Innowacyjne nasiona lepiej rosną
W latach 90. na badania w firmach nasiennych przeznaczano 8 proc. zysku, obecnie to już kilkanaście procent. Przemysł nasienny jako element gospodarki narodowej każdego kraju zaczyna odgrywać coraz większą rolę, bo przede wszystkim podnosi plony
Igor Stokłosa
Największe firmy z tej branży wydają nawet 200 mln dol. rocznie na badania i zatrudniają przy tym kilka tysięcy osób. Prywatne firmy, a nie rządy. Tak jest przynajmniej w krajach rozwiniętych, gdzie nie rządy, lecz prywatne firmy lub narodowe i międzynarodowe stowarzyszenia hodowców i producentów nasion inwestują w innowacje. Ograniczenie wspierania finansowego ze strony państwa dotyczy nie tylko sfery badań naukowych, oceny odmian i nasion, zachowania roślinnej bioróżnorodności czy stacji doświadczalnych pracujących na rzecz określonej dziedziny rolnictwa. Instytucje naukowe sektora publicznego koncentrują się obecnie tylko na badaniach podstawowych, które są strategiczne z punktu widzenia gospodarki narodowej.
Jak stwierdza Sławomir Podlaski z katedry Fizjologii Roślin SGGW w Warszawie, panuje wyraźna tendencja do komercjalizacji programów badawczych po to, aby uzyskać pieniądze na badania z sektora prywatnego oraz zwiększyć efektywność samych badań. Nic dziwnego, że oprócz światowych gigantów – sprzedających rocznie nasiona za kilka miliardów lub kilkaset milionów dolarów – istnieje wiele małych firm nasiennych, które opanowały łącznie około 20 proc. światowego rynku nasiennego. Ich konkurencyjność polega na lepszych kontaktach z lokalnymi farmerami, większej elastyczności w zaspakajaniu ich potrzeb oraz opanowaniu nisz rynkowych. Jednak często małe firmy są także kapitałowo lub organizacyjnie połączone z większymi firmami hodowlano-nasiennymi lub tworzą dobrowolne zrzeszenia, które mają na celu prowadzenie marketingu nasiennego, zbieranie opłat licencyjnych bądź tworzenie wspólnego zaplecza naukowo-badawczego.
Prywatyzacja = modernizacja
W Polsce sytuacja tego typu firm jest skomplikowana. Od stycznia 1992 roku wszystkie przedsiębiorstwa hodowli roślin były przejmowane do zasobu Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (AWRSP) – obecnie Agencja Nieruchomości Rolnych (ANR). W wyniku działalności Agencji, zmniejszono liczbę oraz uproszczona została struktura organizacyjna spółek, ograniczono ich wielkość, zmniejszono poziom zobowiązań finansowych, udzielano niskooprocentowanych pożyczek z Funduszu Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz kredytów preferencyjnych, inwestowano w sprzęt i wyposażenie laboratoryjne. Wreszcie, po dokonaniu przekształceń została wyodrębniona grupa 12 spółek uznanych za spółki strategiczne. W tej liczbie było 7 ,spółek zajmujących się hodowlą roślin rolniczych i 5 hodowlą roślin ogrodniczych. Część z nich sprywatyzowano, np. Kieleckie Przedsiębiorstwo Nasienne „Centrala Nasienna”, które w sprzedaży kwalifikowanego materiału siewnego nasion roślin rolniczych i ziemniaków sadzeniaków na rynku lokalnym posiada 87 proc., a na rynku krajowym 4,5 proc. W pozostałych grupach towarowych udział spółki na rynku lokalnym wynosi 28 proc., a na rynku krajowym 0,7 proc.
Według resortu skarbu państwa, prywatyzacja tego przedsiębiorstwa oraz Centrali Nasiennej w Środzie Śląskiej (która została sprywatyzowana w 2009 roku), przyczynia się do rozwoju firm poprzez inwestycje, modernizacje czy system szkoleń pracowniczych, które są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania podmiotu. Programy badawczo-rozwojowe realizowane przez inwestorów opierają się na wykorzystaniu najnowszych technologii i nieustannie doskonalonych metod badawczych.
