Karetka to nie przychodnia na kółkach
W ostatnim czasie wiele słychać o problemach ratownictwa medycznego. Ratownikom trudno dogadać się z rządzącymi, bo ci nie rozumieją specyfiki tej pracy. Ba, nie rozumie jej nawet społeczeństwo, które wzywa karetki z błahych powodów. O trudzie bycia ratownikiem medycznym opowiada Wojciech Werbicki, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego
Rozmawia Małgorzata Szerfer
Czy każdy z odpowiednim przygotowaniem merytorycznym może zostać ratownikiem medycznym?
– Tak jak nie każdy może być kosmonautą, tak nie każdy może zostać ratownikiem medycznym. Podstawę stanowi merytoryczne przygotowanie, ale to nie wszystko. Trzeba być zdrowym, sprawnym i posiadać odpowiednie warunki psychofizyczne. Bardzo istotne są również umiejętności manualne przy wykonywaniu medycznych czynności ratunkowych.
Kto najlepiej sprawdza się w tym zawodzie? Jakie cechy przydają się, gdy chodzi o skuteczność w sytuacjach zagrożenia życia?
– W zawodzie ratownika medycznego najlepiej sprawdzi się osoba asertywna z wielką dozą empatii. Ratownik medyczny musi mieć cechy przywódcze, niejednokrotnie musi szybko i pewnie podejmować słuszne decyzje, które mają w konsekwencji decydujący wpływ na czyjeś, a nawet jego własne, życie i zdrowie. O skuteczności działań ratownika medycznego, poza wiedzą medyczną oraz umiejętnościami praktycznymi, decyduje również umiejętność przewidywania, planowania i postępowania w czasie rzeczywistym, gdzie decydują minuty lub sekundy. Właśnie wtedy sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie – w zależności od zdarzenia – często w sposób nieprzewidywalny. Bywa, że pacjent, z pozoru w dobrym stanie, nagle traci świadomość i następuje u niego nagłe zatrzymanie krążenia, a przed chwilą nic go nie bolało i rozmawiał z ratownikiem. Praca ratownika medycznego to często po prostu wyścig ze śmiercią, walka z nią o życie pacjenta, często wygrana.
Oprócz wiedzy medycznej ratownik medyczny musi mieć zapewne silną psychikę, by przystosować się do tempa wpisanego w tę pracę i radzić sobie z emocjami związanymi z ewentualnym niepowodzeniem akcji ratowniczej. Te aspekty też wymagają przygotowania, czy są ćwiczone w praktyce?
– Specyfika zawodu ratownika medycznego, który uczestniczy w ludzkich tragediach, wymaga psychiki cyborga. Przez pracę w dzień i w nocy, świątek, piątek i niedzielę, narażony jest on na działania wbrew potrzebom fizjologicznym i zdrowiu. Posiłki zjada szybko, między wyjazdami, o różnych porach. Nie ma mowy o regularnym śnie. Widząc ludzkie dramaty, śmierć, okaleczone ciała dzieci i dorosłych, niemowlaków i starców, musi sam radzić sobie ze stresem. Dobrze, jeśli potrafi. W Polsce nikt ratownikowi nie pomaga w walce ze stresem ani z wypaleniem zawodowym. Nawet się o tym nie mówi. Praca cały czas wymaga pełnej koncentracji i robienia wszystkiego w odpowiednim, szybkim tempie – podać lek, zatamować krwawienie, podjąć resuscytację krążeniowo-oddechową, walczyć o życie lub zdrowie. Nie ma czasu na emocje, trzeba działać. Te dopadają ratowników medycznych potem, często po pracy. Zabić je można sportem, drinkiem czy dobrą zabawą. Niektórych akcji nie da się zapomnieć, pozostają w pamięci na zawsze. Niepowodzenia w akcji frustrują, mimo że często nie było szans na ratunek. Nie da się przygotować w pełni na stres. Brak jest spotkań po akcjach udanych i nieudanych, omówieniu ich, nie ma wsparcia psychologicznego. Brak jest ćwiczeń z innymi służbami, nie ma środków na cykliczne ćwiczenia.
