Menu
  • Menu

    Trudne pytania przed polską gospodarką

    Projekt budżetu państwa powstał jeszcze przed wyborami. Rząd obwieścił szumnie, że tym razem unikniemy deficytu. Gdy policzono głosy w urnach, przyszła pora na liczenie słupków w finansach publicznych. Wyszło, że tu i ówdzie brakuje.

     

    Najbardziej zabolała ministra finansów rezygnacja z wycofania tzw. trzydziestokrotności. Na podstawie obowiązujących dotąd uregulowań Polacy, którzy dużo zarabiają, przestawali płacić składki na ZUS, gdy ich dochody przekroczyły 30 najniższych pensji. Przyjęto taki przepis, żeby w przyszłości nie wypłacać części obywateli zbyt wysokich emerytur na podstawie umowy o składce zdefiniowanej.

    Nie spodobało się to Jarosławowi Gowinowi i jego Porozumieniu, które dysponuje w Sejmie 18. mandatami. Prawo i Sprawiedliwość liczyło jeszcze na wsparcie Lewicy, ale ta z kolei zażądała wprowadzenia zapisu o najniższej emeryturze, podwyższonej do 1,6 tys. zł i najwyższej, czego w dotychczasowych przepisach nie ma. PiS nie mogło się na to zgodzić. W ten sposób z budżetu wyparowało 5 mld, a może nawet 7 mld zł.

    Dziurę można załatać uszczelniając obrót importowanymi śmieciami czy uzyskując większe wpłaty za dostęp do technologii 5 G – twierdzą posłowie Porozumienia. W Kancelarii Prezesa Rady Ministrów trwają rozmowy nad różnymi scenariuszami.

    Temat zasypania luki po wycofaniu ustawy o 30-krotności był przedmiotem rozmów kierownictwa koalicji. Politycy Porozumienia szykują katalog propozycji, które miałyby zastąpić utracone wpływy.

    Najprostszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie dodatkowego progu podatkowego dla najbogatszych, ale rząd się na to nie zdecyduje przed wyborami prezydenckimi. Rząd ma trzy możliwości: podwyżkę podatków, cięcie wydatków albo kreatywną księgowość, czyli omijanie reguły wydatkowej. Na razie decyduje się na trzecią ewentualność. Chodzi o tzw. trzynastą emeryturę. Ma być wypłacana z tzw. funduszu solidarnościowego, który został stworzony do wsparcia osób z niepełnosprawnościami. Taki wydatek nie jest uwzględniany w tzw. regule wydatkowej, czyli nie obciąża budżetu państwa. Budzi to protesty osób i ich rodzin, które wymagają największej pomocy.

    Łatanie dziur

    Rząd musi w najbliższym czasie odpowiedzieć na trudne pytania: jak spełnić obietnice wyborcze i skąd wziąć na to pieniądze? Na razie nasz handel zagraniczny utrzymuje się na wysokim poziomie. Główny Urząd Statystyczny zaprezentował dane o obrotach towarowych handlu zagranicznego ogółem i według krajów w okresie styczeń–wrzesień 2019 roku. Według informacji, zawartych w raporcie, eksport ogółem wyniósł 173,6 mld EUR. W statystykach widać, że kilkumiesięczne spowolnienie w Niemczech i spłycenie popytu na nasze dobra zaopatrzeniowe i konsumpcyjne powoli ustępuje. W kolejnych miesiącach okaże się, czy ta tendencja się utrzyma. Eksport do pozostałych krajów strefy euro sięgnął 51,8 mld EUR i okazał się o 5,2 proc. wyższy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Wyróżniały się tu wyniki osiągnięte w przypadku Francji (10,1 mld EUR, wzrost 8,8 proc.), Holandii (7,7 mld EUR, wzrost 3,9 proc.) i Włoch (7,9 mld EUR, wzrost 3,2 proc.). Ozdobą statystyk jest natomiast wynik osiągany w kontaktach z krajami wysokorozwiniętymi spoza UE (12,2 mld EUR, wzrost 11,9 proc), wypracowywany w znacznym stopniu sprzedażą do USA (5,1 mld EUR, wzrost o 14,0 proc.). Do krajów Europy Środkowo-Wschodniej wyeksportowano towary na kwotę 10,4 mld EUR (wzrost o 10,8 proc.), głównie do Rosji (5,4 mld EUR, wzrost 8,7 proc.), zaś do krajów rozwijających się 12,4 mld EUR (wzrost o 5,8 proc.).

    Są też starania o wzrost wpływów do budżetu z obciążenia osób prawnych i fizycznych. Sejm Przyjął w ekspresowym tempie ustawę o 10 proc. podwyżce akcyzy na wyroby tytoniowe i alkoholowe. Da to budżetowi ok. 1,7 mld zł. To wszystko jednak nie wystarczy na załatanie dziur.

