Ile można zarobić na śmieciach sprowadzanych z Zachodniej Europy?
Minister środowiska Henryk Kowalczyk chce wprowadzić zmiany w przepisach ograniczające patologiczne zjawiska, do których dochodzi w procesie gospodarowania odpadami. O tym, ile można zarobić na śmieciach, świadczy choćby fakt ich masowego napływu do Polski nie tylko z krajów Unii Europejskiej, ale nawet z Australii. Jednak śmieci, zamiast trafić do utylizacji, płoną regularnie na wysypiskach
Jak pisze Business Insider, nasz kraj stał się już wielkim wysypiskiem dla świata. Oficjalnie trafia do nas kilkaset tysięcy ton odpadów rocznie. Inspektorat Ochrony Środowiska w 2017 roku wydał pozwolenia na przywóz aż 734 tysięcy ton. Nie wiadomo jednak tak naprawdę, ile śmieci przekracza granicę nielegalnie.
W roku 2016 masa śmieci sprowadzanych legalnie podwoiła się do poziomu 701 tysięcy ton. Wydawanie pozwoleń trwa w najlepsze również bieżącym roku. Jak wynika z cytowanych przez Business Insider danych Głównego Urzędu Statystycznego, najwięcej odpadów przywozi się z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch oraz Szwecji. Jednak trafiają też do nas śmieci z Australii, Nowej Zelandii a nawet z Nigerii.
Jedną z przyczyn masowego napływu śmieci do Polski jest decyzja rządu Chin o zakazie importu odpadów trudnych do przerobienia. To po niej właśnie zaczęto szukać intensywnie alternatywnych miejsc dla ich wywozu. Niektórzy polscy przedsiębiorcy zrozumieli wtedy, że to świetny interes, zważywszy ile można zarobić na śmieciach.
Ile można zarobić na śmieciach?
Według portalu Business Insider import tony śmieci może kosztować nawet 50 euro czyli 200 złotych. Oznacza to, że firmy, które przywoziły legalnie odpady, tylko w 2017 roku zarobiły w sumie 150 mln zł. Portal podkreśla jednak, że wiele ton śmieci znalazło się na wysypiskach nielegalnie. Ministerstwo środowiska szacuje, że wartość nielegalnego rynku może osiągać wartość nawet 1,5 miliarda zł.
Import śmieci stał się więc opłacalnym biznesem do tego stopnia, że wiele firm oferuje zaniżone ceny. Jak mówi cytowana przez Business Insider Ewa Chodkiewicz z WWF Polska: Zagospodarowanie odpadów kosztuje, budowa i utrzymanie prawidłowo funkcjonującego składowiska, z którego nie ma odcieków do gleby i wód gruntowych, które nie powoduje emisji szkodliwych substancji, kosztuje. Gdy pojawia się firma, która obiecuje dokonać tego za bezcen, warto być czujnym.
Jeszcze więcej wątpliwości pojawia się, gdy zdamy sobie sprawę, że polska gospodarka odpadami jest niewydolna. Dlatego sprowadzanie dodatkowych setek tysięcy ton z zagranicy wydaje się – zdaniem portalu Business Insider – “co najmniej kontrowersyjne“.
Wiele śnieci trafiających do Polski powinno zostać poddanych recyklingowi. Jednak są to materiały złej jakości a ich przetworzenie jest nieopłacalne. Dlatego właśnie firmy zachodnie wolą pozbyć się ich, wywożąc za granicę do krajów takich jak Polska.
Zakaz składowania odpadów o wysokim potencjale energetycznym wprowadzony w 2015 roku zmusza firmy do recyklingu takich odpadów. Niestety nie we wszystkich przypadkach recykling jest opłacalny. Kiedy pojawia się ich zbyt wiele, dochodzi do niewyjaśnionego pożaru, a firma, która je przywiozła, oszczędza nawet kilkanaście milionów zł – twierdzi Ewa Chodkiewicz.
Częstotliwość pożarów rośnie w zastraszającym tempie
Jak pisze Business Insider, w całym 2017 roku zanotowano 37 pożarów wysypisk śmieci. Od początku tego roku miało ich miejsce już 60. Nic więc dziwnego, że podejrzewa się celowe podpalenia, szczególnie mając na uwadze oszczędności, jakie podobny proceder generuje.
Z danych Generalnego Inspektoratu Ochrony Środowiska wynika, że w samym tylko Zgierzu na 15 tysięcy ton odpadów 400 ton pochodziło z nielegalnego importu z Wielkiej Brytanii. Już sama objętość składowiska pokazuje, ile można zarobić na śmieciach.
Problem zaczął wreszcie dostrzegać rząd. Jak stwierdził minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński, wzrost tajemniczych pożarów składowisk śmieci ma związek z decyzją Chin o zamknięciu swojego kraju na europejskie śmieci. Dotyczy to zarówno tych przeznaczonych do recyklingu, jak i komunalnych. Skutkiem decyzji w Pekinie jest zwiększenie nielegalnego wwozu odpadów do Polski
Rząd zapowiada wojnę
Sprawa pożarów trafiła już do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuratury. Rząd zapowiada zmiany w prawie, które umożliwią ukrócenie procederu. Jak podaje Business Insider, działania, jakie mają podjęć władze, są już częściowo znane. Zaostrzone mają zostać rygory związane z transportem i składowaniem odpadów. Firmy działające w tej branży zobowiązane zostaną do płacenia kaucji gwarancyjnych.
Planuje się również, że okres składowania śmieci zostanie skrócony z trzech lat do roku. Dodatkowo firmom nakazane zostanie wprowadzenie obowiązkowego monitoringu na składowiskach odpadów. Aby zniechęcić przedsiębiorców do nieuczciwych praktyk, rząd zaostrzy kary, które mają być proporcjonalne do obrotów. Natomiast dla recydywistów kwoty kar ulegną podwojeniu.
Zniesiony zostanie obowiązek informowania firm o planowanych kontrolach. Urzędnicy Inspekcji Ochrony Środowiska uzyskają prawo kontrolowania wysypisk w dowolnej chwili. W tym celu zatrudnione zostaną dodatkowe osoby, pełniące dyżury 24 godziny na dobę.
Aby uszczelnić granice, dodatkowe pełnomocnictwa otrzymają: inspekcja transportu drogowego i straż graniczna. Będą one mogło, tak samo jak policja, dokonywać kontroli zaplombowanych ciężarówek.
Pojawiają się również głosy, by wprowadzić ceny minimalne na przerabiane śmieci. Nierealny natomiast wydaje się postulat czasowego wstrzymania wydanych już pozwoleń. Decyzja taka uderzyłaby bowiem również w uczciwych przedsiębiorców.
Szybkie działania są niezbędne w walce z nielegalnymi praktykami, ponieważ skala pożarów jest już tak duża, że zagrażają one środowisku naturalnemu a nawet życiu i zdrowiu Polaków. Nasz kraj zalewany jest setkami tysięcy ton śmieci z całego świata, co powoli zaczyna wpływać na zdrowie jego mieszkańców.
Autor: Waldemar Kobielski
Źródło – Business Insider

























Dodaj komentarz