Czy będziemy świadkami końca ery hiperglobalizacji?
Wygląda na to, że wzrost ilości zagranicznych powiązań handlowych przedsiębiorstw wymknął się spod kontroli – pisze Leszek Zołotarski – specjalista w zakresie strategii międzynarodowych oraz prezes firmy El Expert zajmującej się montażem urządzeń przemysłowych.
Podstawowym i bardzo modnym ostatnio pojęciem związanym z handlem międzynarodowym jest globalny łańcuch wartości. Chodzi o skoordynowane geograficznie zasoby i aktywności, związane z produkcją i dystrybucją określonego produktu. Uczestnictwo w globalnych łańcuchach wartości jest istotnym czynnikiem wspomagającym wzrost gospodarczy krajów rozwijających się. W ten sposób globalizacja działa jako system naczyń połączonych, umożliwiający wyrównywanie się światowego poziomu bogactwa. Przykładem może być radykalny wzrost zamożności Chin w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Nikt nie zaprzeczy, że jest on skutkiem uczestnictwa tego kraju w globalnej wymianie handlowej.

Leszek Zołotarski – prezes firmy El-Expert
Jednak w ostatnich latach wyraźnie widać, że w światowej maszynie handlowej coś się zacina. Wojny handlowe i walutowe toczone pomiędzy państwami przyjmują niepokojące rozmiary. W ich wyniku globalne łańcuchy wartości stają się coraz bardziej kosztowne a poszczególne elementy skomplikowanej układanki coraz bardziej nieprzewidywalne. Krótko mówiąc, wzrasta ryzyko związane z globalnymi łańcuchami wartości a jednocześnie spadają korzyści w związku ze wzrostem kosztów siły roboczej w Chinach i innych państwach rozwijających się.
Między innymi dlatego wielu ekonomistów uważa, że globalizacja zaszła za daleko. I nie chodzi tu o proste ocenianie zjawiska, czy to, że pozwala ona międzynarodowym przedsiębiorstwom unikać regulacji, jakie są wprowadzane przez poszczególne państwa. Globalizacja w niedalekiej przyszłości po prostu może przestać się opłacać. Aby określić zjawisko, kilka lat temu wymyślono termin „hiperglobalizacja”. To słowo na razie nie zrobiło w Polsce wielkiej kariery. To prawdopodobnie przeoczenie polskich mediów, gdyż zagadnienie jest bardzo ciekawe i będzie poważnie wpływać na nasze życie gospodarcze.
Hiperglobalizacja to nagły wzrost międzynarodowych powiązań gospodarczych, który można zauważyć od lat 90-tych ubiegłego wieku. Procesy związane z projektowaniem, produkcją, logistyką i marketingiem produktu mogą się jednocześnie odbywać w wielu państwach.
Czy istnieje jakaś alternatywa, dzięki której korporacje będą mogły zrezygnować z globalnych łańcuchów wartości? Oczywiście, że tak. Praca niewykwalifikowanych pracowników coraz częściej jest zastępowana przez automaty. Koszty ich pracy są w znacznie mniejszym stopniu zależne od lokalizacji. To da producentom możliwość umieszczenia zakładów produkcyjnych blisko klientów a nie blisko taniej siły roboczej. Dzięki temu nie tylko skróci się czas dostawy produktów do klientów, ale też wzrosną możliwości szybkiej reakcji na potrzeby rynku.
Prawdopodobnie więc w najbliższych kilkudziesięciu latach będziemy świadkami końca ery hiperglobalizacji w sektorze produkcyjnym. Przeniesie się ona do sieci dzięki portalom społecznościowym, stanie się zjawiskiem bardziej kulturowym a nie ekonomicznym.
Leszek Zołotarski – prezes firmy El-Expert, zajmującej się montażem urządzeń przemysłowych


























Dodaj komentarz