Menu
Siedlisko Milachowo
Menu

Niewidzialna ręka w polskim biznesie i samorządach

W Polsce o służbach specjalnych mówi się dużo, ale rozumie się je mało. Debata publiczna kręci się wokół personaliów: kto kogo podsłuchiwał, kto komu kazał. Tymczasem istota problemu leży głębiej: w systemie, który od 30 lat nie został naprawiony. Przez lata diagnozowałem patologie polskiego systemu służb specjalnych. Wynikiem tej pracy jest „Dekalog patologii służb specjalnych”. Pozwolę sobie przedstawić te z nich, które bezpośrednio dotykają czytelników – przedsiębiorców i samorządowców, którzy budują gospodarkę.

służby bezpieczeństwa

„Topikarstwo” − jak służby niszczą firmy

Zacznijmy od zjawiska, które w środowisku określam mianem topikarstwa. Mechanizm jest prosty, choć jego konsekwencje bywają druzgocące. Służby specjalne lub ich byli funkcjonariusze działający w sektorze prywatnym wykorzystują wiedzę operacyjną do niszczenia firm, przejmowania przedsiębiorstw i eliminowania konkurencji. Przedsiębiorca, który staje na drodze komuś z odpowiednimi kontaktami, może w ciągu kilku miesięcy stracić firmę budowaną przez dekady.

Jak to działa? Wystarczy kontrola operacyjna, która ujawnia wrażliwe dane biznesowe. Lub „zaprzyjaźniony” prokurator, który wszczyna postępowanie na podstawie spreparowanego materiału. Wystarczy „biegły”, którego opinia jest z góry ustalona. Przedsiębiorca nie wie, że jest obiektem operacji, skąd nagle pojawiły się problemy z kontrahentami, kontrole skarbowe jedna po drugiej, skąd artykuły w mediach odsłaniające informacje, które znał tylko wąski krąg osób. To nie teoria spiskowa. To systemowy mechanizm, który wynika z braku realnej kontroli nad tym, co służby robią z wiedzą pozyskaną w trakcie działań operacyjnych.

Brak kontrwywiadowczej ochrony biznesu

Polska jest jednym z nielicznych dużych państw Unii Europejskiej, które nie mają systemowego programu ochrony sektora prywatnego przed obcym wywiadem gospodarczym. Nasi przedsiębiorcy działają na rynku, na którym wywiad rosyjski, chiński i inne prowadzą aktywne operacje pozyskiwania technologii, danych i kontaktów, a państwo polskie nie oferuje żadnej tarczy.

Praktycznie nie istnieje instytucja, do której polski przedsiębiorca mógłby zgłosić się z podejrzeniem, że jego firma jest obiektem zainteresowania obcego wywiadu. Nie ma programu edukacji kontrwywiadowczej dla biznesu ani systemu wczesnego ostrzegania. Przedsiębiorca jest zdany na siebie, a jeśli padnie ofiarą szpiegostwa gospodarczego, organy państwa niewiele to interesuje.

Emeryci służb − wiedza operacyjna na sprzedaż

Trzecia patologia, o której muszę powiedzieć, dotyczy braku kontroli nad byłymi funkcjonariuszami służb. Oficer, który odchodzi ze służby, zabiera ze sobą wiedzę operacyjną: kontakty, metody, informacje o ludziach i firmach. W wielu państwach zachodnich istnieje tak zwany cooling-off period − okres, w którym były funkcjonariusz nie może podejmować określonej działalności. W Polsce takiego mechanizmu nie ma.

Byli oficerowie stają się konsultantami ds. bezpieczeństwa, lobbystami, doradcami. Nierzadko oferują klientom dokładnie to, czego nauczyli się w służbie: inwigilację, zbieranie informacji o konkurencji, budowanie sieci wpływów. W skrajnych przypadkach wiedza operacyjna trafia na usługi obcych wywiadów. System pozwala na to, bo nikt nie kontroluje, co były funkcjonariusz robi po odejściu ze służby.

Służby kontra samorząd

Kolejna patologia dotyczy systemowego wykorzystywania służb specjalnych jako narzędzia nacisku na samorządy. Polska jest jednym z europejskich liderów pod względem liczby zastosowań kontroli operacyjnej. Podsłuchy są masowe i praktycznie niekontrolowane. Nadzór sądowy nad ich stosowaniem ma charakter iluzoryczny − sądy w praktyce akceptują wnioski służb niemal automatycznie. W tej machinie samorządowcy stanowią grupę szczególnie narażoną.

