Menu

Menu

Kampania wyborcza w sieci – wielka manipulacja

Kampania wyborcza w sieciInternet staje się coraz bardziej skutecznym narzędziem wywierania wpływu na ludzi. Niektóre produkty zostały wylansowane wyłącznie dzięki wielkim kampaniom internetowym. Nic więc dziwnego, że partie wydają coraz więcej pieniędzy, by ich kampania wyborcza w sieci stały się możliwie najbardziej skuteczna. Dziennik “Gazeta Prawna” postanowił przyjrzeć się, jak partie polityczne próbują zwiększyć swoją skuteczność w kampaniach internetowych.

Kampania wyborcza w sieci może trafić do konkretnego odbiorcy, a do tego niezbędna jest informacja o możliwie najbardziej intymnych aspektach jego życia. Dlatego politycy przeznaczają ogromne sumy, by wykorzystać wszystkie możliwości, jakie daje internet.

Informacje o potencjalnych wyborcach można zdobyć między innymi dzięki mediom społecznościowym. Dziennik “Gazeta Prawna” podaje, że największe komitety wyborcze na samą reklamę na Facebooku podczas ostatniej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego wydały w sumie 1,67 mln zł.
Najwięcej przeznaczyła na ten cel Koalicja Europejska – 554 tysiące zł. Na drugim miejscu znalazło się PiS z wynikiem 392 tys. Sporą sumę jak na małą partię przeznaczyła na Facebooka KW Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy – 178 tys.

Jak pisze dziennik “Gazeta Prawna”: Koalicja najwięcej zainwestowała w działania reklamowe kierowane do internautów z woj. mazowieckiego, śląskiego i kujawsko-pomorskiego. PiS nastawił się na tych z woj. mazowieckiego, podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. Oba komitety wykupiły również najwięcej reklam na Facebooku (KE –2511, PiS – 1144).

Kampania wyborcza w sieci pozwala na spersonalizowanie przekazu

Większość osób udzielających się w mediach społecznościowych przekazuje wiele – często intymnych – informacji na swój temat. Dzięki nim politycy łatwo dostosowują przekaz do konkretnej grupy odbiorców. Mogą przy tym korzystać z informacji o wieku, płci, zainteresowaniach, lękach czy fobiach konkretnej grupy użytkowników.

Jak pisze dziennik “Gazeta Prawna”: Działacze partyjni dostali możliwość budowania narracji, stymulowania konfliktów i kierowania nimi, motywowania jednych i zniechęcania drugich do udziału w wyborach. Niestety, na co wskazała już Państwowa Komisja Wyborcza, przepisy określające zasady prowadzenia i finansowania kampanii wyborczej nie regulują wystarczająco najnowszych form agitacji.

Kampania wyborcza w sieci odgrywa już o wiele bardziej znaczącą rolę, niż tradycyjne formy dotarcia do wyborców (banery, ulotki czy reklamy telewizyjne). Frekwencja wyborcza jest też wyższa wśród osób korzystających z mediów społecznościowych. Dziennik “Gazeta Prawna”, powołując się na Fundację Panoptykon, ostrzega, że pieniądze wydawane na kampanię w sieci są często niewiadomego pochodzenia.

Nie wiadomo też, jaką wiedzę wykorzystują partię, by manipulować wyborcami. Wiadomo jedynie, że kampania wyborcza w sieci pochłania ogromne sumy.

Partie nie zawsze firmują swoją nazwą prowadzone przez siebie kampanie. Często organizują je podmioty o trudnej do zweryfikowania tożsamości. Kampania prowadzona jest często poprzez strony na Facebooku niepowiązane formalnie z konkretną partią. Stosują one narrację mającą podważyć wiarygodność kandydatów z konkurencyjnej listy.

Politycy zakładają również strony promujące konkretne hasła głoszone przez ich partie, na przykład strony o tematyce ekologicznej. Dzięki temu internautom może wydawać się, że partyjna propaganda jest opinią społeczną.

Przepisy nie regulują dostatecznie działań prowadzonych w sieci

Dziennik “Gazeta Prawna” podkreśla, że przepisy regulujące prowadzenie kampanii wyborczych mocno się zdezaktualizowały w związku z rozwojem Internetu. Pochodzą one bowiem sprzed kilkunastu lat a w tym czasie sposób walki wyborczej uległ ogromnej zmianie.

Całkowicie poza kontrolą znajduje się przesyłanie informacji przez zwykłych użytkowników. Kampania wyborcza w sieci pozwala uczestniczyć w niej praktycznie każdemu posiadaczowi internetu. Daje to jednak ogromne możliwości rozsiewania nieprawdziwych informacji bez jakiejkolwiek odpowiedzialności.

Partie bardzo niechętnie dzielą się szczegółami dotyczącymi sposobu wydatkowania środków na kampanie w internecie. Dziennik “Gazeta Prawna” pyta: jak są wydatkowane środki? Czy np. pod przykrywką opracowywania strategii nie idą na ludzi, którzy piszą określone komentarze? O to m.in. chodzi w trwającej dyskusji, kto odpowiada za hejt w Ministerstwie Sprawiedliwości czy „farmę trolli” w Inowrocławiu. Sztabowcy rzadko dają się złapać za rękę.

Dziennik dodaje, że kampania wyborcza w sieci trwa ciągle. Stratedzy partii politycznych stale prowadzą narracje, które w przyszłości wpłyną na decyzje wyborcze. Przykładem są ataki na konkretne grupy społeczne czy zawodowe. Odbywają się one zwykle przez nagłaśnianie poruszających czytelnika zachowań członków tej grupy, chociaż zachowania te są faktycznie równie częste w każdej innej zbiorowości.

Autor: Wojciech Ostrowski
Źródło: dziennik “Gazeta Prawna”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.