Moja firma jest w dobrych rękach
Kiedy zaczynałam, zatrudniałam 4 osoby. Sama byłam przewodnikiem, księgową, sprzedawcą, bileterką. Dziś, przy takiej skali działalności, potrzebny jest cały sztab. Na szczęście mam fantastyczny zespół zaufanych ludzi. Powierzyłam innym zarządzanie poszczególnymi działami i wiem, że robią to dobrze – mówi Elżbieta Szumska, właścicielka Kopalni Złota w Złotym Stoku.

Aby przejąć kopalnię, z której zrezygnowali inwestorzy, musiała pani zaciągnąć kredyt i bez wsparcia, krok po kroku zbudowała pani produkt, który stał się wizytówką Złotego Stoku, regionu, a nawet kraju. Skąd taka determinacja?
Elżbieta Szumska: Wierzyłam w tę kopalnię i znałam ją jak mało kto. Czułam, że sprawdzę się w roli właścicielki, bo od początku miałam wiele pomysłów na to miejsce. Pasji mi nie brakowało, a miałam też w sobie zew przygody i ryzyka. Długo przed otwarciem trasy penetrowałam na dziko wyrobiska. Zawsze fascynował mnie ten podziemny świat. Gdy burmistrz znalazł udziałowców, żeby zainwestować w tę dziurę w ziemi i zorganizować tam trasę turystyczną, naturalnie zgłosiłam się na przewodnika. Moja fascynacja kopalnią zapewniła mi posadę. Jednak w 2020 r. udziałowcy postanowili porzucić ten biznes i sprzedać udziały. Wtedy zaufałam swojej intuicji i postawiłam wszystko na jedną kartę. Przejęłam kopalnię, choć musiałam przyjąć na barki milionowy kredyt.
Dziś może pani powiedzieć, że było warto?
Elżbieta Szumska: Bez cienia wątpliwości. To była najlepsza decyzja w moim życiu. Choć wiele osób próbowało mnie odwieść od tego pomysłu, czułam wewnętrzny spokój. Naprawdę mi zależało i byłam przekonana do tej inwestycji. Czułam, że magia złota, fascynująca historia tego miejsca i związane z nim legendy sprawią, że atrakcja przyciągnie turystów. I udało się. Z nawiązką, bo dziś Kopalnia Złoty Stok to znacznie więcej niż podziemna trasa.
Czy odwiedzający kopalnię podzielają pani fascynację?
Elżbieta Szumska: Widzę to każdego dnia. To na pewno w dużej mierze zasługa pracowników, w tym przewodników, których sama zatrudniam i szkolę. Szukam ludzi, którym tak jak mi błyszczą oczy, gdy mówią o tym miejscu. Ta pasja się udziela. Turyści zarażają się miłością do kopalni i często chwalą tych, którzy opowiadają im o kopalni złota. Niejednokrotnie wracają do nas po więcej, bo pierwsza wizyta zostawiła niedosyt.

Co było najtrudniejsze w początkach zarządzania kopalnią, kiedy miała pani do spłacenia duży kredyt, a przed sobą zadanie stworzenia miejsca, które „chwyci”?
Elżbieta Szumska: Najtrudniejszy był czynnik ludzki. Bolączką turystyki jest sezonowość, a moim marzeniem było stworzenie stałego zespołu ambitnych, kompetentnych ludzi, gotowych się zaangażować. Niestety wciąż brakowało pieniędzy i na zimę musiałam robić selekcję. W pierwszych latach nie było mnie stać na utrzymanie załogi przez cały rok. Oczywiście budżet ograniczał też rozwój kopalni, przynajmniej na taką skalę, o jakiej marzyłam. Trzeba było zacząć od podstaw – dachów, wymiany okien, renowacji wnętrz. Okazało się jednak, że głowa pełna pomysłów czasem rekompensuje pusty portfel. Tak zrodził się m.in. pomysł powołania oryginalnego muzeum. Wymyśliłam, że turyści, którzy przyniosą tabliczkę BHP, odwiedzą kopalnię za darmo. Tak powstała pokaźna kolekcja historycznych pamiątek, które z perspektywy czasu po prostu śmieszą. Okazało się, że ludzie tego potrzebują. Dlatego zaczęliśmy wprowadzać w muzeum dodatkowe atrakcje, aby nie tylko przybliżać pracę górników i fakty z historii kopalni, ale też dawać turystom trochę rozrywki, nieznanych opowieści. Temu służą historie o Wicie Stwoszu, który miał udziały w Kopalni Złota, o Krzysztofie Kolumbie, który dostał z kopalni sztabę złota na swoją wyprawę czy o Napoleonie, który był podtruwany arszenikiem ze Złotego Stoku. Chociaż upłynęło sporo czasu, w ciągu 5 lat spłaciłam kredyt, kopalnia przeszła ogromną metamorfozę, a my możemy sobie na wiele pozwolić, te proste pomysły na urozmaicenie wizyty wciąż się sprawdzają.
Co robi największe wrażenie na turystach odwiedzających kopalnię?
Elżbieta Szumska: Naszym hitem na pewno jedyny w Polsce podziemny wodospad o wysokości 8 m – w końcu ludzie kochają rzeczy unikalne. Drugą taką atrakcją jest wyjazd kolejką górniczą. Dużą popularnością cieszą się też wszelkiego rodzaju warsztaty, podczas których turyści wypłukują złoto, wybijają złote monety na wzór tych wybijanych w Złotym Stoku w XVII w. albo odlewają sztabki. Sztabki i monety oczywiście nie są ze złota, ale prezentują się pięknie i stanowią unikatową pamiątkę, a samo doświadczenie nawiązujące do tradycji górniczych i menniczych miasteczka też zapada w pamięć. Całą trasę przygotowujemy pod dzieci, bo to one są najbardziej wymagającymi gośćmi, których uwagę trzeba przyciągać na różne sposoby. Zależy nam, żeby kilku- i kilkunastoletni goście znaleźli coś dla siebie i byli zadowoleni. Dlatego stałymi punktami trasy są spotkania z gnomem czy duchem Gertrudy, a z jednego poziomu kopalni na drugi prowadzi ślizgawka, co wzbudza duże emocje.
Czy w głowie wciąż ma pani pomysły na kolejne atrakcje?
Elżbieta Szumska: Tak! Nasz kompleks stale się rozrasta, ale ja nie mam dość. W 2013 r. otworzyłam jedyną w Europie osadę górniczą, która pokazuje, jak wyglądał średniowieczny Złoty Stok. Wszystkie urządzenia górnicze w skali 1:1 są interaktywne. Od 2017 r. turyści mogą odwiedzać przepiękną sztolnię ochrową. Wszystkie główne atrakcje są obok siebie, a turyści mają w cenie biletu parking, dzięki czemu mogą bez pośpiechu korzystać do woli z oferowanych atrakcji, zjeść na miejscu w jednej z naszych restauracji – od kuchni tradycyjnej po modny ramen, który robi furorę. Zresztą nawet tradycyjne dania są przygotowane ze współczesnym twistem – kotlet jest w złotej panierce, a kawa mieni się drobinakami. Staramy się iść z duchem czasu, stąd pomysł na kuchnię japońską, która przyciąga również miejscowych. To także nasz sposób na przetrwanie poza sezonem i możliwość utrzymania zatrudnienia.

