Menu
  • Menu

    Jan Tomaszewski – legenda polskiej bramki

    Jan TomaszewskiJan Tomaszewski w dzisiejszych czasach kojarzony jest głównie występów w roli telewizyjnego eksperta, słynącego ze swojej krytyki pod adresem reprezentacji narodowej i licznych kontrowersyjnych wypowiedzi. Gdyby systemy bukmacherskie oferowane m.in. przez legalnych bukmacherów, umożliwiały obstawianie negatywnych wypowiedzi pod adresem kadry, były bramkarz byłby pewniakiem zakładów.

    Coraz rzadkiej wspomina się natomiast jego legendarne występy z przeszłości. Tymczasem wciąż na próżno szukać bramkarza, który wyraźniej zapisałby się w historii polskiej piłki. Szczęsny, Boruc, czy Fabiański to niewątpliwe bramkarze wybitni i czołowe postacie w swoich klubach, jednak żaden z nich, jak do tej pory, nie wsławił się jednym meczem tak, jak zrobił to niegdyś Tomaszewski na Wembley.

    Początki klubowej kariery

    Klubową karierę rozpoczynał w 1960 w Śląsku Wrocław, a następnie, w latach 1963–1967 reprezentował barwy lokalnego rywala – Gwardii.  Wkrótce jednak powrócił do Śląska, gdzie niedługo potem 18 sierpnia 1968 otrzymał szansę na debiut na najwyższym stopniu rozgrywkowym w kraju, wkrótce potem stając się bramkarzem podstawowego składu. Jego sezon w tej roli nie był jednak zbyt udany – Śląsk w zajął 13. miejsce w tabeli i pożegnał się z ówczesną I ligą.

    Nieudany debiut z RFN

    Po spadku pozostał we Wrocławiu a jego występy na zapleczu ekstraklasy przykuły uwagę przedstawicieli Legii Warszawa, którzy zapragnęli mieć go na Łazienkowskiej. Jan Tomaszewski szybko „wygryzł” z podstawowego składu Władysława Grotyńskiego i w swoim pierwszym sezonie w stolicy zdobył ze swoim nowym klubem wicemistrzostwo Polski. Na początku kolejnego sezonu spisywał się nieco gorzej, przesz co stracił miejsce w składzie.

    Swój pobyt w Warszawie wspomina jednak dobrze głównie z innego powodu: otrzymał wówczas szansę na debiut w reprezentacji Polski od selekcjonera Kazimierza Górskiego w meczu z RFN. Nie był to jednak wymarzony start w drużynie narodowej. Polska przegrała 1:3 (pomimo iż prowadziła 1:0), a na Tomaszewskiego spłynęła fala krytyki. Warto jednak wspomnieć, że RFN była wówczas jedną z najsilniejszych drużyn globu, która rok wcześniej zajęła trzecie miejsce na mistrzostwach świata, a kilka miesięcy później sięgnęła po tytuł mistrza Europy.

    Rozstał się z kadrą na ponad rok i tym czasie zmienił też klubowe barwy – z Legii Warszawa na ŁKS Łódź. Tam, dzięki znakomitym występom udało mu się wywalczyć pozycję jednego z najlepszych polskich bramkarzy oraz wrócić do reprezentacji Polski. W kwalifikacjach mistrzostw świata w 1974 roku miał już niepodważalną pozycję, jednak w pamięci kibiców zapisał się przede wszystkim jednym spotkaniem.

    „Polski clown” zatrzymał Anglię

    Był 17 października 1974 roku. Polacy walczyli o awans do turnieju finałowego mistrzostw świata w RFN i mierzyli się z Anglią na Wembley, pokonawszy w pierwszym meczu „Synów Albionu” 2:0. Anglicy byli pod ścianą i musieli w tamtym meczu zwyciężyć, aby móc marzyć o grze na mundialu. Nam wystarczał remis i, głównie  dzięki wspaniałej postawie Tomaszewskiego, udało się to osiągnąć. Rywale znaleźli sposób na Polaka tylko raz. Z rzutu karnego. Na niespełna pół godziny przed ostatnim gwizdkiem sędziego „jedenastkę” na gola zamienił Allan Clarke. Na nic więcej nie było ich jednak stać i ostatecznie musieli pożegnać się z mundialem.

    „Rzucał się jak marionetka po całym polu karnym” – napisano w The Guardian. Czasami mówi się, że jeden mecz może ukształtować całą karierę. W przypadku Tomaszewskiego to była nie tylko kariera, ale całe życie. To zwycięstwo miało wyjątkowy smak z jeszcze jednego powodu. Przed meczem były reprezentant Anglii Brian Clough, nazwał polskiego bramkarza w studiu przed meczem „klaunem w rękawiczkach”. A potem ten „Klaun” pozbawił jego rodaków marzeń o mundialu.

    Pamiętny mundial w ’74 i srebro w Montrealu

    Podczas mistrzostw świata w 1974 roku Tomaszewski był niekwestionowanym numer 1. reprezentacji prowadzonej przez Kazimierza Górskiego. Polska mierzyła się po drodze m.in. z Argentyną, Włochami, Szwecją i Jugosławią, a popularny „Tomek” kolejny raz dał znać o sobie. Obronił rzut karny wykonywany przez Stefana Tappera i stał się jednym z głównych architektów zwycięstwa 1:0 ze Szwecją. Z kolei półfinałowy bój z gospodarzami turnieju przeszedł do historii nie tylko polskiego, ale i światowego futbolu jako „mecz na wodzie” ze względu na fatalne warunki atmosferyczne, w których był rozgrywany.

    Polacy przegrali tamten mecz 0:1, ale ich bramkarz zabłysnął po raz drugi. Obronił drugi rzut karny na tym samym mundialu, tym razem egzekwowany przez Uliego Hoennessai, i zostałem pierwszym golkiperem, któremu udało się obronić dwa rzuty karnego podczas jednego turnieju tej rangi. Polska ostatecznie zajęła 3. miejsce pokonując w meczu o podium Brazylię 1:0. Jest to do tej pory uważane za największy sukces w całej historii polskiej piłki.

    Dwa lata później do medalu mistrzostw świata Jan Tomaszewski dopisał kolejny sukces – wicemistrzostwo olimpijskie w Montrealu. W finale biało-czerwoni ulegli NRD 1:3, ale polski bramkarz z powodu urazu musiał opuścić boisko już po 20 minutach.  Po raz ostatni w koszulce z orłem na piersi „Tomek” wystąpił 18 listopada 1981 roku w towarzyskiej potyczce z Hiszpanią. Łącznie zagrał w niej 63 razy. Kontynuował jednak karierę klubową, stając się pierwszym Polakiem w lidze hiszpańskiej, dołączając do Herculesa Alicante. Profesjonalną karierę zakończył w 1982 roku w ŁKS Łódź.

    Jan Tomaszewski

    Największy krytyk

    Dzisiaj Jan Tomaszewski słynie przede wszystkim z kontrowersyjnych i często bardzo krytycznych wypowiedzi, odnoszących się do realiów polskiego futbolu. Szczególnie zasłynął z licznych krytyk pod adresem tzw. „farbowanych lisów”, czyli obcokrajowców polskiego pochodzenia, ubiegających się o występy w reprezentacji narodowej. Ale nie tylko.

    Cierpkich słów nie szczędzi także pod adresem PZPN, trenerów i piłkarzy reprezentacji. Nawet Roberta Lewandowskiego. Od niedawna zaangażowany jest także w politykę, co sprawia, że jeszcze częściej występuje publicznie. Jedno jest pewnie – Jan Tomaszewski nie pozwalała o sobie zapomnieć, ale coraz rzadziej mówi się o nim jako legendzie polskiej bramki, którą niewątpliwe wciąż jest.

     

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *