finanse publiczne poprawiają wyniki
Z finansami publicznymi naszego państwa nie jest tak źle, jak przewidywano. Zgodnie z ustawą budżetową na ten rok, deficyt miał sięgnąć 47,5 mld zł. W rzeczywistości będzie niższy od zaplanowanego o 18–20 mld zł. Stało się tak dzięki poprawie koniunktury gospodarczej. Na rynku zapanowały lepsze nastroje, a Polacy chętniej sięgali do portfeli, wydając o wiele więcej niż w pierwszych miesiącach roku
Maciej Otrębski
Na dodatek fiskus spodziewa się, że spadną wydatki. W resorcie mówi się, że będą o 8 mld zł niższe, niż zakładano. Spada też rentowność obligacji Skarbu Państwa, co oznacza, że mniej trzeba będzie wydać na obsługę długu. Za pierwsze 3 kwartały na ten cel przeznaczono jedynie 58 proc. kwoty zarezerwowanej na cały 2014 rok. Rząd uważa, że w tym roku deficyt spadnie do poziomu 3,3 proc. PKB. W 2015 roku ma to być już 2,5 proc. W ten sposób nasz kraj pokona ostatnią przeszkodę stojącą na drodze do przyjęcia europejskiej waluty, nie licząc problemów z koniecznością zmiany konstytucji.
Chwilowe wahnięcie
W sierpniu, zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, produkcja przemysłowa spadła o 1,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, a wobec lipca – o 8,5 proc. Było to przykre zaskoczenie. Niektórzy z analityków zaczęli wieszczyć, że wchodzimy w fazę spowolnienia. Okazało się jednak, że było to chwilowe wahnięcie. Następne dane były zdecydowanie bardziej optymistyczne. Produkcja przemysłowa we wrześniu wzrosła o 4,2 proc. rok do roku, a w porównaniu z sierpniem – o 16,5 proc. – poinformował w komunikacie GUS.
Prognozy poszczególnych ekonomistów znacznie od siebie odbiegały – niektórzy spodziewali się zaledwie 0,2 proc. wzrostu produkcji w ujęciu rocznym, inni oczekiwali wzrostu o 4,9 proc. Zgodnie z danymi urzędu statystycznego, w stosunku do września ub. roku wzrost produkcji sprzedanej odnotowano w 26 spośród 34 działów przemysłu. Wskazano, że chodzi m.in. o produkcję mebli – o 20,1 proc.; wyrobów farmaceutycznych – o 14,7 proc.; komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych – o 11,7 proc.; metali – o 10 proc.
Wzrost produkcji odnotowano także we wszystkich działach budownictwa. Ta branża wychodzi wreszcie na prostą. Twierdzi tak m.in. firma doradcza Deloitte. Według danych opublikowanego przez nią raportu, w pierwszej połowie 2014 roku przychody 9 największych polskich spółek budowlanych notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych były o 6 proc. wyższe niż rok wcześniej. Biorąc pod uwagę, że poprawiła się także ich marża ze sprzedaży, można powiedzieć, że sektor budowlany powoli zaczyna wychodzić z kryzysu – oceniło Deloitte. Firma wskazała jednocześnie, że wartość rynkowa tych spółek od końca 2012 roku do końca czerwca 2014 roku wzrosła o 38,8 proc.
Odbicie produkcji przemysłowej okazało się silniejsze, niż oczekiwał tego rynek – ocenili ekonomiści, komentując dane Głównego Urzędu Statystycznego. Według nich pozwala to na lekki optymizm w zakresie prognoz gospodarczych na najbliższe miesiące, ale może to powstrzymać Radę Polityki Pieniężnej przed głębszymi cięciami stóp procentowych. Jest natomiast szansa, że wzrost PKB w tym roku będzie bliższy poziomu 3,5 proc. niż 3 proc. – Zawirowania na rynku międzynarodowym oraz słaba koniunktura u naszych głównych partnerów handlowych nie zachwiały polskim eksportem w ujęciu ogólnym, o czym świadczą wyniki przetwórstwa przemysłowego.
Michał Burek z Zespołu Analiz Ekonomicznych Raiffeisen Polbank uważa, że wzrost produkcji przemysłowej i budowlanej był wspierany w dużej mierze przez korzystny efekt kalendarzowy w postaci 2 dni roboczych więcej niż przed rokiem. – Ponadto produkcji przemysłowej nie ciążył już słaby wynik branży samochodowej, jak to miało miejsce w poprzednim miesiącu – dodał.