    Rodzi się nadzieja, że można będzie uzyskać większe niż zakładano wpływy ze sprzedaży dostęp do sieci 5 G. Na razie rząd liczy na 1 mld zł. Urząd Komunikacji Elektronicznej uważa jednak, że może to być nawet 4–5 mld zł.

    Widziane z zewnątrz

    Bank Światowy prognozował, że w roku 2019 tempo wzrostu polskiej gospodarki może wynieść 4,3 proc. Ale wkrótce spowolni. Wpływ na to ma słabnąca koniunktura w Unii Europejskiej oraz brak pracowników. Według tej prognozy w następnych latach wzrost produktu krajowego Polski może wynieść 3,6 i 3,3 proc.

    BŚ zauważa, że program 500 + przyniósł chwilowe ograniczenie sfery ubóstwa, ale mu nie zapobiega. Większe wydatki gospodarstw domowych to przede wszystkim efekt rosnących płac i zatrudnienia. Carlos Piñerúa, przedstawiciel Banku Światowego na Polskę i kraje bałtyckie, .uważa, że socjalne zobowiązania polskiego rządu mogą wywindować deficyt polskiego budżetu powyżej 3 proc. produktu krajowego brutto.

    Zwraca uwagę na dwa największe wyzwania – brak pracowników, co ma związek ze zmianami demograficznymi, oraz – w średnim okresie – rosnące obciążenia fiskalne, które ze względów politycznych będzie trudno ograniczyć.

    Dotychczas brak pracowników i jego konsekwencje dla całej gospodarki były łagodzone przez duże napływy pracowników z zagranicy, głównie z Ukrainy. Ale to się może skończyć po otwarciu rynku pracy dla zagranicznych pracowników w Niemczech.

    Najbardziej ucierpi branża motoryzacyjna. Brexit uderzy natomiast przede wszystkim w branżę rolno-spożywczą – twierdzą analitycy z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

    Agencja ratingowa Fitch też przewiduje dynamikę wzrostu polskiego PKB w przyszłym roku poziomie 3,3 proc. Jej analitycy zwracają uwagę, że polska gospodarka jedzie na jednym silniku, którym jest konsumpcja. A gwarancją zdrowego wzrostu są inwestycje, których nam brakuje.

    A co o tym sądzi Ministerstwo Przedsiębiorczości?.

    „W naszej ocenie najbardziej prawdopodobne pozostaje utrzymanie w tym roku tempa wzrostu – czytamy w komunikacie resortu – powyżej poziomu 4 proc. rok do roku Temu scenariuszowi sprzyjać będzie w głównej mierze popyt krajowy, a w nim zarówno stabilnie rosnąca konsumpcja, jak i inwestycje. Potwierdzeniem naszych oczekiwań jest np. najnowsza (listopadowa) prognoza Komisji Europejskiej. Zakłada ona w tym roku realny przyrost PKB na poziomie 4,1proc. rok do roku.

    Z kolei według listopadowej prognozy Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) nasz PKB wzrośnie w tym roku o 3,9 proc. Oznacza to, korektę w dół o 0,2 pkt proc. w stosunku do majowej projekcji. Wśród głównych zagrożeń dla poziomu aktywności gospodarczej Polski eksperci EBOiR wymieniają przede wszystkim globalne napięcia handlowe. Ich negatywny wpływ na kondycję sektora motoryzacyjnego może stanowić istotne wyzwanie dla tej gałęzi w Polsce, która jest ważnym elementem regionalnego łańcucha produkcyjnego. Znaczącym obszarem niepewności – zdaniem EBOiR – jest poza tym dalszy rozwój wydarzeń w kontekście Brexitu. Z drugiej strony EBOiR podkreśla pozytywne oddziaływanie na wzrost konsumpcji, stymulowanej dobrą sytuacją na rynku pracy oraz pozytywnymi nastrojami gospodarstw domowych.

    Nasze wątpliwości co do realizacji scenariusza prognostycznego EBOiR budzi oparcie go o 4,4–proc. wzrost PKB Polski w I połowie 2019 roku, podczas gdy dane GUS wskazują na 4,6-proc. wzrost – choć do końca listopada możemy spodziewać się tutaj rewizji.

    Zdaniem Komisji utrzymujące się napięcia handlowe między USA i Chinami oraz wysoki poziom niepewności politycznej, szczególnie w odniesieniu do handlu, osłabiły inwestycje, produkcję i handel międzynarodowy. Ponieważ globalny wzrost PKB pozostaje słaby, wzrost w Europie będzie zależał od siły sektorów zorientowanych na rozwój krajowych rynków”.

    Maciej Otrębski

    2 odpowiedzi na “Trudne pytania przed polską gospodarką”

    1. Mikołaj Rekowski pisze:

      gospodarka leży i kwiczy – taka jest prawda po kilku latach rządu PIS

    2. Teresa OLeksy pisze:

      A pan były burmistrz Pcimia rozkłada na łopatki kolejną firmę – ot i cała dobra zmiana

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *