Klaudia Prymek – nie ma rzeczy niemożliwych
O trudnej i skostniałej branży usług pogrzebowych oraz swojej próbie wniesienia do niej nowych wartości opowiada Klaudia Prymek, pomysłodawczyni zakładu pogrzebowego Mój Anioł, który zaledwie po roku od otwarcia rewolucjonizuje oczekiwania klientów i możliwości rynku.
Jesteście na rynku raptem rok, a już mówi się o was „Anioły branży pogrzebowej”. Jakie zmiany wprowadziliście w ten obszar usług?
Klaudia Prymek – Zacznę do tego, że od lat 90. ub.w. w Polsce nic się nie zmieniło w tej branży, a Polacy pogodzili się z tym, że usługi pogrzebowe muszą kojarzyć się z trwogą i bylejakością. Usługi wszystkich branż stale podnoszą poziom, bo klienci tego oczekują, ale od branży pogrzebowej, o dziwo, niewiele wymagają. Ponieważ w ostatnich latach musiałam zorganizować kilka pożegnań z moimi bliskimi, przekonałam się, jak wygląda ten świat. Przygnebiające, często wręcz obskurne pomieszczenia, trumny wiszące nad głowami po wejściu do biura, ekipa chowająca trumny do grobu w pośpiechu, jakby to był worek kartofli – zgroza! Śmierć bliskich jest wystarczająco dramatyczna, byśmy musieli dodatkowo być traumatyzowani pogrzebem. Niestety takie standardy obsługi zakorzeniły się w tej branży i choć świat się zmienił, to zakłady pogrzebowe zatrzymały się na niechlubnym poziomie sprzed lat. W domach pogrzebowych brakuje przestrzeni i akcentów, które mogłyby łagodzić nasz smutek.
Żegnając moją mamę i brata, chciałam, aby była to piękna, wzniosła uroczystość. W ten sposób chciałam uczcić pamięć o nich. Pieniądze się nie liczyły, ale okazało się, że nie mam żadnego wyboru. Zakres usług był tak ograniczony, że nikt nie był w stanie sprostać nawet minimum moich oczekiwań. Pomyślałam wtedy, że muszę coś z tym zrobić, bo z pewnością jest wiele osób takich jak ja. Otworzyłam usługi pogrzebowe pod szyldem „Mój Anioł”, które spełniają wymagania nawet najbardziej wymagających klientów, wychodząc ponad wszelkie dotychczasowe standardy. Moim załażeniem było stworzenie miejsca, w którym od progu czuje się cudowną atmosferę, kojącą ból i nerwy.
Czy kulturowo nastąpiły jakieś zmiany w dziedzinie ostatnich pożegnań?
Klaudia Prymek – Kiedyś tradycja nakazywała, żeby zmarłego trzymać w domu przez 72 godziny w trumnie, przychodziły płaczki i opłakiwały go. Z czasem od tego odeszliśmy. Osobiście uważam, że było to piękne, uczyło nas pokory, szacunku do śmierci, a dzieciom pokazywało, że śmierć bliskich jest czymś ważnym. Zauważyłam, że klienci, którzy przyjeżdżają do nas zza granicy, chcą powrócić do tego rodzaju tradycji. Dlatego współpracujemy z paniami na Podlasiu, gdzie tego rodzaju obrządki nadal są praktykowane, i organizujemy takie rytuały.
Jakie umiejętności i cechy osobiste są kluczowe dla osób pracujących w tej branży?
Klaudia Prymek – Przede wszystkim empatia, zaangażowanie i pozytywne nastawienie do tego, co robimy. Wszystko to broni nas przed znieczulicą, dość powszechną w branży pogrzebowej. Mój zespół bardzo się lubi i szanuje. Przyjaźnimy się i spotykamy się po pracy, dlatego każdy, kto tu trafia, czuje rodzinną atmosferę. To z pewnością jeszcze bardziej koi nerwy naszych pogrążonych w żałobie klientów. Wszyscy w zespole mamy za sobą traumę pochowania bliskiej osoby na przestrzeni ostatnich lat, więc wiemy z własnego doświadczenia, jak bardzo trudny jest to czas dla naszych klientów. Wzmaga to w nas zaangażowanie w to, co robimy.
Branża pogrzebowa przesiąkła rutyną, co potwierdza każdy, kto do nas trafia. Pamiętam, jak dla mojej mamy ważne było, aby trumna mojego brata była biała. Nie byłam w stanie przekonać żadnego domu pogrzebowego, by podszedł do tej potrzeby z wyrozumiałością. Wszystkie upierały się, że w tym kolorze robi się tylko trumienki dla malutkich dzieci, a mój brat miał prawie 2 metry wzrostu. Dlatego umiejętność wsłuchania się w potrzeby rodziny oraz operatywność, pozwalająca zrealizować każde, nawet najdziwniejsze zamówienie, powinny być standardem w tych usługach. Znalazłam dostawców, którzy zrobią trumnę w każdym kolorze i z każdego materiału. Gdy jest potrzeba, pokrywamy ją graffiti. Mam producenta, który produkuje w Polsce wszelkie trumny, również na zamówienia za granicę, np. dla amerykańskich prezydentów. Zaangażowanie mojego zespołu sprawia, że jesteśmy gotowi iść pod prąd, by zorganizować nawet najbardziej oryginalną uroczystość, jakiej oczekują bliscy zmarłego. Stworzyłam w życiu wiele biznesów i zawsze wychodziłam z założenia, że albo coś robię „grubo”, albo wcale. Takie podejście pomaga mi zrealizować wszystko, nawet to, co wydaje się niemożliwe.