Budżet bez majstrowania
Rząd przedstawił, zgodnie z planem, budżet na rok 2015. Dochody kasy państwa wyniosą 297,3 mld zł (więcej o prawie 19,5 mld zł niż w br.), zaś wydatki – 343,3 mld zł (więcej o 18 mld zł) – wynika z projektu ustawy. Na kształcie budżetu piętno odciśnie ciągle niepewna sytuacja zewnętrzna. Kryzys gospodarczy wprawdzie powoli odpuszcza, ale na południu Europy ciągle się tli. Nie wiadomo też, jak w dłuższej perspektywie na naszej gospodarce oraz na gospodarce unijnej odbiją się sankcje i rosyjskie embarga na towary z Polski i innych krajów UE. Niepewność pogłębiają też obawy o rozwój sytuacji na Ukrainie. Jakby tego było mało, dochody budżetu dusi też bardzo niska inflacja. Jeśli ceny rosną wolniej, to do budżetu wpływa mniej pieniędzy z VAT i akcyzy.
To z tych powodów rząd musiał zweryfikować w dół prognozę wzrostu gospodarczego, na której chce oprzeć przyszłoroczny budżet. Jeszcze w czerwcu planował, że zapisze w ustawie budżetowej 3,8 proc. wzrostu PKB. Później minister finansów Mateusz Szczurek ogłosił, że będzie to 3,4 proc. Obniżył też planowany wskaźnik średniorocznej inflacji z 2,3 do 1,5 proc. To oczywiście musiało znaleźć odzwierciedlenie w dochodach budżetu. Być może oznaczało też konieczność zwiększenia planowanego deficytu, bo w wydatkach za bardzo majstrować się nie da. Większość tego, co rząd wydaje z budżetu, to tzw. wydatki sztywne, których wysokość jest określona ustawami, a to oznacza, że nie da się ich dowolnie przycinać.
Rząd zapewnia, że o żadnym rozdawaniu pieniędzy nie ma mowy. Polska cały czas zmaga się z unijną procedurą nadmiernego deficytu. Jeśli do końca przyszłego roku nie zbijemy deficytu sektora finansów publicznych poniżej wymaganego poziomu 3 proc. PKB, to może nam grozić na przykład wstrzymanie wpłat pieniędzy z funduszy unijnych. Dlatego Ministerstwo Finansów tłumaczy, że jeśli chcemy, by UE zdjęła z nas w 2016 roku procedurę nadmiernego deficytu, musimy podejmować dalsze działania, prowadzące do osiągnięcia równowagi finansów publicznych. „Poprawa stanu finansów państwa, realizowana m.in. dzięki konsekwentnemu wzmacnianiu dyscypliny fiskalnej, pozostaje jednym z głównych celów polityki gospodarczej rządu. Kolejne lata będą więc zorientowane na osiągnięcie przez Polskę średniookresowego celu budżetowego, czyli deficytu strukturalnego, na poziomie 1 proc. PKB, czemu będzie sprzyjać stabilizująca reguła wydatkowa, wprowadzona w 2013 roku” – napisało Ministerstwo Finansów w uzasadnieniu projektu budżetu. Jeśli chodzi o dług publiczny, to jego relacja do PKB ma spaść z 57 proc. w 2013 roku do 49,2 proc. w tym roku i 50 proc. w 2015 roku.
Zaprawieni w bojach
Zdawać by się mogło, że w bieżącym roku wszystko sprzysięgło się przeciwko naszej gospodarce. Konflikt na Ukrainie i wynikające z niego sankcje gospodarcze oraz embarga pozbawiły naszych przedsiębiorców ważnego wschodniego rynku. Na dodatek spadło tempo rozwoju w Niemczech, u naszego największego partnera handlowego. Cała strefa euro jest w jeszcze większych tarapatach. Mimo to gospodarka polska i finanse publiczne są w dobrej kondycji. Potwierdziło się to, na co wskazywano wielokrotnie, gdy świat nękały kryzysy i recesje. Polscy przedsiębiorcy są tak zaprawieni w bojach, że radzą sobie prawie w każdej trudnej sytuacji.


























Dodaj komentarz