Gastronomia na skraju zapaści. Pracę straci ćwierć miliona osób
Sektor gastronomiczny przeżywa ogromne problemy. Rząd już ponad trzy miesiące temu „tymczasowo” zamknął lokale. Analiza Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej przedstawia zatrważające dane – niebawem aż 20% działalności stacjonarnych może upaść, a w efekcie pracę straci 250 tysięcy osób.
Gastronomia kontra pandemia
Wraz z branżą turystyczną to właśnie gastronomia została w największym stopniu dotknięta kryzysem. Lokale zostały zamknięte na początku 2020 roku. Później nastąpiło odmrożenie gospodarki, jednak w sezonie jesiennym działalność ponownie została zawieszona. W teorii „tymczasowo” na 14 dni. W praktyce jednak lokale są zamknięte od ponad trzech miesięcy, a rząd każe przedsiębiorcą oraz konsumentom dalej czekać.
Sytuacja ta prowadzi do wielu napięć. Branża gastronomiczna, a przynajmniej jej część, postanowiła więc otworzyć się sama. W akcji OtwieraMY wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy przedsiębiorców z całej Polski. Z otwartych lokali chętnie korzystają konsumenci, jednak restauracje muszą liczyć się z częstymi kontrolami oraz mandatami.
W 2020 roku cała gastronomia miała stracić nawet 30 miliardów złotych – tak wynika z analizy Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej. Są to straty, które branża będzie musiała nadrabiać latami. Nie wszystkim dane będzie jednak wznowić swoją działalność.
Gastronomia – nawet 15 tysięcy zamkniętych lokali
Niektóre restauracje oraz bary zamierzają zmienić swój model działalności. Całkowicie zlikwidują działalność stacjonarną na rzecz zamówień na dowóz. Z danych wynika, że po odmrożeniu gospodarki w Polsce nie otworzy się co piąta restauracja. Dla 250 000 osób będzie to oznaczało utratę pracy.
Izba Gospodarczej Gastronomii Polskiej informuje, że tylko 20 procent przedsiębiorców zdecydowała się na prowadzenie działalności na wynos/dowóz.
Zamówienia na wynos to zaledwie 5–10 procent dziennego, standardowego obrotu. Wyjątkiem są restauracje sieciowe, szybkiej obsługi, sushi i pizzerie, które najlepiej radzą sobie z serwisem dań na wynos. Nieźle radzą sobie znane sieci restauracji z systemem drive thru oraz restauracje sushi i pizzerie. Efekty nałożonych obostrzeń są jednak bezwzględne – około 90 procent rynku gastronomicznego utraciło płynność finansową lub jest na jej granicy powiedział Jacek Czauderna, prezes IGGP.
Jak informują sami przedsiębiorcy, najbardziej uciążliwe jest oczekiwanie na rządowe decyzje. Ich zdaniem pomoc od polityków jest zbyt mała, a w dodatku dalej nie wiadomo, kiedy będzie możliwe legalne otwarcie swoich działalności.
Gastronomia otworzy się dopiero w maju lub czerwcu?
Choć przedsiębiorcą zależy na jak najszybszym wznowieniu swoich działalności, to może się szybko nie wydarzyć. Świadczą o tym choćby słowa premiera z początku lutego.
Wytrzymajmy jeszcze chwilę – tych kilka tygodni, czy miesięcy – bo sądzę, że w maju lub czerwcu będzie już wiele zaszczepionych osób w Polsce i, że będziemy w stanie powoli wracać do tej gospodarczej normalności — stwierdził premier Mateusz Morawiecki podczas rozmowy z telewizją w Polsce.
Problem polega na tym, że do czerwca wiele działalności może upaść. Oznacza to gigantyczne straty dla samych przedsiębiorców oraz utratę źródła utrzymania dla pracowników. Polski rząd swoją strategię opiera na szczepieniu społeczeństwa. Program szczepień może się jednak opóźnić, ponieważ cała Unia Europejska ma problemy z dostawami szczepionek. Jak przyznał minister zdrowia Adam Niedzielski, oznacza to, że ciężko jest zaplanować harmonogram szczepień na najbliższe miesiące.
Gastronomia nie może więc liczyć na to, że już niebawem rząd poluzuje obostrzenia. Wręcz przeciwnie, najbliższe zapowiedzi polityków wskazują raczej na to, że z powodu wzrostu zakażeń restrykcje będzie należało zwiększyć.
Niestety, efekty nałożonych na branżę gastronomiczną obostrzeń są bezwzględne. Długi rosną, pracownicy są zwalniani, a perspektyw na poprawę sytuacji póki co nie ma.
Andrzej Dworzański


























Dodaj komentarz