Obecnie w wielu krajach świata sektor prywatny dominuje w praktycznej hodowli roślin. W latach 1960–1977 wydatki sektora prywatnego w USA wzrosły ponad 10-krotnie i obecnie przewyższają wydatki sektora publicznego. We Francji i Niemczech również dominuje sektor prywatny. Prywatyzacja Instytutu Hodowli Roślin w Cambridge w 1987 roku była także dowodem zerwania z tradycją państwowej hodowli roślin. W Kanadzie wydatki sektora prywatnego na hodowlę rzepaku przewyższają inwestycje publiczne, chociaż odwrotna sytuacja panuje w hodowli pszenicy. Hodowla roślin w Australii jest ciągle finansowana przez sektor publiczny. Dzieje się tak dlatego, ponieważ firmy państwowe uważane były i są za mało efektywne. W ich funkcjonowaniu występuje podstawowy dylemat: z jednej strony rząd chce, aby działały zyskownie, natomiast z drugiej, aby wypełniały ważne narodowe i socjalne zadania, jak np. dostarczanie tanich nasion – również mało opłacalnych gatunków.
Europejski poligon
Najlepszym europejskim poligonem pokazującym kierunki przekształceń państwowego sektora hodowlanego są Niemcy. W NRD twórcza hodowla roślin i badania podstawowe z tej dziedziny prowadzone były przez 9 instytutów naukowych i około 50 instytucji badawczych, zatrudniających około 10 tys. pracowników, w tym 4 tys. pracowników naukowych. Podobnie jak w Polsce twórcza hodowla i produkcja nasienna były rozdzielone. System ten teoretycznie zapewniał dotarcie z materiałem siewnym do dużych gospodarstw państwowych. Był on jednocześnie bardzo drogi i mało efektywny.
Po zjednoczeniu Niemiec opracowano koncepcję przekształceń sektora hodowlanego, którą konsekwentnie realizowano. Każdy pracownik naukowy w instytucie badawczym oraz cała jednostka podlegała ocenie. Na podstawie przeprowadzonych ocen z istniejących w NRD instytutów zostały utworzone dwa instytuty w Gatersleben i Quedlinburgu, zatrudniające 130 pracowników, w tym około 30 naukowych. Praktyczna hodowla roślin, hodowla zachowawcza oraz nasiennictwo są realizowane przez około 100 średniej wielkości (standard niemiecki) prywatnych firm, zatrudniających przeciętnie około 53 osoby.
Żeby jednak mały biznes nasienny mógł się rozwijać potrzebna jest odpowiednia polityka ze strony rządu. Powinna ona dotyczyć stymulowania powstawania firm nasiennych oraz ich rozwoju w późniejszych fazach. Dostęp do kredytów, informacji i nowoczesnej technologii jest podstawą do rozwoju firm w środowiskach wiejskich. Kredyty i pożyczki powinny być przeznaczane na rozwój infrastruktury, tworzenie magazynów i ich podstawowe wyposażenie. W celu zapewnienia dalszego rozwoju, polityka rządów powinna wprowadzać wakacje podatkowe lub subsydia umożliwiające małym firmom akumulację kapitału.
Eksperci zwracają natomiast uwagę na otoczenie w jakim działają takie firmy. Według nich, polscy rolnicy w zdecydowanej większości nie wykorzystują potencjału plonotwórczego, tkwiącego w nowych odmianach zbóż, ziemniaków oraz innych roślin. Zbyt rzadko bowiem wysiewają wykwalifikowany materiał siewny. Dane szacunkowe mówią, że tylko około 15 proc. pól obsiewanych jest kwalifikowanym materiałem siewnym. – Może nawet trochę mniej, ale w niektórych gatunkach, jak np. jęczmień, trochę więcej. Źle to wygląda na tle innych krajów europejskich, gdzie średnia wynosi 50 proc., a w wielu krajach jest to nawet 80–90 proc., czyli praktycznie każde pole obsiewane jest kwalifikowanym materiałem siewnym – twierdzi Karol Marciniak, prezes Polskiej Izby Nasiennej.
Niskie wykorzystanie nasion kwalifikowanych to przede wszystkim szkody dla polskiego rolnictwa. Oznacza bowiem niższe plony i niższą jakość zbioru, czyli niewykorzystanie potencjału polskiego rolnictwa. Tak niskie użycie materiału siewnego przekłada się też na kondycję polskiej branży nasiennej, czyli hodowli roślin i nasiennictwa. Szacuje się, że globalny rynek nasienny ma wartość 5 mld dol. W Polsce to 280–290 mln dol.