Na ile sprzęt i tabor są sprzymierzeńcami ratowników medycznych? Czy inwestycje w wyposażenie pracowników pogotowia ratunkowego są równie ważne co szkolenie personelu?
– Jeszcze niedawno, bo trochę ponad 8 lat temu, do ratowania życia i zdrowia ludzi służyły karetki reanimacyjne i wypadkowe. Tylko te pierwsze wyposażone były w odpowiedni sprzęt, m.in. defibrylatory i respiratory. Dziś mamy to, o czym mogliśmy marzyć. Każdy ambulans zespołu ratownictwa medycznego wyposażony jest w komplet sprzętu, w tym reanimacyjnego. Mamy na wyposażeniu kapnometry, pulsoksymetry, glukometry, defibrylatory, respiratory i wiele innych urządzeń. Dziś bez takich „zabawek” trudno jest sobie wyobrazić, jak kiedyś funkcjonowało ratownictwo medyczne. Do niedawna – zamiast dzisiejszych ambulansów – jeździły Fiaty 125 kombi, Polonezy i Nysy. Sprzęt i odpowiedni tabor jest sprzymierzeńcem ratowników medycznych, im nowocześniejszy tym lepiej. Jednak nawet najlepszy nie zastąpi wyszkolonego, myślącego ratownika medycznego. Obowiązkiem ustawowym każdego z nas jest ciągłe zdobywanie punktów edukacyjnych przez szkolenia i kursy. Niestety, mimo bardzo kiepskich wynagrodzeń musimy na własny koszt i w wolnym czasie ponosić ich ciężar. Szkolenia, zdobywanie aktualnej wiedzy są bardzo istotne i wpisane w wykonywanie zawodu ratownika medycznego, i są tak samo ważne, jak dysponowanie odpowiednim, nowoczesnym zapleczem sprzętowym.
W jakim stopniu efekty pracy ratowników medycznych zależą od pracy dyspozytora?
– Ratownik medyczny na zlecenie dyspozytora medycznego udaje się na miejsce zdarzenia i to od niego zależy gdzie, kogo i w jakim kodzie pilności wezwania deleguje. Prawidłowo zebrany przez dyspozytora wywiad może ratownikom bardzo ułatwić zadanie, wiedzą wtedy, do kogo i z jakiego powodu są wezwani. Najważniejszy jest jednak prawidłowo przyjęty adres wezwania. To od dyspozytora zależy, o co wypyta zgłaszającego. Charakterystyczne punkty w terenie, najlepszy sposób dojazdu to często informacje kluczowe. Dobrze zebrany wywiad procentuje szybszym dojazdem i nie napotykaniem przez ratowników na zaskakujące sytuacje. W rzeczywistości często jednak wzywający kłamią. Wzywają np. do bólu w klatce piersiowej, a na miejscu okazuje się, że to biegunka od 2 dni. Nadal często zespoły ratownictwa medycznego traktowane są przez społeczeństwo jak „przychodnia na kółkach”.
Jak ocenia pan przygotowanie i pracę ratowników w polskich realiach? Czy są odpowiednio wynagradzani?
– W Polskich realiach to na barkach ratowników medycznych w znamienitej większości spoczywa ciężar dobrego funkcjonowania systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego i nie tylko. Ratownicy medyczni, nomen omen, ratują ratownictwo i podstawową opiekę zdrowotną. Większość wyjazdów ratowników to wyręczanie lekarzy rodzinnych w ich obowiązkach zakontraktowanych z Narodowym Funduszem Zdrowia. Polscy ratownicy medyczni są zawodowcami, mają wyuczony zawód medyczny, nie tak jak za granicą w ratownictwie funkcjonują paramedycy po kursach. Przygotowanie zawodowe ratowników medycznych w naszym kraju jest na najwyższym poziomie na świecie. Aby wykonywać ten zawód, trzeba obecnie ukończyć studia medyczne. Ratownicy medyczni w większości to pasjonaci, nie traktowani jako zawód zaufania publicznego, jak pielęgniarki czy lekarze. Do dziś nie posiadają własnego samorządu zawodowego, który dbałby o jego deontologię, jak jest u wspomnianych lekarzy i pielęgniarek. Dla dobra pacjenta, gdy liczy się czas, sami narażają swoje zdrowie, nierzadko wykonując transport ręczny wbrew normom bezpieczeństwa i higieny pracy, bo stworzono 2-osobowe zespoły. Gdy pacjent waży ponad 150 km, niosą go 2 osoby. Niestety, obecnie postępuje pauperyzacja zawodu ratownika medycznego przez zawieranie z nim „umów śmieciowych” na tzw. kontraktach. Kto zdecyduje się pracować za niższą stawkę, ten będzie miał pracę. Doświadczeni ratownicy albo pracują miesięcznie po 400 i więcej godzin, albo odchodzą z zawodu, bo nie mają za co utrzymać rodziny. Prowadząc działalność gospodarczą, mogą liczyć na stawki od 7 do ok. 30 zł za godzinę brutto, po opłaceniu ZUS-u i podatków zostaje niewiele. Ratownicy medyczni zatrudniani jeszcze w ramach umowy o pracę mogą liczyć na zarobki w przedziale od ok. 1400 do 3500 zł na rękę, częściej bliżej tej pierwszej kwoty. Z jednostek ratownictwa medycznego w ostatnich latach zrobiono przedsiębiorstwa do zarabiania pieniędzy, gdzie liczy się tylko zysk. Bardzo wiele zespołów ratownictwa medycznego w kraju funkcjonuje w ramach firm prywatnych. W Polsce państwowa to jest jeszcze straż pożarna, a nie ratownictwo medyczne.
Jakie czynności po przybyciu na miejsce zdarzenia musi podjąć ratownik, aby akcja była uznana za wzorcową?
– Aby akcja ratownicza była uznana za wzorcową, ratownicy muszą działać zgodnie z nabytą wiedzą i umiejętnościami w toku szkolenia przed- i podyplomowego, w zgodzie z najnowszymi wytycznymi towarzystw naukowych. Muszą dbać o zachowanie bezpieczeństwa własnego, poszkodowanych i osób postronnych, zwracając przy tym uwagę na mienie i nie powodowanie większych niż to nieuniknione strat. Po każdej przeprowadzonej akcji, nawet tej wzorcowej, gdzie na zawodach ratowniczych można by było otrzymać maksymalną ilość punktów, i tak po przemyśleniach wydaje się, że zawsze można było coś zrobić lepiej, szybciej lub inaczej.
Jakie zachowania osób postronnych najbardziej przeszkadzają państwu w czasie pracy? O co warto zaapelować do tzw. gapiów, żeby nie byli dla państwa przysłowiową kulą u nogi?
– Podczas udzielania pomocy i wykonywania medycznych czynności ratunkowych często przeszkodą są świadkowie zdarzenia, gapie lub nawet rodzina pacjenta. Ogólnie rzecz ujmując, największym problemem jest to, że nie wykonują poleceń ratowników. Nie chcą odejść, odsunąć się, mają mnóstwo do powiedzenia, często nie na temat, potrafią przy wypadku kręcić filmy, robić zdjęcia, prawie wchodząc na nas. Postronni gapie, którzy uważają, że znają się na wszystkim ponaglają, pouczają, grożą nam, a dramatem jest, gdy są po spożyciu alkoholu, bo są jeszcze agresywni. Zatrważające jest to, że większość społeczeństwa nie ma pojęcia o udzielaniu pierwszej pomocy, a nawet jeśli coś potrafi, to nawet wtedy często nic nie robi.

























Dodaj komentarz