Menu
  • Menu

    Brak wizji i wsparcia groźniejszy niż wirus

    Wśród prywatnych firm jest naprawdę nieźle, gorzej wygląda oferta podmiotów państwowych – w tym obszarze brakuje hitów sprzedażowych, by wymienić tylko RAKA czy ROSOMAKA. Nawet jeśli mamy produkty z wysokiej półki, to mają one zastosowanie w kraju, ale ze względu na brak państwowego wsparcia i należytej promocji nie są w stanie się przebić na świecie – mówi Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju.

    Sławomir Kułakowski

    Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju.

    Czy na tegorocznej edycji Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego będzie widać skutki kryzysu?

    Sławomir Kułakowski – Targi to impreza związana z obecnością ludzi – wystawców, delegacji zagranicznych, odwiedzających wystawę. Ze względu na sytuację związaną z pandemią w tym roku uczestników Salonu będzie zdecydowanie mniej niż w poprzednich latach, zwłaszcza tych spoza Europy, na których branży najbardziej zależy. Duża część wystawców zrezygnowała z MSPO ze względów ekonomicznych. I ja to rozumiem. Z drugiej strony rozumiem organizatora targów, który nie rezygnując z wydarzenia, a jedynie przygotowując je na innych warunkach, walczy o przetrwanie.

    O ironio, rządzący nie wykorzystali szansy, jaką daje pandemia, aby wykorzystać prestiż i rangę MSPO, który jest pierwszą imprezą obronną w Europie od czasu ogłoszenia pandemii. Można było zaprosić na tę okoliczność wysokich rangą przedstawicieli resortów obrony i pod pretekstem targów przedyskutować bieżące problemy, choćby sytuację na Białorusi. My też mieliśmy wątpliwości, czy brać udział w tegorocznej edycji Salonu, ale byliśmy z organizatorem od pierwszej edycji, więc teraz byłoby nie fair wycofać się. Jest to nasz wyraz wsparcia, pokazania, że byliśmy, kiedy MSPO powstawało, i jesteśmy teraz, kiedy jest ciężko.

    Na ten niełatwy gospodarczo czas przypada 25-lecie Izby. Jak wygląda świętowanie w warunkach pandemii?

    Sławomir Kułakowski – Postanowiliśmy, że w tym roku nie będzie żadnych jubileuszowych uroczystości. Na szczęście Izba była zarejestrowana w kwietniu, więc obchody możemy przeciągnąć na kolejny rok, z nadzieją, że wówczas sytuacja będzie lepsza. Niezręcznie byłoby świętować ze świadomością, że wiele firm, również w branży, ma problemy. Teraz jest dobry czas na uporządkowanie relacji z Polską Grupą Zbrojeniową, bo te – nie z naszej winy – są dalekie od wzorowych. Trudno mi zrozumieć, jak można pozostawać głuchym na wiedzę i doświadczenie członków Izby.

    Wiele mówi się o problemach konkretnych branż, zwłaszcza turystycznej. Jak odnajduje się w sytuacji pandemii branża obronna?

    – Sektor obronny to w większości firmy produkcyjne, a te zasadniczo wyszły z tego kryzysowego okresu obronną ręką. Podmioty, które bazują na kontraktach z MON bądź wieloletnich zamówieniach na eksport, praktycznie nie odczuły skutków pandemii. Wzorem sukcesów w produkcji na rynki obce może być WB. Polska Grupa Zbrojeniowa może się od nich uczyć.

    Wyniki Grupy są aż tak złe?

    Sławomir Kułakowski – W ubiegłym roku eksport sektora obronnego zmniejszył się o 120 mln euro. Przyczyn takiego wyhamowania eksportu jest wiele. Po pierwsze zmienił się właściciel, a państwo mimo 5 lat rządów PiS nie opracowało strategii promocji polskiego uzbrojenia za granicą. Nie ma zagranicznych konferencji, misji, udział PGZ w targach nie opiera się na żadnej spójnej koncepcji czy myśli przewodniej. Dopóki Izba miała pieniądze, kontynuowaliśmy promocję polskiej produkcji obronnej na 11 rynkach, ale w 2019 roku środki na ten cel się skończyły.

    Trzeba pamiętać, że eksport to nie jest gra losowa. Tu trzeba mieć strategię i wiedzę, bo wiele produktów bazuje na zagranicznych komponentach z patentami. Eksport finalnego produktu wymaga wówczas zgody kooperanta na sprzedaż zagraniczną na określonych warunkach. Wtedy zwykle robi się pod górkę, bo dostawca podzespołów stawia własne warunki. Bardzo boleję nad tym, że w Polsce na najwyższych szczeblach władzy brakuje wizji i zarządzania perspektywicznego.

    6 lat temu powołano do życia Polską Grupę Zbrojeniową, określając jej cele. Teraz trzeba sobie odpowiedzieć, czy te cele zostały osiągnięte, a jeśli nie, to jak zmienić taktykę, żeby je zrealizować. A może trzeba zmienić cele?

    Jaką pan wystawia ocenę PGZ po 6 latach istnienia?

    Sławomir Kułakowski – W mojej ocenie PGZ nie osiągnęła swoich celów z winy właściciela. Duża fluktuacja na stanowiskach kierowniczych nie sprzyja działaniom strategicznym. Mamy też do czynienia z przerostem zatrudnienia w Grupie. Czekam na oficjalne ogłoszenie wyników finansowych Grupy za ubiegły rok – to zweryfikowałoby różne doniesienia medialne i niedomówienia, a finalnie – miejmy nadzieję – ucięłoby pogłoski o stratach wynikających z niewłaściwego księgowania.

    Jak duży jest rynek obronny w Polsce?

    Sławomir Kułakowski – Nie ma rzeczywistych danych dotyczących zatrudnienia w sektorze obronnym. Jest jeszcze jedna ważna sprawa – na palcach jednej ręki można policzyć firmy, których działalność w stu procentach trafia na rynek zbrojeniowy. Większość równolegle ma w ofercie produkty lub usługi dla odbiorców cywilnych. W zakresie rynku obronnego funkcjonują od kontraktu do kontraktu, w międzyczasie skupiając wysiłki na rynku cywilnym. Ogólnie jednak przyjmuje się, że w branży obronnej znajduje zatrudnienie ponad 100 tys. osób.

    Jak odnalazły się w nowej rzeczywistości małe firmy z sektora obronnego?

    Sławomir Kułakowski – Trzeba powiedzieć o dwóch sprawach: są firmy, które szukają nowych ścieżek i rynków zbytu, a są takie, które żyją z rynku krajowego, głównie jako poddostawcy dla PGZ. Ani te, ani te nie otrzymały pomocy. Same musiały dostosować się do realiów rynkowych. Niektóre się przebranżowiły, inne uciekły w eksport, a część z nich wycofała się z rynku.

    Czy mamy w polskim przemyśle zbrojeniowym flagowy produkt, który warto promować, bo może być naszą dumą i z powodzeniem jest w stanie konkurować na świecie?

    Sławomir Kułakowski – Tu wskazałbym co najmniej dwie firmy: WB z ponad 100 mln zł z eksportu, co świadczy o tym, że produkty tej marki, głównie systemy bezzałogowe, łączności i dowodzenia, cieszą się uznaniem za granicą i jest na nie popyt. Podobnie sytuacja wygląda z firmą Teldat, która dostarcza komponenty dla amerykańskiej firmy Raytheon. Warto wspomnieć również o robotach, które produkuje PIAP. Wśród prywatnych firm jest naprawdę nieźle, gorzej wygląda oferta podmiotów państwowych – w tym obszarze brakuje hitów sprzedażowych, by wymienić tylko RAKA czy ROSOMAKA. Nawet jeśli mamy produkty z wysokiej półki, to mają one zastosowanie w kraju, ale ze względu państwowego wsparcia i należytej promocji nie są w stanie się przebić na świecie.

