Menu
Siedlisko Milachowo
Menu

W działaniach społecznych nie ma miejsca na zakulisowe gierki

Mnie polityka nie jest potrzebna do realizacji własnych ambicji czy zarabiania pieniędzy. Ambicje zaspokajam zawodowo − mam nadzieję, że niebawem dojdzie do wydania mojej książki, będącej podstawą habilitacji. Polityka jest dla mnie narzędziem do realizacji działań społecznych. Choć nie jestem posłem, radnym, wojewodą ani ministrem, w swojej działalności jestem skuteczniejszy niż wielu z nich! Wiem, do kogo zapukać, z kim się spotkać, co wynegocjować – mówi dr Marcin Jurzysta, prezes Inicjatywy Społecznej „Dziś dla Jutra”.

Marcin Jurzysta

Co było inspiracją do założenia inicjatywy „Dziś dla Jutra” i jakie cele przyświecają jej działalności?

Marcin Jurzysta: Hmm… Szczerze?

Tylko!

Marcin Jurzysta: Poirytowanie. Wtedy, gdy rządzili nami nieodpowiedzialni ludzie, przez których traciliśmy miliony euro, które mogły być przecież przeznaczone na działalność społeczną. Gdy rządzili nami ci, którzy ciągnęli nas w stronę wschodu i którzy organizacje NGO traktowali jako zagrożenie. Wówczas tkwiłem w organizacji, która nie dawała mi ani satysfakcji, ani możliwości realizowania swojej wizji, a przede wszystkim sprawczości decyzyjnej. Kocham zwierzęta i jestem czuły na ich los, ale wyprowadzanie zaniedbanych piesków spacery to nie powinien być kluczowy aspekt działalności społecznej podkarpackich młodych aktywistów Polski 2050, bo to ich mam na myśli. Na szczęście znalazło się tam również grono osób, które wiedziały, podobnie jak ja, że nie tędy droga. My chcieliśmy działać. Denerwowało mnie też to, że organizacja lekką ręką pozbywa się istotnych postaci lub poprzez praktyki zbliżone do mobbingu zmusza działaczy do odejścia ze struktur stowarzyszenia.  Niektóre osoby zjawiały się tylko raz, po czym obserwując sytuację, więcej się nie pojawiały.

Stwierdziłem, że tak być nie może. Nie można bowiem marnować tych wspaniałych pokładów energii, które drzemią w ludziach. Dziś w powołanej przeze mnie Inicjatywie Społecznej „Dziś dla Jutra” są osoby, które poznałem dzięki tamtej aktywności. Są to m.in. Anna Dral, Agnieszka Kempa, Anna Kucab, Magda Czyżewska, Małgorzata i Adam Dudkowie, Gosia Łaskarzewska, Robert Napieracz i Tomasz Kulesza.

Co w pracy politycznej i społecznej najbardziej napędza pana do dalszych działań?

Marcin Jurzysta: To, że można coś robić dla ludzi. Mnie polityka nie jest potrzebna do realizacji własnych ambicji czy zarabiania pieniędzy. Ambicje zaspokajam zawodowo − mam nadzieję, że niebawem dojdzie do wydania mojej książki, będącej podstawą habilitacji. Polityka jest dla mnie narzędziem do realizacji działań społecznych. Choć nie jestem posłem, radnym, wojewodą ani ministrem, w swojej działalności jestem skuteczniejszy niż wielu z nich! Wiem, do kogo zapukać, z kim się spotkać, co wynegocjować. Zresztą o tym wszystkim systematycznie informujemy opinię publiczną w naszych mediach społecznościowych, bo wiemy, jak ważna dla budowy pozytywnych relacji jest pełna transparentność. Tu nie ma miejsca na zakulisowe gierki.

Jak ocenia pan współczesny stan zaangażowania społecznego młodych osób w Polsce? Co można zrobić, by zwiększyć ich udział w działaniach społecznych?

Marcin Jurzysta: Jako nauczyciel ciągle powtarzam i będę powtarzał – mam wspaniałych uczniów! Gdy patrzę na moją młodzież z III LO w Rzeszowie, naprawdę serce się raduje. Uczniowie bardzo chętnie uczestniczą w wielu akcjach społecznych. Bieg Kolorowej Skarpetki, wsparcie dla uchodźców z Ukrainy, Akcja Żonkile to tylko te działania, które koordynowałem, a przecież moje koleżanki i koledzy również realizują ciekawe projekty z kreatywną młodzieżą. Jestem więc jednym z ostatnich, który będzie krytykował zaangażowanie społeczne młodych. Oczywiście to nie oznacza, iż będę tolerował wszelkie przejawy nieakceptowalnych społecznie zachowań, bo moją rolą jako nauczyciela jest poza wsparciem młodzieży pokazywanie im, gdzie popełniają błędy. Dotyczy to nie tylko młodzieży szkolonej, lecz także tej, z którą współpracowałem i współpracuję na niwie społecznej oraz politycznej.

Co można zrobić, aby młodych ludzi jeszcze bardziej włączać w życie społeczne? Dawać im wolną rękę, nie zmuszać, lecz zapraszać do dialogu i współdecydowania, tak aby mieli poczucie podmiotowości, sprawczości, ale też odpowiedzialności za podejmowane działania i pokory w tym, co robią. Na tym polega prawdziwa edukacja obywatelska w praktyce.

Jakie są pana najważniejsze plany na przyszłość w kontekście działalności społecznej i politycznej?

Marcin Jurzysta: Chcę skupić się na poszukiwaniu nowych członków. Chcemy kontynuować projekty, które realizujemy, ale potrzebujemy nowych, kreatywnych ludzi, którzy będą je udoskonalać i wpuszczać do DDJ trochę własnych pomysłów. Czas przecież mija, jesteśmy coraz starsi, zmieniają się okoliczności. Ci, którzy byli odpowiedzialni za nasze najbardziej sztandarowe akcje, jak chociażby badania przesiewowe dla małych pacjentów z trisomią, dziś z różnych powodów nie są tak aktywni. A przecież to jest działalność społeczna. Tu każdy daje tyle, ile może i na ile pozwala mu życie rodzinno-zawodowe. Poza tym regularne stykanie się z ludzkim cierpieniem nie pozostaje bez wpływu na samych wolontariuszy, którzy są podatni na wypalenie. Z racji naszych osobistych doświadczeń, o których wspomniałem wcześniej, wiemy, że pomagający powinni zadbać najpierw o siebie, aby skutecznie pomagać innym. Na ten moment poszukujemy zwłaszcza wolontariuszy związanych z ochroną zdrowia, ale chętnie podejmiemy współpracę z każdym, komu nie jest obojętny los drugiego człowieka;

Czy rozważa pan kolejny start w wyborach politycznych? Jeśli tak, jakie cele chciałby pan wówczas realizować?

Marcin Jurzysta: Tak jak powiedziałem, dla mnie polityka to tylko narzędzie, dzięki któremu można jeszcze skuteczniej działać społecznie. Jeśli kiedykolwiek byłbym odpowiedzialny za sprawy kraju lub regionu, to moim celem będzie powstanie w Rzeszowie wielkiego Instytutu Wsparcia Diabetologicznego. Chciałbym, żeby było to coś na kształt kliniki diabetologii w Instytucie Medycyny Wsi w Lublinie.

Zatem jakie działania podejmuje pan, aby budować zaufanie i angażować lokalne społeczności?

Marcin Jurzysta: Ciągle powtarzam, że bez wsparcia samorządów lokalnych i bez harmonijnej współpracy daleko nie zajdziemy. Dlatego jestem w dobrych relacjach z wieloma samorządowcami naszego regionu. Właśnie jestem umówiony z Damianem Szubartem, burmistrzem Łańcuta. W gronie moich współpracowników jest dr Tomasz Kulesza, wiceprzewodniczący Rady Powiatu Jarosławskiego. Konstruktywne rozmowy o rozwoju powiatu niżańskiego prowadzę z Gabrielem Waliłko i Janem Kowalem, radnymi tego powiatu. Jestem też w stałym kontakcie z radnymi wojewódzkimi Jolantą Kazimierczak i Krzysztofem Kłakiem.

Wspólnie staramy się wykuwać dobre rozwiązania dla Podkarpacia. Jednak takie rozwiązania nigdy nie będą możliwe bez zaangażowania przedsiębiorców, którzy w sprzyjających warunkach mogą ściągać do naszego regionu nowe inwestycje. Nie jest tajemnicą, że otaczam się imponującym gronem przedsiębiorców. Dowodem na to niech będzie fakt, że moją zastępczynią w stowarzyszeniu jest Agnieszka Kempa, prywatna przedsiębiorczyni.

