Na rynku mieszkaniowym nie ma Black Friday
Co roku o tej porze internet żyje polowaniem na „okazje życia”. Black Friday, Cyber Monday, rabaty, wyprzedaże, promocje „tylko dziś”. Media społecznościowe napędzają w nas fear-of-missing-out (FOMO) – wrażenie, że gdzieś obok przechodzi deal życia, który trzeba złapać natychmiast. Ten lęk rozlewa się na wszystkie kategorie produktów – od telewizorów, po artykuły spożywcze czy samochody. Jednak przy inwestycjach długoterminowych, jakimi są nieruchomości, nie należy czekać na okazję.

– Na rynku mieszkań nie ma okazji i nigdy nie będzie. Mimo to wciąż tysiące osób czeka na idealny moment, licząc, że ceny nagle spadną, a okazje same wpadną im w ręce. To iluzja. Dane i analizy mówią wprost: jeśli chcesz inwestować w nieruchomości, powinieneś działać, a nie liczyć na przecenę, której rynek nie przewiduje. To nie giełda, gdzie liczy się szybkość kliknięcia. Tu wygrywa ten, kto myśli, planuje i ma strategię. Takie okresy, jak Black Friday, wywołują poczucie, że coś nam ucieka, zwłaszcza u osób, które nie mają jasno określonych celów i gonią okazje tylko dlatego, że są głośne, a nie dlatego, że prowadzą go w stronę jego planów. Tymczasem dla tego, kto zna swoje cele – finansowe czy inwestycyjne, liczy się tylko to, że idzie w kierunku, który sam dla siebie wyznaczył – mówi Maciej Gołębiewski, ekspert do spraw inwestowania w nieruchomości, twórca dobregonajmu.pl.
Opóźnianie decyzji to najgorsza decyzja
Rynek mieszkań działa wolno, przewidywalnie, w oparciu o liczby, demografię i realne potrzeby mieszkańców. Każdy, kto odkłada decyzję o zakupie, myśli: „Jeszcze trochę, poczekam na spadki”. W tym czasie dzieją się rzeczy, które realnie uszczuplają portfel. Jedną z nich jest wzrost czynszów. Z analizy „Total Return on Everything”, opublikowanej w renomowanym Journal of Economics, wynika, że aż 80 proc. realnych zysków z inwestycji w nieruchomości pochodzi właśnie z comiesięcznych wpływów. Badanie, które obejmowało dane z 17 krajów na przestrzeni 160 lat, jasno pokazuje, że wzrost wartości nieruchomości zazwyczaj jedynie wyrównuje skutki inflacji. Każdy miesiąc czekania na idealną okazję inwestycyjną to więc utracony cashflow.
– To czynsz najemcy „spłaca” mieszkanie, pracując jak silnik odrzutowy, który generuje przewidywalny cashflow miesiąc po miesiącu. Jeśli nieruchomość stoi pusta, cena metra nie ma znaczenia. Jeśli zarabia, zwraca się nawet wtedy, gdy kupisz ją drożej – mówi Maciej Gołębiweski. Jak dodaje, dziś mamy bardzo dobre warunki do zakupów. Przy odpowiednich założeniach mieszkania inwestycyjne mogą spłacać się same. − Według wielu prognoz stopy procentowe powinny spadać lub pozostać na podobnym poziomie co obecnie. Jeśli dziś rata kredytu wynosi 3200 zł, a czynsz z najmu 3000 zł, nieruchomość jest nierentowna. Każda obniżka stóp procentowych powoduje jednak, że inwestorowi zostaje więcej pieniędzy w kieszeni. Rata maleje o kilkadziesiąt złotych, a inwestycja, która wymagała dopłat, wychodzi na zero lub zaczyna generować nadwyżkę. To właśnie moment, na który zwracam uwagę klientom. Kiedy nieruchomość nie tylko rośnie na wartości, ale też pracuje na Twój kapitał – tłumaczy ekspert.
Ryzyko wpisane w oczekiwanie
W nieruchomościach zawsze będzie istniał pewien poziom niepewności. Zmieniają się ustawy, pojawiają się nowe programy, modyfikuje się podatki i zasady rozliczeń. Pomimo tych zawirowań fundamenty rynku pozostają niezmiennie silne. Od lat obserwujemy te same strukturalne wyzwania: niedobór mieszkań, rosnącą mobilność pracowników, napływ ludności do dużych miast oraz stale rosnący popyt na najem. W takich warunkach czynsze konsekwentnie idą w górę, a konkurencja między najemcami o atrakcyjne lokale staje się coraz bardziej widoczna. Dlatego inwestor, który zbyt długo zwleka, ryzykuje.
– W nieruchomościach są tylko dwa tryby: możesz inwestować świadomie, jak dorosły, albo chaotycznie biegać od okazji do okazji, nie wiedząc, co właściwie robisz. Tymczasem inwestowanie to proces – system większy niż pomysł w głowie. To ludzie, zasoby, kontakty, know-how i konkretne kroki, dzięki którym kreujesz okazje, zamiast ich szukać − komentuje ekspert. – Największe zakupy na rynku mieszkaniowym nie mają nic wspólnego z łowieniem okazji. Fundusze PRS, międzynarodowy kapitał czy duzi gracze nie polują. Oni produkują okazje, budując projekty od zera, nabywając całe budynki i przygotowując je pod stabilny najem. To samo podejście powinno przyjąć 99 proc. inwestorów indywidualnych – twierdzi Maciej Gołębiewski.
Kto stoi w miejscu ten traci
– Scenariusze na lata 2025-2030 są spójne: nawet w wariancie umiarkowanym ceny mieszkań mają być wyższe o 15−25 proc. niż obecnie. W scenariuszu optymistycznym wzrost może sięgnąć nawet 40−50 proc. Już sama skala tych prognoz powinna skłonić do zastanowienia, czy oczekiwanie na hipotetyczne spadki i „okazję roku” ma sens. Jeśli ceny mają rosnąć w tempie kilkunastu procent rocznie, to każdy rok zwłoki oznacza rok utraconego potencjału. Dlatego najlepsze motto dla inwestora brzmi: „Nie czekaj na zakup mieszkania. Kup mieszkanie i czekaj”. Ci, którzy kupili mieszkania 5 czy 10 lat temu, nawet nie pamiętają, ile za nie zapłacili. Pamiętają tylko, ile wpływa co miesiąc na konto – podsumowuje Maciej Gołębiewski.

Maciej Gołębiewski − praktyk najmu, ekspert w dziedzinie inwestowania w nieruchomości, twórca dobregonajmu.pl. Pomaga właścicielom mieszkań maksymalizować pasywne dochody z najmu, oferując kompleksowe wsparcie – od wyboru i zakupu nieruchomości, przez remont i adaptację, po zarządzanie najmem lub podnajmem. Przygodę z inwestowaniem rozpoczął w 2016 r. od podnajmu. W ciągu 18 miesięcy zbudował portfel 250 pokoi na wynajem w Warszawie. Do tej pory przeprowadził ponad 110 remontów mieszkań, obsłużył ponad 10 257 najemców i wygenerował sprzedaż czynszów najmu na poziomie 72 mln zł. Obecnie zarządza 308 mieszkaniami o łącznej wartości ponad 350 mln zł.
Źródło informacji: materiały prasowe


























Dodaj komentarz