System ochrony zdrowia na krawędzi
Nasz system nie jest dziś odporny na zmiany społeczno-demograficzne. Z czasem luka w finansowaniu będzie jeszcze większa z uwagi na mniejszą liczbę pracujących, a potrzeby osób starszych w zakresie opieki długoterminowej − wyższe. Co więcej, system finansowania nie promuje zachowań prozdrowotnych, czyli nie ma w sobie zaszytego mechanizmu zachęcającego do działania w sposób ograniczający przyszłe wydatki na leczenie – mówi, dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek, prof. SGH, kierowniczka Think Tanku SGH dla ochrony zdrowia i studiów Executive SGH-WUM MBA w ochronie zdrowia.

dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek, prof. SGH
Choć nakłady na ochronę zdrowia rosną, system wciąż niedomaga. Z czego wynika ta luka nie do zasypania?
Monika Raulinajtys-Grzybek: Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, nasze społeczeństwo się starzeje i tym samym wymaga wyższych nakładów na leczenie. Po drugie, upowszechniające się choroby cywilizacyjne powodują, że coraz więcej osób jest leczonych przewlekle, na choroby sercowo-naczyniowe, cukrzycę, a także onkologicznie. Wreszcie – rozwój nowych technologii daje nowe szanse na leczenie, ale najczęściej wiąże się z bardzo wysokimi wydatkami. Jednocześnie chcemy, żeby jak największa grupa chorych miała do nich dostęp. Z kolei po stronie wpływów do NFZ takich drastycznych zmian nie ma – od lat płacimy taką samą stopę składki zdrowotnej i nawet biorąc pod uwagę wzrost gospodarczy, nie rekompensuje to wzrostów wydatków.
W marcu ukazał się raport „Nowa architektura finansowania ochrony zdrowia w Polsce. Systemowa diagnoza i rekomendacje eksperckie”. Co było przyczynkiem do tego opracowania i jaką diagnozę postawiło środowisko eksperckie?
Monika Raulinajtys-Grzybek: Bezpośrednią przyczyną była wielomiesięczna dyskusja nad dziurą budżetową Narodowego Funduszu Zdrowia i brak politycznego konsensusu, jakie działania należy podjąć, by ją nie tylko doraźnie zasypać, ale również długofalowo zapewnić stabilność systemu finansowania ochrony zdrowia ze środków publicznych.
Diagnoza jest dość gorzka. Nasz system nie jest dziś odporny na zmiany społeczno-demograficzne. Z czasem luka w finansowaniu będzie jeszcze większa z uwagi na mniejszą liczbę pracujących, a potrzeby osób starszych w zakresie opieki długoterminowej − wyższe. Co więcej, system finansowania nie promuje zachowań prozdrowotnych, czyli nie ma w sobie zaszytego mechanizmu zachęcającego do działania w sposób ograniczający przyszłe wydatki na leczenie. Ponadto nie jest to system, który promuje solidaryzm społeczny, czyli postawę, w której każdy obywatel ma poczucie, że buduje wspólny system ochrony zdrowia, a nie tylko „nabywa” świadczenia dla samego siebie.
Czy eksperci, którzy dołożyli swoją cegiełkę do powstania raportu, są jednogłośni w ocenie obecnego systemu i postulowanych rozwiązań, które mogą go uleczyć?
Monika Raulinajtys-Grzybek: W zakresie ogólnej oceny sytuacji panowała między nami zgoda. Różniliśmy się w szukaniu sposobów poprawy sytuacji – część ekspertów proponowała rozwiązania bliższe idei wolnego rynku, część natomiast rozwiązania bardziej lewicowe.
Przechodząc zatem do rekomendacji, jak zaradzić problemom, z którymi mierzy się system? Jaka strategia mogłaby przynieść oczekiwane rezultaty ekonomiczne?
Monika Raulinajtys-Grzybek: W identyfikacji rozwiązań wskazujemy takie, które mają charakter „nisko wiszących owoców”. Oznacza to, że można je wdrożyć przy niewielkich zmianach legislacyjnych. To ważne, aby planując bardziej radykalne reformy, zacząć od małych kroków, które poprawią sytuację pacjentów na tyle, by było to dostrzegalne i mogło budować zaufanie do kierunku kolejnych zmian. Niestety dziś sytuacja w ochronie zdrowia charakteryzuje się przede wszystkim dużym poziomem napięcia wszystkich interesariuszy i niskim poziomem zaufania.
Przykładem takich działań są zmiany w systemie profilaktyki, np. wdrożenie miękkich mechanizmów motywacyjnych do realizacji badań i powiązanie wyników medycyny pracy z systemem profilaktycznym. Kolejnym krokiem jest przywrócenie rozwiązania, które funkcjonowało jeszcze kilka lat temu – finansującego kluczowe świadczenia, m.in. ratownictwo medyczne, z budżetu państwa. Takie rozwiązanie sankcjonuje sytuację, w której finansowanie ochrony zdrowia odbywa się częściowo z budżetu państwa. Jednocześnie pozwala to uniknąć sytuacji, kiedy wysokość środków jest efektem wielomiesięcznych negocjacji, których efekt długo jest niepewny. W ochronie zdrowia, w której wiele kosztów − np. leczenie chorób przewlekłych czy finansowanie działalności szpitali − ma charakter długotrwały, budzi to napięcia społeczne.
Czy możliwy jest sprawiedliwy podział części budżetu przeznaczonej na ochronę zdrowia między podmioty działające w ramach systemu? Na czym powinna opierać się idealna hierarchia świadczeń z perspektywy ich finansowania?
