Menu
Siedlisko Milachowo
Menu

Drożyzna w sklepach szybko nie odpuści, ale ceny będą rosły wolniej

Niektórzy ekonomiści liczyli na uspokojenie dynamiki wzrostu cen w sklepach. Tymczasem dane za marzec 2023 r. pokazują, że Polacy płacili za zakupy średnio o prawie 24 proc. więcej niż rok wcześniej. W relacji rocznej była to największą podwyżka w tym roku. Wyjaśniając, co stoi za takim wzrostem, część ekspertów wskazuje na suszę na południu Europy. Inni mówią o przerzucaniu wysokich kosztów prowadzenia sklepów na klientów. Niektórzy zwracają też uwagę na spadek konsumpcji, który wciąż jest za mały, żeby zmusić sieci handlowe do wyhamowania z podwyżkami. Opinie na temat szczytu drożyzny są podzielone. Wprawdzie widać światełko w tunelu, ale ceny będą wciąż rosły, tylko wolniej.

ceny detaliczne

Analiza ponad 88 tys. cen detalicznych z przeszło 37 tys. sklepów wykazała, że w marcu br. codzienne zakupy były droższe średnio o 23,7 proc. r/r. Ostatnio zanotowana podwyżka w ujęciu r/r. przebiła poprzednie, które i tak były na poziomie 20,8 proc. w lutym i 20 proc. w styczniu. Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „Indeks cen w sklepach detalicznych”. Bardzo zbliżony wynik za marzec (za żywność i napoje) podaje GUS.

W poprzednich miesiącach liczyłem na rychłe uspokojenie dynamiki wzrostu cen w sklepach, a ona znów zanotowała wzrost. Tym razem głównym powodem była susza na południu Europy, która podbiła ceny warzyw i owoców. Nieco odsuwa to perspektywę obniżenia rocznej stopy wzrostu cen. Ocieplenie klimatu oznacza też, że okresy suszy będą pojawiały się coraz częściej, a zatem nagłe podwyżki w sklepach będą występowały regularnie – komentuje ekonomista Marcin Luziński z Santander Bank Polska.

Wzrost cen wyhamuje?

Dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito podkreśla, że dynamika wzrostu cen nie mogła wyhamować w marcu ze względu na wysokie koszty funkcjonowania placówek handlowych. W celu utrzymania rentowności sklepy przenoszą je równomiernie na wszystkie produkty, niezależnie od tego, jak kształtują się ich jednostkowe ceny hurtowe. W konsekwencji konsumenci cały czas coraz więcej płacą za zakupy. – W najbliższym czasie wzrost cen w sklepach powinien wyhamować. Już od kilku miesięcy maleją ceny surowców energetycznych i żywności na rynkach światowych. Tego efektu nie widzimy jeszcze w Polsce, ponieważ spadek konsumpcji wciąż jest za mały, żeby zmusić sieci handlowe do wyhamowania z podwyżkami. Dobrym przykładem jest olej rzepakowy. Patrząc na rynek europejski, nie powinien obecnie kosztować więcej niż 8 zł za litr. A ostatnio mieliśmy cenę w okolicach 11−12 zł w polskich sklepach – mówi ekonomista Marek Zuber.

Z kolei dr Kopyściański zwraca uwagę, że za marcowym wzrostem w dużej mierze stoją czynniki sezonowe, m.in. skok cen warzyw oraz zimowy efekt podwyżki opłat za prąd i ogrzewanie. Obecna pora roku daje nadzieję na wyhamowanie dynamiki podwyżek. Jednak dla trwałego uspokojenia cen w sklepach detalicznych kluczowe byłoby ustabilizowanie kosztów zużycia energii i paliw oraz zrównoważenie sytuacji na rynku żywności w okresie wiosenno-letnim.

Czy osiągnęliśmy szczyt drożyzny?

Przy dalszej stabilizacji rynku surowców można oczekiwać, że w kolejnych miesiącach dynamika podwyżek cen produktów żywnościowych w skali roku będzie słabnąć. Na poziomie producentów już obserwujemy, że np. w przypadku produktów mleczarskich czy mięsnych dynamika wzrostu cen w ujęciu r/r zaczęła się obniżać – informuje Paweł Wyrzykowski, analityk sektora Food&Agri w Banku BNP Paribas.

W jego ocenie presja na wzrost cen będzie malała. Jednak oczywiście nie będzie to dotyczyło wszystkich grup artykułów. Np. dynamika wzrostu cen warzyw i owoców nadal może piąć się w górę. Wyhamowanie podwyżek może nastąpić w przypadku pojedynczych produktów, takich jak tłuszcze i oleje.

Wszystko wskazuje na to, że w marcu osiągnęliśmy szczyt drożyzny. Ale nie oznacza to, że ceny w sklepach teraz będą spadać. Będą dalej rosły, tylko wolniej. Oczywiście pojawią się takie artykuły, które potanieją, choćby warzywa w związku z początkiem sezonu. Moim zdaniem, spadną też ceny oleju, masła oraz cukru. Ale większość towarów dalej będzie drożeć, tylko wolniej – dodaje Marek Zuber.

W ocenie dr Anny Semmerling z Uniwersytetu WSB Merito, marcowy wynik wciąż nie był szczytem drożyzny. Jeszcze nie tak dawno wielu obserwatorów rynku przewidywało, że pomimo spadku inflacji w styczniu, w kolejnych miesiącach należy spodziewać się nieznacznego windowania cen w sklepach. I zgodnie z tymi przewidywaniami, ekspertka prognozuje, że na początku maja może rozpocząć się powolny spadek dynamiki wzrostu cen. Do tego dodaje, że hamowanie będzie dłuższym procesem, w dodatku rozłożonym w czasie.

Ceny mogą najwyżej przestać piąć się w górę

Trudno wskazać jeden konkretny punkt w czasie przypadający na szczyt drożyzny, bo jedne ceny właśnie zaczęły dynamicznie rosnąć, a inne od jakiegoś czasu spadają. Wydaje mi się, że wzrostowe tendencje cenowe nieco złagodniały, ale nadal pozostają mocne. Gdyby do grudnia tego roku dynamika podwyżek w sklepach spadła do 10 proc. w relacji rocznej, byłaby to dobra wiadomość – stwierdza Luziński.

Z kolei dr Semmerling zwraca uwagę na to, że wielu konsumentów błędnie zakłada, że spadek dynamiki wzrostu cen w sklepach przyniesie obniżki w skali rok do roku. Ekspertka jest zdania, że konsumenci muszą być świadomi tego, że narosłe w ostatnich miesiącach koszty zakupów nie zmniejszą się. Mogą najwyżej przestać piąć się w górę tak dynamicznie jak dotychczas.

Źródło informacji: materiały prasowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.