Mechanizm wygląda następująco. Starosta, burmistrz, prezydent miasta podejmuje decyzje o wielomilionowych inwestycjach, przetargach, zagospodarowaniu przestrzennym. To czyni go obiektem zainteresowania. Nie musi robić niczego nielegalnego. Wystarczy, że jego decyzje nie są po myśli kogoś, kto ma dostęp do narzędzi operacyjnych. Pierwszym krokiem jest kontrola operacyjna − podsłuch telefonów, monitoring korespondencji elektronicznej, obserwacja. Samorządowiec o tym nie wie. Nie ma żadnej procedury, która zobowiązywałaby służby do powiadomienia go o inwigilacji po jej zakończeniu, w odróżnieniu od rozwiązań znanych choćby z prawa niemieckiego, gdzie § 101 Kodeksu postępowania karnego (Strafprozessordnung) nakłada na organy obowiązek poinformowania osoby podsłuchiwanej po zakończeniu działań operacyjnych.

Drugim krokiem bywają prowokacje operacyjne. Służby lub osoby z nimi powiązane celowo tworzą sytuacje kompromitujące. Podstawiony przedsiębiorca oferuje łapówkę. Aranżowane jest spotkanie, na którym padają dwuznaczne propozycje. Wszystko jest rejestrowane. Materiał trafia do prokuratury lub do mediów. Trzecim krokiem jest medialne zniszczenie. Nawet jeśli postępowanie karne kończy się umorzeniem lub uniewinnieniem, samorządowiec jest już politycznie martwy. Reputacja, budowana latami na lokalnej scenie, zostaje zniszczona w ciągu jednego cyklu informacyjnego.

Chcę to powiedzieć wprost: znam przypadki, w których prowokacje operacyjne wobec samorządowców miały charakter czysto polityczny. Ich celem nie było wykrycie przestępstwa, lecz wymuszenie określonej decyzji lub eliminacja niewygodnego − niezależnego − człowieka. Samorządowiec nie ma w takim systemie żadnej realnej ochrony prawnej. Nie może się odwołać od inwigilacji, o której nie wie. Nie może zakwestionować prowokacji, której istnienia nie jest w stanie udowodnić. Jest sam wobec aparatu, który dysponuje zasobami nieporównywalnie większymi niż budżet jakiejkolwiek gminy na obsługę prawną.

Dopóki nie zmienimy tego systemu, samorząd terytorialny w Polsce będzie funkcjonował w cieniu zagrożenia, które nie pochodzi od przestępców czy korupcji, lecz od państwa, które miało go chronić.

Rozwiązanie – pięć kluczowych zmian

Diagnoza bez recepty jest bezwartościowa. Dlatego, jako specjalista z olbrzymim doświadczeniem, od lat pracuję nad konkretnymi propozycjami reform, które złożyły się na Białą Księgę pod tytułem „Reforma Służb Specjalnych”. Oto ich esencja.

1. Niezależny nadzór parlamentarny

Sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych w obecnym kształcie jest fasadą. Nie dysponuje realnymi narzędziami kontroli. Opozycja dowiaduje się o operacjach służb z mediów, nie z raportów komisji. Model, do którego powinniśmy dążyć, to brytyjski Intelligence and Security Committee of Parliament (ISC). Komisja ta po reformie z 2013 r. uzyskała prawo wglądu w przeszłe operacje, kompetencję wymuszania ujawnienia informacji niejawnych, niezależny sekretariat i prawo wyboru własnego przewodniczącego. Nie musimy kopiować rozwiązań brytyjskich jeden do jednego, ale zasada jest jasna: nadzór parlamentarny musi mieć zęby, a nie tylko legitymację.

2. Centralny Urząd Koordynacji Służb (CUKS)

ABW, SKW, CBA, SWW − polskie służby rywalizują ze sobą zamiast współpracować. Walczą o budżety, wpływy i łupy operacyjne. Potrzebujemy instytucji niezależnej od bieżącej polityki rządowej, która koordynowałaby pracę wszystkich służb, eliminowała dublowanie kompetencji i zapewniała spójność działań kontrwywiadowczych. Wzorem może tu być litewska struktura, w której Specjalna Służba Śledcza (STT) działa jako niezależny organ podlegający bezpośrednio prezydentowi i parlamentowi, z jasno określonym mandatem i transparentną sprawozdawczością.