Monika Raulinajtys-Grzybek: Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, w której musimy zgodzić się społecznie, jakie świadczenia powinny być dostępne i na jakich obszarach. Z jednej strony jest zupełnie zrozumiałe, że mieszkańcy poszczególnych regionów chcą, żeby na ich terenie były dostępne wszystkie świadczenia. Z drugiej − w sytuacji, kiedy przychód świadczeniodawcy zależy od liczby zrealizowanych usług, środki publiczne zależą od wolumenu realizacji.
Nośnikiem przychodu jest zatem pacjent, który dokonuje wyboru świadczeniodawcy, kierując się z jednej strony dostępnością i lokalizacją, ale z drugiej coraz częściej jakością opieki. Widać to zwłaszcza w obszarach, gdzie liczba świadczeniodawców przewyższa popyt, np. na porodówkach. Zbyt mała liczba pacjentów skutkuje tym, że świadczeniodawca nie jest w stanie pokryć ponoszonych przez siebie kosztów, których część ma charakter stały. Problem ten dotyczy zwłaszcza szpitali, gdzie koszty są trudniej skalowalne. Dodatkowo problemem są gwałtownie rosnące koszty przy braku odpowiedniej dynamiki po stronie przychodów i różnej marżowości usług zdrowotnych.
Jak sprawdza się obecny model składek zdrowotnych, które płacimy? Co zrobić, aby obywatele mieli poczucie dobrego wydatkowania ich pieniędzy na ten cel i nie musieli korzystać z usług komercyjnych?
Monika Raulinajtys-Grzybek: Płacone składki pokrywają aktualnie ok. 80 proc. wydatków Funduszu. Są odprowadzane przez nieco ponad 70 proc. obywateli. Wraz ze zmianami demograficznymi te wpływy będą maleć. Jednocześnie kluczem do zmian po stronie finansowania jest podniesienie poziomu zadowolenia pacjentów z otrzymywanej opieki zdrowotnej. Bez tego każda reforma obejmująca wzrost poziomu finansowania będzie rodzić opór. W raporcie mówimy o wzmocnieniu działań na rzecz odwrócenia piramidy świadczeń, ale również jasnego wydzielenia koszyka świadczeń gwarantowanych oraz uzupełniających, choć tu opinie ekspertów były podzielone.
Jak ważna w kontekście reorganizacji systemu w kierunku większej efektywności jest profilaktyka?
Monika Raulinajtys-Grzybek: Bardzo ważna, przede wszystkim z dwóch względów. Po pierwsze, im zdrowiej żyjemy, tym mniejsze będziemy generować wydatki na leczenie w przyszłości. Zaniedbanie profilaktyki pierwotnej to spirala przyszłych wydatków na świadczenia zdrowotne. Po drugie, skuteczna profilaktyka wtórna pozwala na wyłapanie choroby na jej wczesnych stadiach. Wówczas możliwe jest leczenie przy niższych kosztach i lepszych efektach zdrowotnych.
Jak do poruszanych problemów i kondycji systemu ochrony zdrowia mają się zasoby kadrowe i wynagrodzenia dla pracowników?
Monika Raulinajtys-Grzybek: Ochrona zdrowia to sektor silnie zależny od ludzkiej pracy – koszty wynagrodzeń generują ok. 60−70 proc. wszystkich wydatków na ochronę zdrowia. Jednocześnie szereg czynników stwarza presję na wzrost tych wynagrodzeń. To luka pokoleniowa i braki kadrowe, przepisy, które nakładają obowiązek zapewnienia określonej dostępności do kadry, podział zadań, który w dużej mierze opiera się na zasobach lekarskich i pielęgniarskich, przyzwyczajenia po stronie pacjentów i samego personelu. Wydaje się jednak, że zaczynamy coraz odważniej mówić o zmianie tego modelu – mamy szereg rozwiązań zagranicznych, które mogą być tu wzorcem. Duże szanse na zmianę niosą też nowe technologie cyfrowe.
Jakie miejsce w strukturze wydatków podmiotów leczniczych zajmują inwestycje w infrastrukturę i wyposażenie podmiotów leczniczych? Czy ten obszar jest wystarczająco dofinansowany?
Monika Raulinajtys-Grzybek: W polskich placówkach medycznych, zwłaszcza publicznych, przyzwyczailiśmy się myśleć o inwestycjach materialnych przez pryzmat finansowania zewnętrznego, zwłaszcza ze środków unijnych. Obecna perspektywa, w tym środki KPO, to również fala zadań inwestycyjnych w wielu podmiotach leczniczych. Choć oczywiście są wyjątki, to częściej szpital i przychodnia „na NFZ” są miejscem o dobrym poziomie infrastrukturalnym, w którym pacjent może liczyć na właściwe warunki.
Na ile rozwiązania z zastosowaniem sztucznej inteligencji służą misji zdrowego społeczeństwa? Czy inwestycje w obszarze AI są opłacalne, a może wręcz niezbędne?
Monika Raulinajtys-Grzybek: Jak w każdym obszarze naszej gospodarki są to rozwiązania nieuchronne. Dają przy tym szanse na poprawę efektywności prowadzonych działań. Najwięcej kontrowersji budzi wykorzystanie AI do podejmowania decyzji klinicznych, choć i to już się dzieje. Ale przecież nowe technologie pozwalają znacznie usprawnić wiele obszarów, które nie dotyczą bezpośrednio leczenia, ale pośrednio bardzo przekładają się na odbiór ochrony zdrowia przez pacjentów czy personel. Są to choćby narzędzia wspierające kontakt z placówką medyczną, np. rejestracja, triaż, a także usprawniające działania administracyjne.
Rozmawiała Małgorzata Szerfer-Niechaj
























Dodaj komentarz