Poza tym samorząd to także miejsce, gdzie powinny być niwelowane bariery komunikacyjne, architektoniczne, a nawet mentalne, związane z różnego rodzaju wykluczeniami. Ostatnio prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek powołał mnie do Rady ds. Osób z Niepełnosprawnościami. Mam nadzieję na twórczą pracę i możliwość przedstawiania dobrych rozwiązań.

Marcin Jurzysta

No właśnie, jakie są najpilniejsze potrzeby w kontekście walki z wykluczeniem społecznym w Polsce?

Marcin Jurzysta: To wspomniane bariery architektoniczne i komunikacyjne powinniśmy łamać w pierwszej kolejności, aby nigdy już nie istniały. Podjazdy, windy w budynkach użyteczności publicznej, tłumacze języka migowego, wiązki indukcyjne, odpowiednio oznaczone, sprofilowane przejścia dla pieszych, które powinny być wyposażone w sygnalizację dźwiękową. To nie luksus. To powinna być norma! Pozostaje również praca nad budowaniem świadomości społecznej o różnych formach wykluczenia. Pod moim postem na Instagramie o wsparciu w wyborach prezydenckich Rafała Trzaskowskiego pojawiło się wiele hejtujących komentarzy. Nie odnosiły się one do moich poglądów politycznych, lecz do mojej niepełnosprawności. To dowód na to, jak dużo jeszcze pracy nas czeka w uświadamianiu społeczeństwa.

W swojej działalności mocno podkreśla pan konieczność zmiany języka, aby walczyć z wykluczeniami.

Marcin Jurzysta: Tak, bo język odzwierciedla to, co myślimy gdy ktoś „się zapędzi”. W przypadku hejtu można sięgnąć po kroki prawne, ale ważne są też działania społeczne. Po wypowiedzi Grzegorza Brauna na temat Akcji Żonkile, w której obraził nie tylko miliony ofiar Holokaustu, ale także tych, którzy upamiętniali tamtą tragedię – m.in moich uczniów − stwierdziłem, że będę zrywał plakaty tego kandydata. Nigdy tego nie robię wobec przeciwników politycznych, ale pewnych granic ludzkiej przyzwoitości nie można przekraczać. Gdy z kolei jeden z radnych podczas obchodów okrągłej rocznicy utworzenia szkoły integracyjnej wyrażał radość, że istnieje miejsce dla dzieci „z defektami”, było dla mnie jasne, że nie podejmę z nim współpracy. PiS przyjął tego człowieka bez żadnych obiekcji.

Pozwoli pan, że zadam pytanie nieco prywatne. Jakie przeszkody musiał pan pokonać w swojej karierze społecznej i politycznej jako osoba z niepełnosprawnością ruchową? Jakie rady dałby pan osobom, które obawiają się działać w przestrzeni publicznej?

Marcin Jurzysta: Przede wszystkim z założenia muszę starać się bardziej, żeby mieć swoje miejsce w przestrzeni publicznej. Chyba ma trochę racji Andrzej Saramonowicz, który powiedział mi kiedyś, że gdy idę i się kiełaczę, to ludzie myślą, że w głowie też mi się kiełacze. I ten hejt, o którym mówiłem wcześniej, jest tego przykładem. Obok tego istnieje też strach ludzi, którzy rzadko  − jeśli w ogóle − stykają się z niepełnosprawnością. Powstaje w nich blokada, bo nikt nie nauczył ich, jak mają się wobec mnie zachować.

Jest również niechęć wynikająca z faktu, że społeczeństwo generalnie kojarzy ludzi z niepełnosprawnościami jako osoby roszczeniowe. To wszystko na szczęście ciągle udaje mi się pokonywać. Jako nauczyciel wiem, jak ważny jest dialog, dlatego zawsze najpierw słucham, a dopiero potem mówię. Stąd chyba wziął się ten mój magnez do zjednywania sobie ludzi. Mam do nich niebywałe szczęście. W gronie IS DDJ tworzymy naprawdę świetny team.

 

Jedna odpowiedź do “W działaniach społecznych nie ma miejsca na zakulisowe gierki”

  1. SzySzy pisze:

    I to jest to! Dosyć partyjniactwa. Politycy do łopat wolni Polacy dla Ojczyzny. Gratuluje Panie doktorze trafnego spojrzenia! Dosyć szaraków bez godności i własnego zdania.????

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.