Menu
  • Menu

    Przegrzanie koniunktury – najnowszy straszak części ekonomistów

    Przegrzanie koniunkturyLedwo polska gospodarka osiągnęła przyzwoity poziom wzrostu, a już część ekspertów straszy, że grozi nam przegrzanie koniunktury. Zaniepokoił ich wzrost PKB na poziomie wyższym niż 5%. Chociaż właśnie taki poziom jest koniecznym, by nasz kraj awansował do grona bogatszych, a nie utrzymywał się na tej samej pozycji w świecie. Portal Money.pl postanowił więc przyjrzeć się danym gospodarczym i odpowiedzieć na pytanie: czy grozi nam przegrzanie koniunktury?

    Polski wzrost PKB nie należy do najwyższych w świecie. Dwa najludniejsze kraje – Chiny i Indie, gdzie mieszka jedna trzecia całej ludzkości, zanotowały w ubiegłym roku wzrost gospodarczy na poziomie przekraczającym 6%. W przypadku Chin od 30 lat mówi się, że występuje tam przegrzanie koniunktury i gospodarka wkrótce się załamie. Jak dotąd nic takiego nie nastąpiło.

    Wzrost gospodarczy Polski wygląda dobrze na tle Unii Europejskiej. Ale UE rozwija się wolniej, niż reszta świata, więc jej pozycja i znaczenie gospodarcze systematycznie spada.

    W Polsce w jednym tylko IV kwartale 2017 roku wzrost PKB rok do roku wyniósł 5,1%, a już podnosi się alarm. Jak pisze portal Money.pl, o rzekomym niebezpieczeństwie piszą ekonomiści: Citi Handlowego, dziennik „Gazeta Prawna” i eksperci Standard & Poor’s. Ale jak dotąd nie dzieje się nic, co może niepokoić.

    Przegrzanie koniunktury grozi nagłym załamaniem wzrostu gospodarczego. Jak pisze Money.pl, szybki wzrost konsumpcji może doprowadzić do topnienia oszczędności, a przez to do zmniejszenia się dostępnych środków na inwestycje. Duży popyt bez wzrostu podaży prowadzi zaś do rosnącej niebezpiecznie inflacji.

    Szybki wzrost to jeszcze nie przegrzanie koniunktury

    Tempo wzrostu gospodarczego Polski w IV kwartale 2017 roku było najwyższe od 9 lat. Nie ma jeszcze wprawdzie danych o strukturze wzrostu, ale ekonomiści wskazują, że nie tylko konsumpcja była odpowiedzialna za tak dobry wynik. Wzrost inwestycji w tym czasie mógł być nawet dwucyfrowy. Chodzi zarówno o inwestycje państwowe, jak i prywatne.

    Mimo oferowania przez banki bardzo niskich odsetek, wzrosły depozyty. W ciągu roku zwiększyły się one o 57 mld zł – pisze Money.pl. Chociaż tempo wzrostu było niższe niż w 2016 roku, kiedy zwiększyły się one o 96 mld zł, to jednak wzrost jest ciągle wysoki. Niepokojące jest natomiast zmniejszenie się depozytów terminowych a zwiększenie bieżących. Można to jednak wytłumaczyć niskimi odsetkami bankowymi.

    Kiedy nadchodzi przegrzanie koniunktury, jednym z sygnałów ostrzegawczych jest wzrost inflacji. W styczniu wzrost cen kształtował się na poziomie 1,9% rok do roku. W porównaniu z grudniem tempo inflacji spadło. Nawet zeszłoroczny, wyższy wzrost cen nie zaniepokoił jednak Narodowego Banku Polskiego. Nie zdecydował się on na podniesienie stóp procentowych.

    Eksperci NBP wskazywali za to, że wzrost cen wynikał z czynników jednorazowych – pisze Money.pl. Przymrozki na wiosnę 2017 roku spowodowały wzrost cen jabłek. Skażenie jajek w Europie Zachodniej doprowadziło do zwiększenia ich eksportu z Polski i w konsekwencji wzrostu cen. Cena masła wzrosła z powodu zwiększenia popytu w Chinach. Zdarzenia takie mają charakter przejściowy i nie wpływają na stałe zwiększenie się inflacji.

    Niepokojące dane dotyczące wzrostu importu

    Innym zjawiskiem, które wskazuje, że nadchodzi przegrzanie koniunktury, jest rosnąca nierównowaga w handlu zagranicznym. Na skutek szybkiego wzrostu konsumpcji może dojść do gwałtownego wzrostu importu przy słabych wynikach eksportu.

    Money.pl przypomina o przewidywaniach niektórych ekonomistów, którzy twierdzili, że program “Rodzina 500+” nie wzmocni gospodarki polskiej, ale naszych sąsiadów. Miało to być spowodowane rosnącym importem, który byłby niezbędny do pokrycia zwiększającego się popytu.

    W czwartym kwartale faktycznie doszło do niepokojącego wzrostu importu. Zwiększył się on aż o 14% rok do roku. W tym samym czasie eksport wzrósł o 9%. W skutek tej różnicy deficyt w handlu zagranicznym wyniósł w IV kwartale 5,9 mld zł.

    Z drugiej jednak strony IV kwartał był jedynym w całym 2017 roku, w którym saldo obrotów handlowych było ujemne. Biorąc pod uwagę dane za cały rok 2017, okaże się, że mieliśmy do czynienia z nadwyżką w handlu zagranicznym na poziomie 2,1 mld zł. Money.pl zauważa, że negatywnie na handel zagraniczny wpłynęło wzmocnienie złotego i rosnące ceny ropy naftowej pod koniec roku. Nie oznacza to jeszcze zagrożenia dla gospodarki.

    Malejąca dynamika produkcji przemysłowej

    Produkcja przemysłowa w IV kwartale 2017 roku wzrosła zaledwie o 2,7%. To raczej niewiele. Spadek miał jednak miejsce po całej serii bardzo wysokich wzrostów; niekiedy na poziomie przekraczającym 10%. By określić, czy zjawisko to stanowi trwałą tendencję, należy poczekać na wyniki kolejnych miesięcy.

    Kolejnym problemem, który może świadczyć, że nadchodzi przegrzanie koniunktury, jest deficyt budżetowy. Zwiększanie wydatków budżetowych na programy socjalne, które generują import zamiast wzrostu w kraju – pisze Money.pl – byłoby zjawiskiem bardzo niepokojącym.

    Tymczasem w 2017 roku deficyt budżetowy był najniższy od 2011 roku i mniejszy prawie o połowę w stosunku do zaplanowanego w ustawie budżetowej. W 2017 roku miały też miejsce inne pozytywne zjawiska. Bezrobocie spadło do poziomu 6,6% mimo napływu miliona Ukraińców. Płace wzrosły o 7%. Jednak zyski przedsiębiorstw nie uległy przez to zmniejszeniu.

    Firmy spoza sektora finansowego zwiększyły nawet swoje zyski netto o 8%. Oznacza to, że zwiększenie presji płacowej nie wpłynęło na wyniki finansowe firm. Rosną pensje, ale jednocześnie zwiększają się zyski. Oznacza to, że przedsiębiorstwa ciągle dysponują pieniędzmi na inwestycje.

    Źródło – Money.pl

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *