Menu

Menu

Coraz trudniej o chętnych do pracy w samorządzie. Winne zarobki

Samorządy borykają się z poważnymi trudnościami w rekrutacjach na wszystkie stanowiska, na które wymagane są wykształcenie i kompetencje. Młodzi zdolni, którzy rozpoczynają karierę, oczekują wynagrodzenia większego niż pensja minimalna. Chcą mieć szansę na awans i znaczący wzrost dochodów w okresie kilku lat. O taką perspektywę w urzędach jednak trudno − mówi Mariusz Gołaszewski, prezes Aesco Group, instytucji analitycznej i doradczej świadczącej usługi dla samorządów i instytucji publicznych.

Mariusz Gołaszewski, prezes zarządu Aesco Group

Z analizy Aesco Group wynika, że średnia pensja w samorządach wynosi 3740 zł brutto, tymczasem GUS podaje kwotę ok. 5300 zł brutto. Skąd ta rozbieżność?

Mariusz Gołaszewski: GUS wyliczając średnie zarobki w samorządach, bierze pod uwagę nie tylko zwykłe pensje pracowników, lecz także premie, nagrody oraz odprawy. Warto zaznaczyć, że szczególnie odprawy zawyżają statystyki, gdyż bardzo wielu pracowników samorządów jest w wieku emerytalnym. Jeśli ich staż pracy był dłuższy niż 20 lat, to w ramach odprawy emerytalnej otrzymują jednorazowo sześciokrotność pensji. Dlatego mimo że wysokość wynagrodzenia samorządowców wyliczana przez GUS nie jest alarmująca, to nie odzwierciedla kwot, które otrzymują szeregowi pracownicy. W rzeczywistości to średnio 3740 zł brutto, czyli 2680 zł „na rękę”.

Czy na przestrzeni ostatnich lat możemy mówić o tendencji spadkowej zarobków samorządowych?

Mariusz Gołaszewski: W pojedynczych samorządach zdarzały się podwyżki, ale w większości jednostek samorządu terytorialnego wynagrodzenia od wielu lat utrzymują się na tym samym poziomie. A świat nie stoi w miejscu. Ceny w sklepach są wyższe niż przed kilkoma laty, znacząco zmniejszyła się siła nabywcza pieniądza. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy − urzędnicy zarabiają mniej niż jeszcze kilka lat temu.

Jakich stanowisk najbardziej dotyczy problem zaniżonych płac?

Mariusz Gołaszewski: Z informacji Aesco Group wynika, że samorządy borykają się z poważnymi trudnościami w rekrutacjach na wszystkie stanowiska, na które wymagane są wykształcenie i kompetencje. Młodzi zdolni, którzy rozpoczynają karierę, oczekują wynagrodzenia większego niż pensja minimalna. Ważna też jest dla nich jasna ścieżka kariery − nawet jeśli mieliby się podjąć niskopłatnej pracy, to chcą wiedzieć, że pozwoli im ona szybko rozwinąć kompetencje. Młodzi ludzie chcą mieć szansę na awans i znaczący wzrost dochodów w okresie kilku lat. O taką perspektywę w urzędach jednak trudno.

Jak na sytuację z wypłatami wynagrodzeń w samorządach wpłynęła pandemia? Czy kryzys pogłębił problem?

Mariusz Gołaszewski: Nasze wyliczenia dotyczyły sprawozdań finansowych za 2019 rok. Na dane za zeszły rok trzeba jeszcze poczekać. Choć finanse samorządów w wyniku walki z pandemią zostały mocno nadwyrężone, szacunki Aesco Group nie wskazują na znaczące pogorszenie sytuacji. Na razie pracownicy nie podejmują pochopnych decyzji dotyczących zmiany zatrudnienia z obawy przed zastojem w wielu branżach. Przewidujemy jednak, że po odmrożeniu i wstępnym ustabilizowaniu gospodarki odpływ pracowników zainteresowanych podjęciem pracy w administracji samorządowej może się pogłębić.

Czy wzrost płacy minimalnej wpłynął na sytuację urzędników zatrudnionych w gminach i powiatach?

Mariusz Gołaszewski: Płaca minimalna wzrosła, ale nie dostosowano do niej wynagrodzenia na stanowiskach kierowniczych. W rezultacie doszło do wypłaszczenia poziomu płac w urzędach. W związku z tym wyzwaniem stała się rekrutacja na wyższe stanowiska, wymagające szerszych kompetencji, np. zarządczych. Trudno znaleźć osoby, które wzięłyby na siebie odpowiedzialność za pracę całej komórki i wydawane decyzje, a w zamian zadowoliły się wynagrodzeniem zbliżonym do tego, które otrzymują osoby na niższych stanowiskach i nie ponoszą aż takiej odpowiedzialności.

Ten problem widać zwłaszcza w dużych miastach, gdzie urzędy muszą konkurować o wykwalifikowanych pracowników z dużymi firmami, oferującymi nie tylko lepsze wynagrodzenie, lecz także szereg benefitów pracowniczych, np. pakiet medyczny, ubezpieczenie, kursy językowe itp.

Czy praca w samorządzie może być dziś postrzegana jako atrakcyjna? Czy rekrutacja kompetentnych, doświadczonych specjalistów przy oferowanych warunkach finansowych jest problemem?

Mariusz Gołaszewski: Praca w administracji często wydaje się bezpieczna, choć niezbyt dobrze płatna. Ta „urzędowa stabilizacja” może być atrakcyjna pod kilkoma warunkami. Po pierwsze jeśli dotyczy pracy w małej miejscowości, gdzie koszty życia są mniejsze niż w dużych aglomeracjach. Po drugie w przypadku gdy pracownicy mieszkają w swoich rodzinnych miejscowościach −dzięki temu nie mają kosztów związanych np. z wynajęciem mieszkania. Po trzecie potencjalny pracownik musi mieć żyłkę społecznika oraz chęci, żeby realnie wpływać na lokalną społeczność. Młodzi ludzie, którzy chcą dynamicznie rozwijać swoją karierę zawodową, nie pójdą pracować w urzędzie na obecnych warunkach. Nawet jeśli to się stanie, to szybko zrezygnują po pierwszej ofercie od headhuntera.

Czy wśród problemów sygnalizowanych przez samorządowców są sprawy kadrowe? Czego oczekują w zakresie doradztwa?

Mariusz Gołaszewski: Tak, samorządy skarżą się między innymi na niedostateczną liczbę pracowników, np. w działach kontroli. Ostatnio skarbnik miasta z południowej Polski opowiadał nam, że choć jego jednostka ma podejrzenia co do nieprawidłowości w niektórych rozliczeniach, nie jest w stanie przeprowadzać weryfikacji stanu faktycznego w takiej skali, w jakiej byłoby to wskazane. Przyczyna jest prosta − w tamtejszym wydziale kontroli pracują tylko dwie osoby. Pracowników było więcej, ale odeszli na emerytury, a młodych – ze względu na niskie pensje − nie ma. Wszystko to dzieje się kosztem środków w budżecie miasta. Oznacza to, że pozorna oszczędność na wynagrodzeniach tak naprawdę generuje koszty.

Rozmawiała Małgorzata Szerfer-Niechaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.