W Afryce edukację domową przyjęto z entuzjazmem
W Afryce dzieci częściej są uczone przez kogoś z członków rodziny. Do wykształcenia przywiązuje się dużą wagę, bo jest ono jedynym sposobem na poprawę sytuacji finansowej. Decyzje o wyborze ścieżki edukacyjnej dla dziecka są w rodzinie analizowane i dyskutowane. Wsparcie, jakie oferowały w Afryce placówki Pawła i Marzeny Zakrzewskich, było idealnym dopełnieniem starań rodziców – mówi Killion Munyama, polski ekonomista, nauczyciel akademicki, prof. nauk ekonomicznych, samorządowiec i polityk pochodzenia zambijskiego, poseł na Sejm VII, VIII i IX kadencji, obecnie w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych.

Killion Munyama
Kiedy po raz pierwszy zetknął się pan z edukacją domową w Polsce?
Killion Munyama: Kilkanaście lat temu miałem okazję poznać Pawła i Marzenę Zakrzewskich. To wspaniali ludzie, pogodni, choć życie ciągle rzuca im kłody pod nogi. Są współczesnymi pionierami edukacji domowej w Polsce. Założyli i prowadzili międzynarodową sieć klubów edukacji spersonalizowanej i demokratycznej, gdzie uczyło się ponad 50 tys. uczniów. Potrafili tą ideą zainspirować mnóstwo ludzi, w tym mnie. Obserwowałem, jak rozwijają się ich kluby edukacji na Czarnym Lądzie. Działalność ta została przyjęta entuzjastycznie przez lokalne społeczności, rodzina Zakrzewskich za swoją działalność oświatową została kilkukrotnie odznaczona w Afryce.
Zapytam o kontekst międzynarodowy nauczania domowego. Czym różni się edukacja domowa w Polsce i w Afryce?
Killion Munyama: W Polsce wiele rodzin zatraciło naturalną skłonność do nauczania w domu. Część rodziców zdaje się przerzucać na szkołę odpowiedzialność również za wychowanie swoich dzieci. Z jednej strony rodzice mają narzucane wysokie tempo życia. Z drugiej − dzieci spędzają dużo czasu w szkole i w domu nad pracami pozaszkolnymi. W Afryce dzieci częściej są uczone przez kogoś z członków rodziny. Do wykształcenia przywiązuje się dużą wagę, bo jest ono jedynym sposobem na poprawę sytuacji finansowej. Decyzje o wyborze ścieżki edukacyjnej dla dziecka są w rodzinie analizowane i dyskutowane. Wsparcie, jakie oferowały w Afryce placówki Pawła i Marzeny Zakrzewskich, było idealnym dopełnieniem starań rodziców.
A jak edukacja domowa w Polsce wygląda na tle innych krajów unijnych?
Killion Munyama: Pracując w instytucjach unijnych, miałem okazję rozmawiać na temat edukacji domowej z kolegami z innych krajów europejskich. Na tle większości krajów Europy Środkowej był to bardzo innowacyjny projekt. Spotykałem się z olbrzymim zainteresowaniem ze strony współpracowników z naszej części Europy. Wszyscy byli zgodni, że taka forma nauki jest niezbędna. Doceniali również jej potencjał w zakresie efektywności nauki. Pochodzący z krajów „starej Unii” także interesowali się edukacją domową w Polsce. Byli pod wrażeniem innowacyjności klubów Pawła i Marzeny Zakrzewskich. Oni sami wzbudzali natomiast naturalne zainteresowanie i swego rodzaju podziw. Zrobili tak dużo w tak niesprzyjających warunkach.
Z troską przyjmowano informacje, że Zakrzewscy są atakowani przez regresywne środowiska oświatowe w Polsce, muszą przechodzić przez tak liczne kontrole i sprawy sądowe. Nikomu normalnemu nie mieściło się to w głowie. W innych krajach byli oni wyróżniani i nagradzani za swoją działalność, ale nie w swojej ojczyźnie. Mimo wszystko właśnie wytrwałością rodzina Zakrzewskich skruszyła opór betonu biurokratycznego w Polsce.
Skąd taki opór?
Killion Munyama: Do tej pory nie rozumiem. To była szansa na zintegrowane wykształcenie dla wielu młodych ludzi. Prawdopodobnie sukces inicjatywy Zakrzewskich przeraził część środowisk nauczycielskich i urzędniczych. Nie dojrzeli do takich zmian. Ustawodawstwo zmieniono na nieprzyjazne edukacji domowej, a Pawła i Marzenę Zakrzewskich poddano szykanom.
Kto interweniował w tej sprawie?
Killion Munyama: Wiele osób. Część odsunęła się z obawy, że mogą stać się ofiarami systemu. Zakrzewscy zapłacili olbrzymią cenę za swoje zaangażowanie w rozwój edukacji domowej w Polsce. W zamian za ich kreatywność i efektywność zaatakowano ich. Ale i w takiej sytuacji pokazali klasę. Przez kilka lat odcięci od własnego majątku, pomawiani zajmowali się obsługą kontroli i spraw sądowych. Wygrali wszystkie. Najczęściej okazywało się, że w ogóle sprawy te nie powinny mieć miejsca, a postepowania wszczynano bezpodstawnie. Dziś Zakrzewscy mają w tym obszarze statut osób pokrzywdzonych.
Rozmawiała Anna Rożek

























Zawsze atakuje się to, co jest dobre. Podziwiam Państwa Zakrzewskich.
W Afryce edukację domową przyjęto z entuzjazmem. A u nas?…
Walka o wybór i normalność w edukacji. Mam nadzieję ,że teraz już będzie tylko lepiej
Ja w szkołach publicznych wycierpiałem swoje. Szkoda że nie miałem możliwości skorzystać z edukacji domowej
Cudowna rodzina.
Niech Polska uczy się od Afryki
U nas jak zawsze
Brawo dla Pana profesora za ciepłe słowa o Polakach 🙂