabu kandydata na prezydenta miasta − Konrada Fijołka.  Skąd u pana pewność, że pod jego rządami Rzeszów będzie rozwijał się równie dynamicznie jak za czasów Tadeusza Ferenca?

Marcin Jurzysta: Ponieważ Konrada znam osobiście, współpracujemy od dłuższego czasu. Rzeszów potrzebuje zrównoważonego rozwoju. Ale o tym nie świadczy liczba nowych, nawet najpiękniejszych osiedli, tego nie zmierzymy hektarami zabetonowanych terenów. O właściwym rozwoju świadczy w równej mierze, a może przede wszystkim, podejście do ludzi, umiejętność dialogu, otwartość na kulturę i integrację społeczną oraz szacunek dla środowiska naturalnego. Nowoczesne miasto to miasto dostępne dla każdego, nikogo niewykluczające.

Panu osobiście bliskie są kwestie związane z dostępnością, tolerancją i integracją społeczną?

Marcin Jurzysta: Tak, jestem osobą z niepełnosprawnością ruchową. Nie przeszkodziło mi to jednak w  zdobyciu wykształcenia, obronie doktoratu, zrobieniu prawa jazdy, znalezieniu wspaniałej, satysfakcjonującej pracy ani w zaangażowaniu się w politykę. Było to oczywiście okupione wysiłkiem własnym i moich rodziców, ale też pokonywaniem zupełnie niepotrzebnych, prozaicznych dla przeciętnego Kowalskiego, barier. Zatem z przekonaniem powtórzę − nowoczesne, europejskie miasto nie może być miastem barier. Wierzę, że Konrad Fijołek będzie je w Rzeszowie likwidował, a ja będę go wspierał i pilnował w tym zakresie.

Pan też działa społecznie?

Marcin Jurzysta: Tak. Takie mam tradycje rodzinne. Moi rodzice, prowadzący działalność gospodarczą, zawsze powtarzali, że należy dawać siebie innym. Tego mnie nauczyli. Dziś cieszę się, że w akcjach organizowanych dla potrzebujących, chorych, wykluczonych, a także dla instytucji ochrony zdrowia są ze mną moi wspaniali przyjaciele. To m.in. Ania Skiba, Tomasz Kulesza, Adam Dudek. Razem działamy w różnych stowarzyszeniach i wzajemnie się nakręcamy. I to jest bardzo twórcze. Te doświadczenia każą jednak zwrócić uwagę na fakt, że pomoc nie dzieje się sama. Tu potrzebny jest z jednej strony zapał ludzi, a z drugiej − zaplecze finansowe. Stąd moje kontakty i dobre relacje z przedsiębiorcami prywatnymi. Bez nich naprawdę niewiele zdołalibyśmy zdziałać. Przez pandemię wielu z nich znalazło się w tarapatach. Tym bardziej należą im się słowa uznania za to, że się nie poddają.

Wspomniał pan o rodzinnej firmie. Jest pan zaangażowany w wielopokoleniowe dzieło?

Marcin Jurzysta: Od 30 lat prowadzą ją moi rodzice. Najpierw była to hurtownia, a teraz dodatkowo sieć sklepów spożywczych na Podkarpaciu. Dziś jest ich już piętnaście. Głowa, serce, ręce − myślę, że te ważne idee przyświecają każdej budowie, nie tylko struktury politycznej. W skali mikro sprawdzają się również w budowaniu rodzinnych firm, takich jak nasza. Ambitny plan zrodzony w głowie mojego taty na początku lat 90. i konsekwentnie realizowany dał takie rezultaty. Serce tego przedsięwzięcia to moja mama, która wzięła na siebie obowiązek bycia filarem rodziny i głosem wsparcia. I wreszcie ręce, czyli my − dzieci, chociaż bardziej moja siostra ze szwagrem, wraz ze wspaniałą twórczą załogą, kontynuujący, wcielający i rozwijający te ambitne plany oraz zamierzenia.

Jak przedstawiają się pańskie plany na przyszłość?

Marcin Jurzysta: Długoterminowo staram się nie planować przyszłości. Życie lubi zaskakiwać. W najbliższej przyszłości chciałbym doprowadzić do zwycięstwa Konrada Fijołka w Rzeszowie. Ktoś powiedział, że on na to zasługuje. Ja odwrócę to stwierdzenie i powiem, że to Rzeszów zasługuje na takiego gospodarza. A trochę dalsze plany? Ukończenie habilitacji, w trakcie której jestem. Zdaję sobie sprawę, że moja dziedzina jest, nazwijmy to, ryzykowna, i publikowanie w tym obszarze przypomina pracę sapera. Robię jednak swoje. Jestem optymistą, mimo że czasy nie są optymistyczne ani dla polskiej nauki, ani dla przedsiębiorczości, ani dla działalności społecznej i politycznej. Jednak wierzę, że mając wokół siebie innych ludzi o podobnych wartościach, naprawdę można wiele zdziałać.

Rozmawiał Piotr Nowacki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.