Menu
  • Menu

    PREVAC – tworzymy świat przyszłości

    Andreas Glenz Dziś mam zespół, z którym mogę przenosić góry i zmieniać świat. Nasi klienci twierdzą, że w obszarze multifunkcyjnych aparatur jesteśmy najlepsi na rynku. To sprawia, że nie unikamy projektów, które w przypadku wielu firm przewyższają ich możliwości, oraz związanego z nimi ryzyka – mówi dr Andreas Glenz, prezes zarządu PREVAC sp. z o.o.

    Na czym polega specyfika państwa nowatorskich projektów, które służą rozwojowi światowych innowacji?

    – Projekty, które przyjmujemy do realizacji, mają charakter jednostkowy. Budujemy aparaturę naukowo-badawczą, na której opiera się świat przyszłości, będącą punktem wyjścia do postępu w elektronice, medycynie, optyce, szeroko rozumianym przemyśle: od włókienniczego po motoryzacyjny. Przedmiotem naszych prac są zagadnienia interesujące niemal dla każdej branży. Firma opiera się na trzech filarach – sprzedaży produktów komercyjnych dostępnych na rynku globalnym, ich serwisie oraz – kluczowej dla nas – produkcji aparatury naukowo-badawczej, która jest najdynamiczniej rozwijanym kierunkiem działań. Na tym obszarze się koncentrujemy i w jego obrębie odnosimy znaczące sukcesy. Nasza aparatura jest stosowana w kilkuset ośrodkach naukowych na całym świecie – to nasi główni odbiorcy. Ważnym adresatem naszej oferty jest też przemysł, chociaż na tej płaszczyźnie mamy mniej nabywców, bo zakłady coraz częściej zamykają działy rozwojowe i korzystają z zaplecza instytutów badawczych, wspierając się wynikami prowadzonych w nich prac badawczych. Z naszych doświadczeń wynika, że instytuty naukowe zaczynają się specjalizować w określonych dziedzinach i zyskują renomę elitarnych ośrodków badawczych. Jednocześnie duże koncerny coraz powszechniej dochodzą do wniosku, że utrzymywanie własnych działów badawczych jest nieekonomiczne, biorąc pod uwagę ogromne koszty zaawansowanego wyposażenia i pracy zespołu specjalistów najwyższej klasy. To oznaczna oszczędność pieniędzy, a także czasu przy dużym prawdopodobieństwie sukcesu projektu, który znajdzie się w rękach specjalistów. Aparaturą obecną w różnych ośrodkach naukowych posiłkują się huty, zakłady odzieżowe, fabryki materiałów. Na tych zalążkach można tworzyć innowacyjny świat.

    Czy któreś ze zrealizowanych projektów są państwa szczególną chlubą i najlepszą rekomendacją dla przyszłych zleceniodawców?

    – Jest ich wiele, ale jednym z ostatnich przykładów jest aparatura, na której będą tworzone nowe ogniwa słoneczne, co stopniowo przybliża specjalistów w dziedzinie fotowoltaiki do marzenia, by stworzyć farbę, która będzie produkowała prąd. Aparatura ta – największa na świecie – jest łatwiejsza w obsłudze i ma lepsze parametry niż zakładały pierwotne badania zleceniodawcy. W obszarze elektroniki udało nam się stworzyć zasilacze wysokonapięciowe, wysuwając się na pozycję lidera pod względem ich stabilności. W dorobku mamy też komorę służącą leczeniu raka za pomocą nowatorskiej terapii protonowej opracowanej przez Instytut Fizyki Jądrowej PAN. Z kolei dzięki aparaturze wysokotemperaturowej jesteśmy w stanie wykraplać materiały i mierzyć ich lepkości do 2000°C, a dzięki temu sprawdzić ich zgodność do łączenia się. Za tę aparaturę dostaliśmy główną nagrodę w konkursie Polski Produkt Przyszłości, a już udoskonaliliśmy jej dotychczasowe parametry. W portfolio mamy też oprogramowanie, dzięki któremu jesteśmy w stanie na każdym etapie procesu modyfikować moduły i sterować procesem z aplikacji mobilnych. Nasze instalacje mają szerokie zastosowanie i działają praktycznie na całym świecie, zwłaszcza w krajach wysoko rozwiniętych, ale też na rynkach rozwijających się, np. w Afryce, w Indiach, Australii. Polski rynek jest przez nas zdominowany, ale produkujemy znacznie więcej niż wskazywałoby zapotrzebowanie, dlatego jesteśmy międzynarodowym dostawcą rozwiązań dla niemal wszystkich gałęzi gospodarki. Na krajowym rynku największy boom na nasze usługi przypadł na czas dotacji unijnych.

    Czy przy tak zindywidualizowanym charakterze działalności można mówić o konkurencji?

    – Przedsiębiorstwa działające w tym segmencie na rynku globalnym można policzyć na palcach dwóch rąk. W zakresie dużej, multifunkcjonalnej aparatury praktycznie nie mamy konkurencji. I mówię tu o skali światowej. Bez wątpienia jesteśmy liderem w wielu produktach, a szczególnie w inżynieringu.

    Sukces to znacznie więcej niż najlepiej wyposażone laboratorium czy zakład produkcyjny. Czy trudno było stworzyć sprawdzony zespół, będący gwarantem jakości?