Według Marciniaka, uzyskanie średniej na poziomie dobrych krajów europejskich byłoby możliwe, gdyby polscy rolnicy wymieniali minimum 30–40 proc. nasion co roku. Problem w tym, że o ile zasady tworzenia odpowiedniej polityki nasiennej, które w świecie są mało znane, w Polsce nieznane są kompletnie. Wynika to z tego, że kreowaniem polityki nasiennej w świecie zajmuje się niewielu specjalistów współpracujących z międzynarodowymi agendami rolniczymi (FAO i Bank Światowy).
Od deficytu do nadprodukcji
Według ekspertów, w czasach gwałtownych zmian w funkcjonowaniu przemysłu nasiennego, bardzo ważne jest, aby rządy poszczególnych krajów miały jasną politykę dotyczącą sektora nasiennego. Gwałtowny rozwój przemysłu nasiennego Turcji po 1985 roku, Indii po 1989 roku czy Pakistanu i Egiptu są dowodami na możliwości stymulacji rozwoju przemysłu nasiennego przez mądrą politykę nasienną.
Światowy przemysł nasienny zaczął rozwijać się 30–40 lat temu. Rezultatem tego rozwoju była Zielona Rewolucja. Wzrost plonów roślin przyczynił się do poprawy wyżywienia ludności i polepszenia warunków życia rolników, a przemysł nasienny zaczął zajmować ważne miejsce w prowadzonej polityce gospodarczej na poziomie narodowym i międzynarodowym. Dowodem na to jest Seed Industry Development Programme realizowany przez FAO/UNDP oraz wiele projektów Banku Światowego, których celem był rozwój infrastruktury nasiennej w krajach rozwijających się.
Eksperci podkreślają, że rozwój przemysłu nasiennego jest ściśle związany z rozwojem gospodarczym państw czy kontynentów. Obiektywny charakter rozwoju przemysłu nasiennego wynika między innymi z roli, jaką odgrywają nasiona w gospodarce. Już w drugiej połowie XIX wieku wraz z gwałtownym rozwojem hodowli roślin, nasiona wykształciły swe dwie podstawowe funkcje: materialnego nośnika postępu genetycznego oraz towaru. Przez następne 100 lat postęp genetyczny powodował rozwój nowoczesnych dziedzin przemysłu (przemysł cukrowniczy, przetwórstwo ziemniaków), zwiększał plony roślin oraz modyfikował ich technologie uprawy (nawożenie, normę wysiewu, ochronę roślin).
Powszechnie uważa się, że udział odmian w przyroście plonu sięga 50–60 proc. W związku z tym, aby ograniczyć czy zlikwidować głód, należało doprowadzić do inwestowania przez sektor publiczny w przemysł nasienny. Jednocześnie rola, jaką odgrywają nasiona w ilościowym i jakościowym kształtowaniu plonu, wymagała swobodnego dostępu do odmian jak najszerszego grona farmerów. Stąd tolerowanie przywileju hodowcy czy też farmera, jak również dotowanie hodowli roślin przez państwo. Sytuacja zaczęła zmieniać się diametralnie, kiedy to braki żywności w krajach rozwiniętych zostały zlikwidowane, a pojawił się problem jej nadprodukcji. Na przykład średnie krajowe plony pszenicy we Francji od czasów Napoleona do lat 50. XX wieku kształtowały się na poziomie 12–15 dt, aby pod koniec wieku wzrosnąć do 70 dt.
Jednocześnie wprowadzenie w latach trzydziestych w USA odmian mieszańcowych kukurydzy udowodniło, że na sprzedaży nasion można zarobić. W tych warunkach nasiona, jako towar, zaczynały odgrywać coraz większą rolę. W rezultacie prywatny przemysł nasienny zaczynał inwestować w hodowlę roślin i produkcję nasienną. Powodowało to stopniowe wycofywanie się sektora publicznego.
Co więcej, sektor prywatny nie był zainteresowany bezpłatnym dostępem do odmian. Skutkowało to między innymi: ograniczeniem hodowcom i farmerom swobody dostępu do nowych odmian w wyniku nowych koncepcji własności intelektualnej, koniecznością ponoszenia przez farmerów opłat za materiał siewny z samozaopatrzenia, ograniczeniem dostępu do bioróżnorodności.