3. Ochrona kontrwywiadowcza biznesu

Polska potrzebuje systemowego programu osłony sektora prywatnego przed szpiegostwem gospodarczym. Taki program powinien obejmować instytucję kontaktową dla przedsiębiorców podejrzewających zainteresowanie obcych wywiadów, regularne szkolenia kontrwywiadowcze dla firm strategicznych, system wczesnego ostrzegania oparty na współpracy służb z sektorem prywatnym oraz mechanizm ochrony informacji handlowych pozyskanych przez służby w toku ich działalności. Wówczas wiedza zdobyta podczas operacji nie wracałałaby na rynek jako narzędzie nieuczciwej konkurencji.

4. Prawa obywateli, przedsiębiorców i samorządowców

Tu proponuję trzy konkretne mechanizmy. Po pierwsze − obowiązek powiadomienia ex post o stosowaniu kontroli operacyjnej. Wzorem jest niemiecki § 101 Strafprozessordnung. Nakłada on na organy obowiązek poinformowania osoby inwigilowanej po zakończeniu działań, z możliwością odroczenia powiadomienia jedynie w ściśle określonych przypadkach. Obywatel, a zwłaszcza samorządowiec lub przedsiębiorca, musi wiedzieć, że był obiektem inwigilacji, i mieć prawo zakwestionowania jej legalności. Po drugie − powołanie niezależnego Rzecznika Kontroli Operacyjnej, instytucji stojącej na straży legalności działań operacyjnych służb, do której każdy obywatel mógłby zwrócić się z wnioskiem o zbadanie, czy był poddany inwigilacji i czy działania te były zgodne z prawem.

I po trzecie − ustawowy zakaz wykorzystywania materiałów z kontroli operacyjnej do celów politycznych. Materiały zdobyte w ramach działań operacyjnych nie mogą trafiać do mediów, służyć jako narzędzie szantażu ani być używane do prowokacji wobec samorządowców, przedsiębiorców czy działaczy politycznych. Naruszenie tego zakazu powinno stanowić przestępstwo ścigane z urzędu, z konsekwencjami karnymi dla funkcjonariuszy odpowiedzialnych za wyciek.

Samorządowiec, który podejmuje decyzje w imieniu lokalnej wspólnoty, zasługuje na taką samą ochronę przed nadużyciami aparatu państwowego, jaką mają parlamentarzyści chronieni immunitetem. Nie chodzi o bezkarność, lecz o to, aby starosta czy burmistrz mógł podejmować decyzje w interesie mieszkańców bez obawy, że służby zniszczą jego życie za to, że powiedział „nie” komuś, kto miał wystarczające koneksje.

5. Kontrola emerytów służb

Obowiązek rejestracji działalności doradczej i konsultingowej byłych funkcjonariuszy służb, zakaz podejmowania pracy w sektorach objętych wcześniejszą działalnością operacyjną przez okres co najmniej 3 lat (cooling-off period) oraz obowiązek składania oświadczeń majątkowych przez 5 lat po odejściu ze służby. To rozwiązania stosowane w wielu państwach NATO. Nie ma powodu, dla którego Polska miałaby być wyjątkiem.

Tójmorze jako tarcza suwerenności gospodarczej

Reforma służb specjalnych to warunek konieczny suwerenności gospodarczej, ale nie wystarczający. Polska potrzebuje również wzmocnienia od zewnątrz. I tu pojawia się inicjatywa Trójmorza (Three Seas Initiative, 3SI). To platforma współpracy 13 państw UE, obejmująca ponad 110 milionów mieszkańców. Łącznie gospodarki Trójmorza tworzą szóstą co do wielkości ekonomię świata. To nie jest abstrakcja geopolityczna; to realna przestrzeń gospodarcza, w której polscy przedsiębiorcy mogą i powinni budować swoją przyszłość.

Fundusz Inwestycyjny 3SIIF, powołany w 2019 r. z wkładem państw członkowskich sięgającym miliarda dolarów, koncentruje się na infrastrukturze transportowej, energetyce i cyfryzacji. Decyzje inwestycyjne funduszu są podejmowane na zasadach czysto komercyjnych, w izolacji od wpływów politycznych rządów, co samo w sobie stanowi model, z którego polskie służby mogłyby się uczyć.