    – Jestem bardzo dumny, że udało mi się stworzyć taki zespół. W 1980 roku wyjechałem za granicę i miałem okazję pracować w niemieckiej firmie, gdzie przeszedłem przez wszystkie możliwe szczeble, począwszy od najbardziej podstawowych czynności po najbardziej zaawansowane, ucząc się rzeczy, o których nie przeczytałbym w żadnej książce – tzw. niepisanego know-how. Po takiej dawce wiedzy 14 lat przepracowałem jako pracownik naukowy na Uniwersytecie w Heidelbergu. Jednym z moich koników było rozwijanie technik pomiarowych, a ponieważ miałem solidne podwaliny techniczne, a zarazem szerokie spojrzenie na badania i rozwój, zacząłem doradzać ludziom z Niemiec, a z czasem z Europy i całego świata, i budować pomosty między nauką a jej praktycznymi zastosowaniami. Po pewnym czasie dojrzałem do założenia własnej firmy w moich stronach, która miała łączyć naukę z innymi dziedzinami, mimo że za granicą wszyscy odradzali mi rozpoczynanie działalności w Polsce, przekonując, że to zbyt zaawansowane technologie na ten rynek.

    Mimo wszystko podjął pan ryzyko.

    – Tak i opłacało się. Wtedy Polska była technologicznie daleko w tyle; nie było narzędzi ani materiałów – praktycznie wszystko poza czarną stalą musiałem importować. Od zera uczyłem ludzi toczyć, frezować, konstruować. Chciałem, aby moi pracownicy zmienili też sposób myślenia i podejście do rozwiązywania problemów. Zabierałem ich na Zachód, aby opanowali technikę oraz język obcy. W tej chwili z tych ludzi większość zajmuje już stanowiska kierownicze i kształci nowych członków zespołu. To była pionierska praca, okupiona dużym wysiłkiem, ale przyniosła efekty, które przerosły najśmielsze oczekiwania. Dziś mam zespół, z którym mogę przenosić góry i zmieniać świat. Nasi klienci twierdzą, że w obszarze multifunkcyjnych aparatur jesteśmy najlepsi na rynku. To sprawia, że nie unikamy projektów, które w przypadku wielu firm przewyższają ich możliwości, oraz związanego z nimi ryzyka. Przed założeniem firmy miałem wiele obaw i słyszałem wiele przestróg, dlatego przez rok się wahałem, czy technologia, którą chcę uruchomić, ma szansę zaistnienia na krajowym rynku. Dziś zatrudniam ponad 200 osób i szukam dalszych. Nasz zespół stanowią głównie młodzi ludzie po studiach technicznych, fizyce, chemii, matematyce, elektronice, informatyce. Firma jest zorganizowana na wzór dużego koncernu – mamy wszystkie potrzebne działy, co daje nam niezależność, gdyż jesteśmy samowystarczalni począwszy od koncepcji, projektu i oprogramowania, przez wykonanie, aż po sprzedaż włącznie z zapleczem logistycznym, kadrowym i finansów.

    Dlaczego nauka tak trudno dogaduje się z biznesem z punktu widzenia osoby, która reprezentuje, a zarazem łączy oba te środowiska?

    – Rzeczywiście ten brak porozumienia jest faktem, a co gorsza, dotyczy to właśnie Polski. U nas nauka obrała bardzo wygodny kierunek działania, którego celem jest podnoszenie statystyk i pozycji w rankingach, a przejawem jest mnożenie innowacji finansowanych przez państwo, które trafiają na półki zamiast na rynek. W tej chwili sytuacja nieco się odwraca, bo Unia, dotując nowatorskie projekty, pilnuje, aby pieniądze na innowacje były właściwie wydawane. Powoli przestaje się przeznaczać środki na hobbystyczne działania poszczególnych grup naukowych, lecz na nauki stosowane, aby proponowane rozwiązania odpowiadały konkretnym problemom i potrzebom rynku, a w efekcie miały szybkie przełożenie na nowe materiały i technologie. Bardzo mnie cieszy taki obrót spraw, bo wreszcie ze zlecanych badań będzie coś konkretnego wynikać.

    Niedawno zdobyli państwo nagrodę Stawiamy na Jakość. Czym wyróżnia się PREVAC pod tym względem?

    – Mimo że jesteśmy firmą z sektora MSP, nasze urządzenia są wysoce zaawansowane i dalece bardziej skomplikowane niż w niektórych firmach gigantach – średniej wielkości aparatura to około 10 tys. części, które są przez nas skonstruowane i wyprodukowane. Wszystkie składają się na efektywność urządzenia, dlatego nie możemy dopuścić, by którykolwiek element był wadliwy. W konstrukcjach opartych na próżni jesteśmy zobowiązani do przestrzegania rygorystycznych wymogów i praw fizyki, co wiąże się ze ścisłymi ograniczeniami materiałowymi i konstrukcyjnymi. Jeśli chodzi o nagrody, zgromadziliśmy ich już wiele, ale osobiście najbardziej cenię tytuł „Człowieka Roku”, przyznany przez lokalną społeczność.

    Jak widzi pan firmę za 10 lat?

    – Już teraz firma przypomina wielkie laboratorium, ale cały czas mocno koncentrujemy się na sektorze B+R, inwestujemy w ten obszar i wysoko stawiamy sobie poprzeczkę. Myślę, że przy wsparciu rządowym jesteśmy w stanie wypłynąć na głębokie wody i zyskać status firmy referencyjnej w skali światowej w wielu segmentach gospodarki.

    logo FAKTY maleRozmawiał Mariusz Gryżewski

    wywiad ukazał się w magazynie Gospodarczym FAKTY 4/2015

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *