Menu
Siedlisko Milachowo
Menu

Jedni idą, drudzy się chwieją

Wydajność pracy w USA jest najwyższa na świecie i od dwóch lat na najwyższym poziomie w historii. Takie wyniki są efektem ostatnich trudnych lat, kiedy każdy przedsiębiorca musiał ciąć koszty, aby przetrwać. W ten sposób amerykańscy producenci stali się szczupli i efektywni. Lepsza wydajność pozwala im obecnie na podwyżki płac, ale także – co jest bardziej widoczne – na zwiększanie nakładów na rozwój

Czesław Rychlewski

Na koniec trzeciego kwartału br. stopa bezrobocia w USA wyniosła 5,9 proc. – podał amerykański Departament Pracy. – Było to o 0,2 pkt. proc. mniej niż przewidywali analitycy. Także wyniki produkcji wskazywały, że Ameryka wprawdzie powoli, ale wychodzi z kryzysu. Produkcja rośnie stale od 3 lat. Wpływ na to ma oczekiwanie, że Stany Zjednoczone niebawem będą niezależne energetycznie, a niskie ceny energii skłaniają do pozostawania firm produkcyjnych na rodzimym rynku. Powstają też nowe fabryki. Znajduje to odbicie w wyższych wydatkach na budownictwo przemysłowe i wyposażenie firm produkcyjnych. To producenci w USA opłacają 2/3 całego prywatnego sektora badań i rozwoju oraz wprowadzają więcej innowacji niż jakakolwiek inna dziedzina gospodarki.

Wieści zza oceanu nastrajają optymistycznie, bo to, co się dzieje w USA, oddziałuje na całą globalną gospodarkę. Nie zanosi się jednak na to, żeby w tę samą stronę zmierzała Unia Europejska. Jest ona obecnie w stanie zadyszki i niewykluczone, że wejdzie w drugą fazę kryzysu. Cóż, jedni wstają po ciosach zadanych przez kryzys i idą do przodu, a drudzy się chwieją i ledwo trzymają na nogach.

Słabe, kruche i nierówne

Europoseł PO Dariusz Rosati przyznaje, że Europa znowu wpadła w gospodarcze turbulencje. Rok 2014 zamiast – jak zapowiadano jeszcze kilka miesięcy temu – być rokiem wychodzenia z kryzysu, okazuje się kolejnym okresem stagnacji. Jesienią na rynkach finansowych znowu zapanowała nerwowość i pojawiło się zagrożenie bankructwem Grecji. Poważnej zadyszki dostała nawet niemiecka gospodarka, która zanotowała spadek produkcji. Rząd w Berlinie obniżył prognozę wzrostu gospodarczego dla Niemiec na 2014 rok z 1,8 proc. do 1,2 proc. – poinformował minister gospodarki Sigmar Gabriel. W przyszłym roku tempo wzrostu ma wynieść 1,3 proc. zamiast zapowiadanych wcześniej 2 proc. – Europejski Bank Centralny gotów jest podjąć niestandardowe kroki, by walczyć ze zbyt niską inflacją w strefie euro, która spadła do poziomu minimalnie powyżej zera – powiedział szef EBC Mario Draghi po spotkaniu Rady Prezesów w Neapolu.

Zbyt niska inflacja w strefie euro jest pochodną stagnacji gospodarczej i grozi deflacją, przed czym od wielu miesięcy ostrzegają ekonomiści. Szef EBC ocenił, że ożywienie gospodarcze jest słabe, kruche i nierówne. Bank podejmuje od dłuższego czasu różne działania, by ożywić gospodarkę i podnieść inflację do poziomu bliskiego 2 proc., ale jak dotąd kroki te nie okazały się wystarczająco efektywne. Znacznie niższy niż oczekiwano był np. popyt na ofertę nowych, długoterminowych kredytów dla banków, którą EBC przedstawił we wrześniu jako element programu stymulowania gospodarki poprzez udzielanie przedsiębiorstwom większej liczby kredytów. – Obecna sytuacja to splot kilku czynników – powiedział Dariusz Rosati. Przede wszystkim Unia Europejska jest toczona sporami. Niby nic nowego, ale teraz to pogłębia nastrój niepewności. Wskazał on m.in. na zawirowania wokół budżetów Francji i Włoch. Kraje te będą się ubiegać o przedłużenie terminu, w którym muszą zredukować swoje deficyty. Drugim, równie mocnym, czynnikiem niepewności jest powrót problemu Grecji. – Sondaże wskazują, że wybory może wygrać radykalnie lewicowe ugrupowanie Syriza, które zapowiada wypowiedzenie współpracy z Unią Europejską. Ta perspektywa spowodowała załamanie na greckich giełdach i wzrost rentowności greckich obligacji. Strefa euro znowu szoruje brzuchem po dnie – powiedział Rosati.