Jakie są najważniejsze kroki w organizacji pogrzebu?
Klaudia Prymek – Pierwszym i najważniejszym krokiem jest wsłuchanie się w potrzeby rodziny, w jej wyobrażenia o tym, jak można zmarłego pożegnać w sposób bliski jego osobowości. W Moim Aniele unikamy sztampowego pogrzebu. Opracowujemy wszystkie ceremonie bardzo indywidualnie, bo każdy człowiek jest inny i każda rodzina chce, aby to dostrzec. Kolejna sprawa to rozeznanie się w danym regionie cmentarnym, by wiedzieć, na co możemy sobie pozwolić na konkretnej nekropolii. Czy możemy tam rozłożyć dywan, namiot, stoliki z wodą? Czy nic nie stoi na przeszkodzie, by włączyć w ceremonię jakieś pojazdy, konie lub inne charakterystyczne artefakty, symbolizujące życie zmarłego. Musimy wiedzieć, na co mamy przestrzeń i zgodę. Mając taką wiedzę, ustalamy z rodziną, czy ceremonia ma być skromna, czy z rozmachem. Szyjemy scenariusz na miarę oczekiwań i możliwości każdej rodziny.
To, co oferuje rynek, jest bardzo ograniczone i przytłaczające. Każdy z 220 zakładów pogrzebowych w Warszawie reklamuje się tak samo – mam piękne karawany i chłodnie. Według nas to nie wystarczy, aby rodzina zmarłego poczuła, że ktoś zdejmie jej z głowy ból organizacyjny. Dobrze pamiętam ten moment, gdy niedawno chowałam brata, później mamę i nie miałam żadnego wyboru. Dlatego Mój Anioł ten wybór daje każdemu klientowi.
Jakie wyzwania mogą się pojawić przy organizacji pogrzebu, zwłaszcza w nietypowych sytuacjach lub trudnych emocjonalnie?
Klaudia Prymek – Każdy pogrzeb jest emocjonalny na swój sposób. Dla jednych osób śmierć bliskiej osoby będzie potwornym dramatem, dla innych tylko obowiązkiem, a czasem nawet ulgą. Podstawą do tego, by zaproponować właściwy scenariusz ceremonii, jest rozmowa wstępna. Często wchodzimy w rolę psychologów. Wydobywam z rozmówcy szczegóły, które zdradzają nam, z jakim nastawieniem przychodzi dana rodzina i co w tej sytuacji będzie dla niej najlepszą propozycją. Gdy już to wiemy, kompleksowo załatwiamy wszelkie formalności za naszych klientów. Nie dokładamy im bólu kolejnymi spotkaniami i pytaniami. Zdejmujemy z ich barków wszystko, co tylko możemy.
A czy w dzisiejszym świecie ekologicznej świadomości również branża pogrzebowa stara się być bardziej zrównoważona?
Klaudia Prymek – Mój Anioł to miejsce, gdzie podejście ekologiczne jest bardzo cenione, ale branża pod tym względem pozostawia wiele do życzenia. Przykładowo w Polsce jest tylko jeden producent ekologicznych trumien z wikliny, ale robi je wyłącznie na rynek niemiecki, bo polscy przedsiębiorcy pogrzebowi z góry zakładają, że nikt u nas nie zapłaci za taką trumnę 500 euro. Moi klienci temu przeczą − często przy tych okazjach są gotowi zapłacić każde pieniądze, aby mieć to, co sobie wymyśli, by oddać hołd bliskim. Dlatego już wkrótce w Moim Aniele takie wiklinowe trumny będą dostępne. Będziemy też mieli przepiękne urny z kory drzew, specjalnie dla ludzi żyjących w duchu eko.
Ostatnio organizowaliśmy piękną ceremonię na zamówienie dwóch pań z Niemiec, które przyjechały pochować mamę. Mama kochała naturę, więc panie zamówiły pożegnanie bardzo naturalne, ale z uwzględnieniem rytuałów hinduskich, bo mąż jednej z nich jest Hindusem. Stanęliśmy na wysokości zadania i wprowadziliśmy rytuał wody i ognia. Po oficjalnym pożegnaniu odbył się poczęstunek, trwający 5 godzin, którego głównym elementem była specjalna, ulubiona kawa zmarłej mamy, popijana przy wyświetlanych zdjęciach i wspomnieniach.
Rozmawiał Mariusz Gryżewski






























Dodaj komentarz