Menu

Menu

Inwestować czy nie inwestować? Złoto pewniejsze od giełdy

Wszystkie znaki na gospodarczym niebie mówią, że w niedługim czasie w USA możliwa jest hiperinflacja sięgająca nawet 15 proc. Rezerwa Federalna jest między młotem a kowadłem. Z dużym prawdopodobieństwem wybierze mniejsze zło, czyli pogorszenie się stopy życiowej obywateli. Jak to wpłynie na giełdę i światowe rynki akcji − wyjaśnia Krzysztof Sadecki, analityk finansowy, biznesmen i redaktor naczelny magazynu „Businessman Today”.

Legenda z XII w. p.n.e. o mitycznej parze potworów – Scylli i Charybdzie − grasujących w Cieśninie Mesyńskiej idealnie oddaje naszą rzeczywistość. Ich zwyczaje oraz przerażenie marynarzy, którzy się z nimi zetknęli, opisuje m.in. Homer w „Odysei” i Wergiliusz w „Eneidzie”. Scylla zajmowała jedną stronę cieśniny, Charybda – drugą. W wąskiej cieśninie marynarze nie mogli uniknąć obu potworów, więc kapitan musiał wybierać mniejsze zło. Według Homera Odyseuszowi powiedziano, że wiry Charybdy mogą zatopić cały statek, podczas gdy Scylla może zabić tylko garstkę jego marynarzy. Dlatego Odyseusz zdecydował się przepłynąć obok Scylli, bo „zdecydowanie lepiej stracić sześciu ludzi i zachować statek, niż całą załogę”.

Opisana historia to metaforyczne ostrzeżenie. Dziś konieczność wyboru między dwiema negatywnymi opcjami na rynku finansowym jest bardzo realna. Wydaje się, że w takiej sytuacji znalazła się Rezerwa Federalna.

Jak Fed wpłynął pomiędzy dwa potwory

Starając się ożywić gospodarkę w czasie pandemii, Fed obniżył stopy procentowe. Średnia 30-letnia stopa oprocentowania kredytów hipotecznych dla nabywców domów osiągnęła na początku br. najniższy w historii poziom 2,65 proc. Podobnie rekordowo niski poziom − 2,14 proc. − miały zeszłego lata rentowności obligacji korporacyjnych o ratingu AAA. Amerykańska 10-letnia obligacja skarbowa spadła do rekordowo niskiego poziomu 0,52 proc. Z kolei 28-dniowa stopa weksla skarbowego rządu USA przez krótki okres stała się ujemna, co nigdy wcześniej nie miało miejsca.

Skutki tak niskich stawek są oczywiste. Przy tak niskich stopach zadłużenia przedsiębiorstw giełda przeżyła boom. Ponieważ konsumenci mogli tanio pożyczać pieniądze, ceny domów skoczyły do rekordowego poziomu. Okazuje się, że obniżając stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu, Fed wpłynął prosto do Cieśniny Mesyńskiej i za chwilę utknie między dwoma potworami. Po jednej stronie Cieśniny grasuje potwór inflacyjny, który rośnie w siłę i staje się coraz groźniejszy, gdyż Fed „wyczarowuje” pieniądze.

W 2020 r. Fed zwiększył podaż dolara amerykańskiego w systemie finansowym (M2) o 26 proc. i był to największy roczny wzrost od 1943 r. Fed niemal podwoił wielkość swojego bilansu tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy i prawie 10-krotnie zwiększył bilans od czasu kryzysu finansowego w 2008 r. Jak? Upraszczając, „drukuje” pieniądze (aczkolwiek elektronicznie) i „rozrzuca” je po całym systemie finansowym. Jest to forma zniżkowania, która niewiele różni się od sposobu, w jaki starożytni cesarze rzymscy ograniczali czystość swoich złotych i srebrnych monet.

Czy USA podzielą los Wenezueli i doświadczą hiperinflacji?