Szczytową, wynaturzoną i amoralną konsekwencją postrzegania nasion tylko jako towaru jest biotechnologiczna technologia GURT (Genetic Use Restriction Technology), powodująca utratę żywotności nasion po ich zbiorze i zmuszająca farmerów do corocznego zakupu nowych nasion. Dzięki temu gwarantowane byłyby zyski największych firm hodowlanych i nasiennych przy jednoczesnej stopniowej eliminacji z rynku małych firm i mniejszych farmerów niezdolnych do corocznego zakupu drogich nasion. W konsekwencji następowałoby zmniejszenie konkurencji na rynku nasiennym i ograniczenie bezpieczeństwa nasiennego farmerów.
Polityka nasienna
Wraz z postępem technologicznym w przemyśle nasiennym rośnie więc znaczenie odpowiedniej polityki nasiennej, gwarantującej jego rozwój z uwzględnieniem interesów społeczeństwa. Ograniczona elastyczność sektora publicznego i selektywność prywatnych firm nasiennych powodują, że cześć materiału siewnego nie dociera do małych farmerów, ponieważ ani publiczny, ani prywatny sektor nie są w stanie handlować małymi ilościami nasion wielu odmian i dostarczyć ich do wielu miejsc zbytu. Dlatego, chcąc zwiększyć zużycie materiału siewnego głównie przez małych farmerów, wymagane jest nowe podejście do marketingu nasiennego.
Jednocześnie należy sobie zdawać sprawę, że każdy system organizacyjny oferujący kwalifikowany materiał siewny, musi być zdolny do współzawodnictwa z tradycyjnym systemem bazującym na samozaopatrzeniu. Musi przekonać rolników, że zakup droższego materiału kwalifikowanego będzie dla nich opłacalny. W większości przypadków rolnicy nie stosują nasion kwalifikowanych z powodu ich wyższej ceny i braku widocznych korzyści z ich zakupu.
W celu stymulowania popytu na nasiona należy dążyć do tego, aby firmy oferujące kwalifikowany materiał siewny miały małe koszty ogólne, które pozwolą na sprzedaż nasion po względnie niskich cenach. Ponadto jakość nasion powinna być wysoka, a farmerzy włączeni w system ich wykorzystania, jako producenci i użytkownicy. W celu spełnienia tych warunków należy dążyć do stworzenia małych firm, działających na mniejszą skalę, dobrze dostosowanych do lokalnych warunków. Firmy takie lepiej rozumieją lokalny rynek, określający, jakie nasiona produkować, w jaki sposób, w jakich ilościach, o jakiej jakości i – co najważniejsze – jak sprzedawać finalny produkt i za jaką cenę.
Wiedza o powyższych problemach leży w lokalnych społecznościach, w ich tradycji. Nowe odmiany tylko wtedy znajdą miejsce na lokalnym rynku, jeżeli istnieje prawdziwe na nie zapotrzebowanie, wynikające ze zwiększenia zysków z ich uprawy. Aby to było możliwe celowe jest zagwarantowanie sprzedaży surowców uzyskanych z wysiewu nasion lub nawet tworzenie zapotrzebowania na określone produkty przemysłu spożywczego. W kreowaniu zapotrzebowania na materiał siewny nowych odmian ogromną rolę odgrywają służby doradcze organizujące dni pola, doświadczenia porównawcze i spotkania farmerów.
Właścicielami i zarządcami małych firm nasiennych mogą być pojedyncze osoby lub grupy osób, farmerzy, kupcy nasienni, spółdzielnie farmerów, ich organizacje i stowarzyszenia, zaangażowane nie tylko w produkcję, ale również w prowadzenie marketingu. Zwykle są oni dobrze znani w lokalnej społeczności, ich przykład rzutuje na postępowanie innych farmerów. W wielu przypadkach wskazane jest dotarcie do nich przez większe firmy nasienne, w celu zorganizowania sprzedaży komisowej. Formy płatności za nasiona mogą mieć bardzo różny charakter; typowym sposobem postępowania jest ich odwlekanie do czasu zbiorów. Kupcy i handlowcy, działający na lokalnych rynkach, zwykle zajmują się obrotem różnych produktów, co ułatwia im również handel nasionami.


























Dodaj komentarz