Polska jest naturalnym liderem Trójmorza. Jesteśmy największą gospodarką regionu, mamy najsilniejszy potencjał demograficzny, zasiadamy w G20. Szczyt Trójmorza w Dubrowniku będzie kluczowym momentem dla przyszłości Inicjatywy. Trójmorze to nie tylko infrastruktura. To odpowiedź na trzy strategiczne zależności, które zagrażają polskiej i regionalnej suwerenności: zależność energetyczną od Rosji, zależność technologiczną od Chin oraz zależność od zachodnioeuropejskich łańcuchów dostaw, które − jak pokazała pandemia − potrafią się zerwać w ciągu tygodni. Nearshoring i zasada local content − skracanie łańcuchów dostaw i budowanie ich w obrębie regionu Trójmorza − to nie protekcjonizm, lecz rozsądek.

Fundacja Trójmorze, którą mam zaszczyt reprezentować, powstała właśnie po to, aby tworzyć przestrzeń dla polskich przedsiębiorców w tym regionie. Łączymy biznes z polityką, analizę z działaniem, ekspertyzę z kontaktami. Jednak żadna platforma biznesowa nie zastąpi systemowej ochrony ze strony państwa. I tu klamra się zamyka. Jeśli polskie służby specjalne nie chronią rodzimego biznesu przed obcym wywiadem, Trójmorze jest otwarte na infiltrację. Jeśli byli funkcjonariusze sprzedają wiedzę operacyjną za granicę, infrastruktura budowana z Funduszu 3SIIF jest zagrożona. Jeżeli przedsiębiorcy boją się rozwijać firmy, bo „topikarstwo” może ich zniszczyć w każdej chwili, polski potencjał w Trójmorzu pozostanie niewykorzystany. Jeśli samorządowcy podejmują decyzje inwestycyjne pod presją prowokacji operacyjnych, nie ma mowy o wolnym rynku.

Reforma służb i budowa Trójmorza to nie dwa odrębne tematy. To dwa filary suwerenności i bezpieczeństwa Polski.

Zamiast podsumowania

Tegoroczny Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach obraduje pod hasłem „Siła dialogu”. Chcę potraktować to hasło serio. Dialog oznacza gotowość do mówienia prawdy, również tej niewygodnej. Oznacza też gotowość do słuchania, również tych, którzy mówią rzeczy, których nie chcemy usłyszeć.

Silna gospodarka wymaga wolnych przedsiębiorców i silnych sojuszy. Wymaga samorządowców, którzy mogą służyć swoim wspólnotom bez strachu. Reforma służb specjalnych i rozwój Inicjatywy Trójmorza to dwa filary tego samego projektu. Chodzi o projekt budowy państwa, które chroni swoich obywateli, zamiast ich inwigilować i prześladować; które wspiera swoich przedsiębiorców, zamiast ich niszczyć; które szanuje swoich samorządowców, zamiast traktować ich jako cele operacyjne.

 

Maciej Lisowski, Lex NostraMaciej Lisowski − absolwent bezpieczeństwa narodowego, prawnik, ekonomista, profesor uczelniany, pułkownik rezerwy DS. Fundator i członek zarządu Fundacji Trójmorza, założyciel i dyrektor Fundacji LEX NOSTRA, prezes Instytutu Myśli Kornela Morawieckiego. Doradca ds. reformy służb specjalnych Ogólnopolskiej Federacji Bezpartyjni i Samorządowcy, pełnomocnik struktur na województwo dolnośląskie, wiceprezes Partii Stronnictwo Pracy. Posiada tytuł DBA i dwa dyplomy Executive MBA. Ukończył 12 kierunków studiów podyplomowych z zakresu prawa, ekonomii i bezpieczeństwa. Odznaczony medalem „Pro Patria”, Srebrnym Krzyżem Legionowym, Krzyżem Służby Niepodległości, Odznaką Człowieka Wolności i Solidarności oraz amerykańskimi challenge coins. Laureat nagród Orły Wprost i Lider Przedsiębiorczości.

 

Zdjęcie: archiwum prywatne Maciej Lisowskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.