Europejska Tarcza Demokracji musi być narzędziem, nie deklaracją
Europejska Tarcza Demokracji powstała jako odpowiedź na zagrożenia związane z cyfryzacją, dezinformacją i napięciami geopolitycznymi. Zadziała jednak tylko wtedy, gdy stanie się realnym narzędziem, a nie wyłącznie deklaracją. Taką tezę przedstawili eksperci podczas debaty w polskim biurze Parlamentu Europejskiego. Wskazali, że kluczowe są współpraca, skuteczne egzekwowanie prawa wobec platform internetowych oraz odbudowa zaufania do instytucji UE.

Fot. PAP/Cezary Piwowarski
Debatę pt. „Czy Europejska Tarcza Demokracji nas ochroni?” otworzyła Katarzyna Smyk, dyrektorka przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Przypomniała, że Europejczycy od lat są poddawani systematycznej, agresywnej dezinformacji. Sprzyja temu rewolucja cyfrowa, podważająca rolę mediów jako głównego źródła informacji. − Ma to swoje konsekwencje w spadku zaufania do procesów demokracji i Unii Europejskiej, jako wspólnoty, która opiera się na wartościach demokratycznych − stwierdziła.
Długa lista zagrożeń dla demokracji
Mec. Michał Wawrykiewicz, poseł do Parlamentu Europejskiego, podkreślił, że lista zagrożeń dla demokracji w Europie jest bardzo długa. Najmocniejszym jej punktem jest zaplanowana, konsekwentna, intencjonalna i manipulatywna narracja, przekazywana głównie poprzez social media, ale również przez polityków partii populistycznych. − Słyszę tę narrację niemal codziennie w parlamencie europejskim. Mówię o narracji opartej wyłącznie na kłamstwie, powtarzanym wielokrotnie i intencjonalnie − argumentował.
Jak dodał, zjednoczona Europa jest problemem dla rządów państw niedemokratycznych. − Zagrożenie z ich strony jest realizowane nie tylko poprzez manipulatywną narrację, ale także poprzez cyberataki oraz działania o charakterze stricte dywersyjnym, w tym ataki na infrastrukturę krytyczną w państwach zarówno leżących na flance wschodniej Unii Europejskiej, jak i w państwach zachodnich − tłumaczył.
Według europosła, z tym wszystkim Europa będzie się mierzyć w najbliższych latach ze zdwojoną siłą. Dlatego na poziomie Wspólnoty powstają legislacje, które mają zapobiec tym zagrożeniom, dezinformacji, cyberatakom w przestrzeni publicznej. − To jest przede wszystkim DSA, czyli Digital Services Act, to jest AI Act i inne legislacje, które już powstały w Parlamencie Europejskim i w Radzie Unii Europejskiej. To jest wreszcie Europejska Tarcza Demokracji, czyli cała strategia, którą stworzyła Komisja Europejska, ale także specjalna Komisja Europejska Tarcza Demokracji w Parlamencie Europejskim, której jestem członkiem − wyjaśniał Wawrykiewicz.
Zwrócił uwagęł, że w najbliższym okresie budżetowym będzie też nowy program Agora EU, z ogromnym budżetem sięgającym 9 mld euro. − Chodzi o to, żeby społeczeństwo obywatelskie mogło się włączyć do działań fact-checkingowych, edukacyjnych i odkłamywania tej manipulatywnej narracji, która jest szerzona w sposób zamierzony przez państwa autorytarne na terenie Unii Europejskiej − wskazał europoseł.
Kluczowa niezależność mediów i stabilność finansowa
Simona Constantin, członkini gabinetu Michaela McGratha, europejskiego Komisarza ds. Sprawiedliwości, zaznaczyła, że Europejska Tarcza Demokracji to elastyczne ramy działań UE, stworzone w odpowiedzi na rosnące zagrożenia dla demokracji. Podkreśliła szczególne znaczenie zagrożeń wynikających z przemian cyfrowych, dezinformacji oraz zmian geopolitycznych. − Inicjatywa koncentruje się na trzech głównych obszarach, tj. ochronie przestrzeni informacyjnej, wzmocnieniu mediów i ochronie wyborów oraz na zaangażowaniu obywateli − wymieniła.
Jak podkreśliła, UE chce skuteczniej walczyć z dezinformacją, ale także zmniejszyć dominację zmanipulowanych treści generowanych przez platformy społecznościowe. − Kluczowe jest wzmocnienie roli niezależnych mediów oraz zapewnienie im stabilności ekonomicznej. Służy temu m.in. przegląd dyrektywy o audiowizualnych usługach medialnych i działania wspierające pluralizm − wyjaśniła. Jak zaznaczyła, chodzi o poprawę widoczności jakościowych treści, uczciwość na rynku reklamowym oraz ochronę mediów, zwłaszcza lokalnych przed nadużyciami.
Simona Constntin zwróciła również uwagę na wyniki badań, które pokazują spadek zaufania do instytucji publicznych. Widać to zwłaszcza wśród młodych. − Tarcza ma wspierać lokalne formy demokracji, zwiększać uczestnictwo społeczne i budować odporność społeczeństw na nowe wyzwania i zagrożenia dla procesów demokratycznych, a finalnie praw i wolności jednostki − podkreśliła.
Prawo trzeba egzekwować
Według Katarzyny Szymielewicz, prezeski Fundacji Panoptykon, Europejska Tarcza Demokracji w tym kształcie nie obroni demokracji. Brakuje bowiem skutecznego egzekwowania prawa wobec dużych platform cyfrowych. Według niej Parlament Europejski osłabił kluczowe elementy projektu, w tym zapisy dotyczące egzekwowania ustawy o usługach cyfrowych (DSA). Z kolei Komisja Europejska działa zbyt wolno, nie korzystając z dostępnych narzędzi, takich jak mechanizm reagowania kryzysowego w DSA.
Szymielewicz dodała, że zarządzający platformami internetowymi ignorują też dobrowolne kodeksy, jak Kodeks Dezinformacji, a niektóre wręcz się z nich wycofują. − Algorytmy platform nadal wzmacniają clickbaitowe, polaryzujące i dezinformujące treści. To czyni walkę z dezinformacją nieskuteczną, nawet przy dużych nakładach na fact-checking – stwierdziła. Ekspertka zaapelowała o zdecydowane działania, w tym realne egzekwowanie prawa oraz wykorzystanie istniejących narzędzi.
Jednocześnie wskazała na pozytywne elementy, takie jak wzmocnienie współpracy urzędników z badaczami i mediami, szczególnie przez dostęp do danych. − Musimy jednak działać szybko, nie czekać na nowe budżety, bo stracimy szansę na skuteczną reakcję. Dziś wystarczy choćby udostępnić dane danych o najpopularniejszych postach, co pozwoliłoby ocenić realny wpływ algorytmów na szerzenie toksycznych treści. Od co najmniej roku wiemy, że nawet 60 proc. postów w mediach społecznościowych nie publikują ludzie tylko zaprogramowane boty − wskazała szefowa Fundacji Panoptykon.