Perspektywy gospodarcze też są, jego zdaniem, dość mgliste. Nie udało się dotychczas ożywić inwestycji w Europie. Niemcy, które teoretycznie mogłyby to zrobić, stawiają sobie za cel zrównoważenie budżetu. Z kolei Francji, która takich oporów nie ma i chciałaby dosypać pieniędzy do gospodarki, nie pozwala na to Komisja Europejska. – W strefie euro konieczne są reformy strukturalne, bez nich bowiem nie uda się przywrócić trwałego wzrostu gospodarczego – oświadczył Mario Draghi w czasie wystąpienia w Brookings Institution w Waszyngtonie. – Obecny potencjalny wzrost gospodarczy nie jest wystarczający, aby umożliwić wyjście z wysokiego bezrobocia. Jest również zbyt niski, aby stworzyć szansę na przezwyciężenie wysokiego zadłużenia, które jest pozostałością kryzysu.

Kapitał ucieka, rubel dołuje

A co się dzieje w Rosji po wymianie gospodarczych ciosów w postaci sankcji? Od początku roku wywieziono z tego kraju ponad 90 mld dol. – poinformowała prezes rosyjskiego banku centralnego Elwira Nabiullina. Ucieczka kapitału to charakterystyczny syndrom strachu inwestorów. Z podobnym odpływem walut do zagranicznych banków Rosja spotkała się w 2008 roku, kiedy rozpoczął się globalny kryzys, a Kreml rozpętał konflikt zbrojny z Gruzją.

Zachwianie gospodarki widać też po osłabieniu rubla. To z kolei wywołuje wycofywanie z banków oszczędności obywateli, które są zamieniane na twardą walutę. Rosnąca inflacja zjada zyski z oprocentowania na kontach. Według rosyjskich ekspertów na razie nie dostrzeżono oznak paniki, ale w dłuższej perspektywie przed bankami i kantorami mogą się zacząć ustawiać kolejki. Ich zdaniem rubel nadal będzie tracił na wartości. – Gdybym poradził Rosjanom, co mają robić, pobiegliby jak najszybciej do kantorów i wymienili ruble na dolary lub euro – powiedział w wywiadzie dla telewizji „Deszcz” szef portalu „Slon.ru” Andriej Garianow.

Szefowa banku centralnego Rosji Elwira Nabiullina przyznała się do porażki i stwierdziła, że jeśli rynek nadal będzie obracał się przeciwko rublowi, to bank nie powstrzyma spadku jego wartości. Na dodatek rosyjska gospodarka ma kłopoty ze względu na spadające ceny ropy. Odnotowano zjazd z poziomu 115 dol. za baryłkę w czerwcu do 86 dol. pod koniec bieżącego roku.

Mniej optymizmu

Problemy trapiące globalną gospodarkę dostrzegł też Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który obniżył tegoroczną prognozę wzrostu dla świata do 3,3 proc. (o 0,4 pkt. proc.). W opublikowanym raporcie „World Economic Outlook” tłumaczy, że rewizji w dół dokonano głównie z powodu słabszej, niż zakładano, aktywności gospodarczej w pierwszej połowie 2014 roku. Prognoza na 2015 rok została zrewidowana w dół tylko nieznacznie, do 3,8 proc. Przyjęto założenie, że wzrost będzie napędzany ożywieniem w krajach rozwiniętych, gdzie banki dosypią pieniędzy do gospodarczego obiegu, a także, że nastąpi stopniowe łagodzenie napięć geopolitycznych.

Jak podkreślił główny ekonomista MFW Olivier Blanchard, na razie efekty kryzysu ukraińskiego nie rozprzestrzeniły się na dużą skalę, a chaos na Bliskim Wschodzie nie miał znaczącego wpływu na poziom cen energii. Jednak jasne jest, że to może się zmienić w niedalekiej przyszłości, co będzie miało poważne konsekwencje dla światowej gospodarki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.