    Współpraca z jednostkami badawczo-rozwojowymi w zakresie opracowywania nowych technologii jest mocną czy słabą stroną polskiego przemysłu obronnego?

    Sławomir Kułakowski – Współpraca z instytutami przebiega dobrze, bo obie strony mają w tym interes. Jedyny problem, jaki dostrzegam, dotyczy braku właściwego dofinansowania. Komercjalizacja projektów badawczych wymaga dużych nakładów, a bez niej praca idzie na marne. Oczywiście łatwiej jest kupować gotowe wyroby zagraniczne, ale przecież nie o to chodzi. Rząd powinien dążyć do rozwoju rodzimej produkcji i odpowiednio tym mechanizmem sterować. Dokonując zakupów na światowych rynkach, MON łatwo może doprowadzić do stłamszenia krajowego przemysłu.

    MON zainwestował w samoloty F-35. To dobry krok?

    Sławomir Kułakowski – Jestem pesymistą i uważam, że to zakup narzucony nam przez Wielkiego Brata, bez żadnych negocjacji, bo komuś trzeba było je opchnąć. Weźmy Finlandię – jest przetarg, są rozpatrywane różne samoloty, nie ma pośpiechu ani presji. My bez mrugnięcia bierzemy, co dają, czyli samoloty, które nawet nie są do końca przetestowane. Bierzemy w ciemno samoloty F-35, które dadzą miejsca pracy amerykańskim pracownikom, bo kontrakt nie przewiduje zamówień kompensacyjnych. Niestety zakup ma wymiar polityczny, a my jesteśmy w międzynarodowej przepychance poszkodowaną stroną.

    Polska Grupa Zbrojeniowa nie wystawia eksponatów w tym roku na MSPO. Jak pan ocenia tę decyzję?

    Sławomir Kułakowski – Koronawirus jest dobrym pretekstem, żeby uniknąć uczestnictwa w targach, a tym samym poczynić znaczące oszczędności. Wiele firm w tym roku zrezygnowało z udziału w MSPO nie tyle ze względu na zagrożenie koronawirusem, ile z uwagi na trudną sytuację ekonomiczną. Niestety w tej branży targi online nie mają sensu. Tu potrzebny jest kontakt na żywo.

    Jak podsumowałby pan bieżący rok dla Izby?

    Sławomir Kułakowski – Niewątpliwie jest to ciężki rok. Muszę jasno powiedzieć, że nie zrealizowaliśmy zakładanych celów, ale nie spodziewaliśmy się takiej niechęci rządzących do samorządu gospodarczego, jaka ma miejsce w ostatnich latach. Musimy na siłę udowadniać, że to, co robimy, jest korzystne dla polskiego przemysłu. Utrzymując kontakty zagraniczne, widzę jak ogromna dzieli nas przepaść. Na Zachodzie państwo mocno wspiera struktury gospodarcze. U nas jak ktoś odniesie sukces, trzeba go pogrążyć i znaleźć na niego haka. Tak wygląda polskie piekiełko. Paradoksalnie, chcąc pomagać branży, mamy pod górkę. Podam tylko przykład, że po raz pierwszy ubyło nam kilkunastu członków, bo firmy należące do PGZ dostały polecenie odejścia z Izby. Mimo to nie poddajemy się i mamy nadzieję, że pandemia jak najszybciej ustąpi, bo znacznie ograniczyła kontakty międzyludzkie, które są dla nas kluczowe.

    Jak będzie wyglądało polskie wojsko za kilka lat?

    – Trudno cokolwiek przewidywać. Mogę powiedzieć jedno – w armii za dużo jest polityki. Wojsko powinno otwarcie mówić o swoich potrzebach, a rząd powinien te potrzeby uwzględniać na miarę możliwości finansowych państwa, a nie na odwrót.

    Rozmawiał Mariusz Gryżewski

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.