fot. PAP/Cezary Piwowarski
Liberalizm kontra demokracja
Zdaniem Piotra Trudnowskiego z Klubu Jagiellońskiego głównym zagrożeniem dla demokracji Zachodu jest utrata równowagi ustrojowej i tworzenie się oligarchii urzędniczej. W jego opinii demokracje liberalne od kilku dekad oddalają się od demokratycznej legitymizacji. Przesuwają władzę ku podmiotom niepochodzącym z wyboru, takich jak sądy i trybunały czy niektóre instytucje międzynarodowe. − Establishment polityczny często wybiera liberalizm przeciwko demokracji. Prowadzi to do frustracji społecznej i wzrostu ruchów określanych jako populistyczne. Z drugiej strony krytyka populizmu ze strony elit wynika z faktu, że inaczej głosujące grupy społeczne zaczynają odzyskiwać wpływ na politykę − tłumaczył.
Trudnowski podał przykład unieważnienia wyborów prezydenckich w Rumunii, gdzie w jego ocenie nastąpiła ingerencja wewnętrzna i zewnętrzna. − Tam ingerencja w proces wyborczy zaczęła się od działań mainstreamowej partii, która chciała osłabić konkurenta, wykorzystując TikToka. Antyeuropejskie siły mogły wejść później, ale nie były źródłem problemu − wskazał. Dodał, że nie wierzy w skuteczność wielu narzędzi przewidzianych w Europejskiej Tarczy Demokracji. Wybory w Rumunii potwierdzają według niego słuszność takiego myśłenia, ponieważ powstały narracje dezinformacyjne, które sugerują, iż tarcza może służyć do kwestionowania wyników wyborów. − Popularność takich narracji wynika z istniejącego społecznego poczucia, że instytucje europejskie ingerują w demokrację w sposób nieprzejrzysty − powiedział Trudnowski.
Źródło informacji: PAP MediaRoom

























Dodaj komentarz