Jest zatem parking bez bijącego licznika, jest gdzie zjeść, a czy jest możliwość przedłużenia pobytu i odpoczynku dla podróżnych z daleka?
Elżbieta Szumska: O tym też pomyśleliśmy. Zainwestowaliśmy w klimatyczny hotel o symbolicznej nazwie AuRoom, który urządziliśmy w stylu industrialnym – z czarnymi ścianami mieniącymi się złotem. Nieopodal mamy też pensjonat Złoty Jar, urządzony w willi z 1925 r., pięknie położony w środku lasu. To stary, drewniany dom z trzeszczącą podłogą, idealny dla miłośników miejsc z duszą.
Zarządzanie tak rozległym kompleksem musi być wymagające. Jako mózg przedsięwzięcia musi mieć pani wsparcie i dodatkowe ręce do pracy?
Elżbieta Szumska: Zdecydowanie! Kiedy zaczynałam, zatrudniałam 4 osoby. Sama byłam przewodnikiem, księgową, sprzedawcą, bileterką. Dziś, przy takiej skali działalności, potrzebny jest cały sztab. Na szczęście mam fantastyczny zespół zaufanych ludzi. Powierzyłam innym zarządzanie poszczególnymi działami i wiem, że robią to dobrze.
Najważniejsze jest dla mnie, że od kilku lat firmę prowadzi ze mną troje moich dzieci. Jestem szczęśliwa, że chcieli się włączyć w to moje dzieło i odnaleźli się w tej pracy. Doskonale się uzupełniają. Jedna córka prowadzi pensjonat, druga zarządza osadą górniczą, a syn sprawami technicznymi i gastronomią. Mało tego, wciągnęli do firmy swoich znajomych. Mam poczucie, że firma jest w dobrych rękach. Jestem też dumna, że daję zatrudnienie stu rodzinom ze Złotego Stoku, gdzie o pracę nie jest dziś łatwo.
Jestem po poważnych rozmowach o sukcesji z moimi dziećmi i każde z nich myśli o Kopalni przyszłościowo. Chcą się angażować w jej dalszy rozwój i – co ogromnie mnie cieszy – chcą robić to razem. Rodzina zawsze była dla nas najważniejsza i jestem szczęśliwa, że wspólne zarządzanie firmą jeszcze umocni nasze więzi. Mam nadzieję, że nie zarzucą tego postanowienia, kiedy ja usunę się na bok i oddam wymarzonej podróży dookoła świata.
Na razie jednak nigdzie się pani nie wybiera. Jakie zatem najbliższe marzenia czekają na spełnienie?
Elżbieta Szumska: Oczywiście wprowadzenie kolejnej atrakcji, bo cały czas żyję kopalnią. Tym razem będzie to kolejka podwieszana, łącząca Kopalnię Złota z Osadą Górniczą. Już mam wykonawcę z Czech i wierzę, że w przyszłym roku zaproponuję turystom niesamowite przeżycia, nie tylko pod, ale i nad ziemią.
Rozmawiała Małgorzata Szerfer-Niechaj


























Dodaj komentarz