Osłabianie waluty ostatecznie powoduje inflację. Konkretne przykłady tego zjawiska mogliśmy obserwować w Zimbabwe, Wenezueli i Republice Weimarskiej, gdzie niekończące się drukowanie pieniędzy wyzwoliło hiperinflację. Są też „spokojniejsze” przykłady inflacji, np. w Brazylii, gdzie inflacja przekracza 5 proc., albo w Turcji, gdzie roczna stopa inflacji wynosi ok. 15 proc. 15 proc. nie oznacza hiperinflacji, ale sprawia, że życie staje się niewygodne, zwłaszcza gdy wzrost płac nie nadąża za sytuacją. W efekcie każdego roku ludzie stają się biedniejsi.

Jednak Rezerwa Federalna ignoruje niezliczone przykłady z historii, twierdząc przed Kongresem, że nieustanny druk pieniędzy nie spowoduje inflacji. Rozumowanie instytucji wydaje się być takie, że skoro drukowanie pieniędzy jeszcze nie spowodowało inflacji, to nigdy do tego nie dojdzie. − To dość niebezpieczna logika, biorąc pod uwagę, że zasada nr 1 w finansach brzmi: „wyniki osiągnięte w przeszłości nie gwarantują wyników w przyszłości” − komentuje Krzysztof Sadecki.

Potwór numer dwa: rynek

Tymczasem po drugiej stronie cieśniny grasuje potwór rynkowy. Podobnie jak inflacyjny, rośnie z każdym dolarem tworzonym przez Fed, ponieważ żywi się tanimi stopami procentowymi. Jeśli spojrzeć na giełdę w USA, to okaże się, że:

  • przed pandemią indeks Dow Jones Industrial Average osiągnął rekordowy poziom nieco ponad 29 tys. punktów. Obecnie rynek jest o ponad 10 proc. wyższy;
  • zyski przedsiębiorstw spadły, a średni zysk na akcję w indeksie S&P 500 jest o 30,47 proc. niższy niż przed pandemią;
  • dochody przedsiębiorstw również spadły, a zadłużenie przedsiębiorstw jest znacznie wyższe;
  • gospodarka USA mierzona w PKB jest słabsza − wydatki konsumenckie są nadal niższe niż przed pandemią, a bezrobocie wyższe;
  • dług publiczny wymknął się spod kontroli, a nowa partia rządząca właśnie ogłosiła, że chce podnieść podatki.

Niższy zysk, niższe dochody, wyższe zadłużenie, wyższe podatki − żaden z tych trendów nie powinien sprzyjać akcjom. Jednak rynek akcji rośnie, a średni stosunek ceny do zysków w indeksie S&P 500 jest aż 40-krotny. Fed wie, że siła rynku akcji wraz z rynkami nieruchomości i obligacji opiera się na niskich stopach procentowych. Wie również, że jeśli podniesie stopy, to rynki te najprawdopodobniej doświadczą dramatycznego spadku. W ten sposób Fed ma dwie opcje do wyboru i żadna z nich nie jest dobra. Może podnieść stopy procentowe i spowodować załamanie rynków albo nie podnosić stóp i nie ryzykować inflacji.

Fed wybiera inflację

Przedstawiciele Fed właściwie już nam powiedzieli, że wybierają inflację. Nie sugeruję, że Stany Zjednoczone zamienią się przez to w Zimbabwe i przeżyją straszliwą hiperinflację, ale poziomy inflacji zbliżone do Brazylii czy Turcji są bardzo możliwe. Zdarzyło się to już w latach 70., gdy inflacja osiągnęła dwucyfrowe wartości i nie zmieniała się przez lata – podsumowuje Krzysztof Sadecki.

Złoto przez 5 tysięcy lat osiągało dobre wyniki w czasach inflacji. Jest to również jedna z niewielu głównych klas aktywów, które obecnie nie są na rekordowo wysokim poziomie. W przeciwieństwie do giełdy, która osiągnęła rekord wszech czasów pomimo niższych zysków i wyższego zadłużenia, złoto spadło o 16 proc. w stosunku do szczytu, mimo że oczekiwania inflacyjne są najwyższe od lat. Wydaje się, że stare, dobre złoto jest obecnie najpewniejszą opcją na osiągnięcie zysku.

Źródło: materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.